Brzydkie myśli

Poniższa historia pełna jest słów uważanych za wulgarne. Jeśli przeszkadza ci tego typu słownictwo, zamknij oczy. Brzydkie myśli to historia (raczej) dla dorosłych.

Otaczającym nas światem rządzi logika. Każda akcja wywołuje reakcję, każda reakcja ma swój skutek lub też jego brak, który również uznany może być za skutek. Każda historia ma swój początek i koniec, a koniec historii może skutkować początkiem nowej. Wszystkie historie są o miłości. Prawie wszystkie. Jak zaczęła się ta historia? Zaczęła się od końca. To dobre zdanie by od niego rozpocząć.

Zaczęło się od końca. Końca związku dwojga, nie dawno jeszcze, bliskich sobie ludzi. Bliskość, niestety, nie jest permanencją, a chwilą zaledwie być może. Gdy między bliskość dwojga ludzi wkrada się niepewność, stałość ustępuje jej miejsca. Tymi słowy opisać próbuję całkowicie naturalną sytuację, jaką jest rozkład naturalny związku. Czymże jest związek? Mężczyzna łączy się z kobietą, tworząc jedno ciało, a ciało stworzone jest z tkanek i nie jest wieczne. Niepewność, ta bakteria w złączonym ciele mężczyzny i kobiety zaczyna niszczyć komórki organizmu. Nie da się zatrzymać procesu rozkładu ciała, mumifikacja wszak jest tylko sztucznym utrzymaniem zewnętrznej powłoki, wydmuszki samej, formy, bez wnętrza i uczuć. Kremacja jest tylko oszukaniem rozkładu, zniszczeniem ciała, nim te zdąży się rozłożyć.

Wspólne ciało w tym związku się rozłożyło, a wszystko przez niepewność. Ciągłe tłumaczenie sobie, że wzajemne uczucia są silne, nie wystarczyło. Brak zaufania, brak wiary, brak cholerawieczegojeszcze, sprawił, że związek mężczyzny i kobiety się zakończył. Mężczyzna, nazwijmy go w skrócie M. wiedział, co mogłoby odwrócić całą sytuację, wiedział również, że jest to niemożliwe.
– „Czy nie chciałabyś choć raz myśli moich znać,
Pomyśl, jak prostym życie mogłoby się stać.”*
Tak mówił, albo tak myślał. Nie było to jego słowa, a słowa które, gdzieś usłyszał już wcześniej. On sam, nie mówił wiele, wiele natomiast myślał i tutaj dotknął sedna sprawy. Nie potrafiła czytać w jego myślach, nikt nie potrafił i na tym polegał problem. Wszystko co ma najcenniejszego, oddałby aby myśli jego były znane innym.
Gdy wyszła za drzwi i zabrała swoje rzeczy, nie było już o kim myśleć.

Ze względu na niestabilność emocjonalną autora, reszta opowiadania napisana będzie innym językiem.

Ja pierdole!- M. był wyraźnie zdenerwowany. Nie był to najlepszy poranek w historii poranków świata. Wczoraj gdy K. zabrała swoje rzeczy, wysuszył większość butelek, które znalazł w barku. Teraz w jego głowie odbywał się przemarsz wojsk niemieckich przez Polskę, a żołnierze napierdalali oficerkami tak, że słyszała ich nadciągająca od wschodu armia radziecka. Kac alkoholowy połączony z moralny, uczynił ten dzień paskudnym, a tu jeszcze trzeba było iść do pracy, co samo w sobie powinno być zdelegalizowane.

M. wstał z łóżka, ubrał gacie, koszulę i pomijając całkowicie wszelkie czynności higieniczne wyszedł do roboty. Myśli w jego głowie nie było zbyt wiele, kac zasiał tak wielkie spustoszenie, że jedyne na czym potrafił się skupić to oddychanie. Gdy znalazł się na przystanku tramwajowym i spojrzał na stojących tam przyszłych współpasażerów pomyślał:
Kurwa, znowu z tym pierdolonym motłochem jechać. Brzydzę się jeździć tramwajami, pełno tu biedaków, których nie stać na samochód. Żebym wczoraj nie był zachlał, to bym teraz wsiadł jak człowiek do fury i pojechał.
Nie zwracając uwagi na obserwujące go osoby, wsiadł do tramwaju i rozsiadł się na miejscu matki z dzieckiem
– I chuj– myślał dalej. – Jak która była taka mądra, żeby dziecko robić, to mogła zawczasu pomyśleć, czym go będzie transportować. Nogi rozkładać to każda chętna. Swoją drogą, to blondyna po prawej to by mi mogła nogi rozłożyć. Tyłek taki trochę duży, ale zawsze na kacu podobały mi się większe laski, odwraca się w moją stronę, kurde z mordy też niczego sobie. Wsadziłbym coś tą mordę. Tak zerżnąłbym ją. Zapomniałbym o kacu na chwilę przynajmniej i o K.

Myśli jego przerwała właśnie ta dziewczyna. Wstała i uderzyła go w twarz, a zanim zdążył się zorientować o co chodzi, ktoś ze współpasażerów wyrzucił go z tramwaju na chodnik wyzywając od zboczeńców.

Same pojeby na tym świecie– pomyślał i postanowił resztę trasy pokonać piechotą. Dotarł do swojego biura, zmęczony i śmierdzący mieszanką potu, miasta, alkoholu i wczorajszego wieczoru. Spojrzał na zegarek:
Kurwa, mam spotkanie z szefem! Stary cap znowu będzie mi robił wymówki.
Nie czekając na windę, pobiegł schodami i rozpędzony wpadł do gabinetu szefa i już u progu powiedział:
– Dzień dobry panie Wojtku. Najmocniej przepraszam za spóźnienie. Pierdol się stary chuju.
– Co pan powiedział?
– Przeprosiłem za spóźnienie. Głuchy fiucie. Komunikacja miejska kolejny raz nie spisała się jak należy. To się więcej nie powtórzy. Bo zaraz ci przypierdolę.
-Czy ja się przesłyszałem? Co pan mi zrobi?
– Nic. Nie powtórzę więcej spóźnienia. Przepraszam, nie czuję się najlepiej. Tak jak twoja stara po numerku z tobą.
-Co pan sobie wyobraża do jasnej cholery? Przychodzi pan spóźniony na spotkanie i obraża mnie na dzień dobry? Myślę, że pana kariera w tej firmie właśnie się zakończyła. Z litości tylko, zaproponuje panu porozumienie stron. Proszę stąd wyjść.
– Ale nie rozumiem o co chodzi…- M. był coraz bardziej podenerwowany. – Przecież spóźnienia się zdarzają a ja nic takiego nie powiedziałem. Chyba chlanie tego albańskiego koniaku w latach osiemdziesiątych padło ci na mózg i masz omamy cwelu.
– Dosyć tego! – krzyknął szef. – Wzywam ochronę, a tak dla pana informacji, to chyba pan ma jakieś omamy.

Kilka minut później znalazł się na ulicy. Ochroniarze nie pozwolili mu nawet zabrać swojego kubeczka z biurka, tylko rzucili nim na chodnik jakby był jakimś niedopałkiem, brakło tylko by go przydeptali.
Nie bardzo rozumiem o co chodzi. Jakie omamy? Co się stało z tym starym chujem? Co się dzisiaj dzieje z wszystkimi ludźmi, co teraz? Telefon dzwoni. Matka, tylko tego brakowało.
– Coś ty znowu zrobił? – usłyszał głos matki po drugiej. – K. do mnie dzwoniła, podobno się rozstaliście?
– Mamo, proszę, to jest moja sprawa. Zajmij się własnym życiem.
– Czym mam się zająć? Jak ty się odzywasz do matki?
– Mamo, proszę blablablablablabla będzie mi tu teraz marudzić.
– Jakie blabla, widzę, że dla starej matki nie masz litości. Żegnam, zadzwoń jak ci się poprawi.
Blablabla? Przecież ja tego nie powiedziałem. Przecież ja to sobie tylko… Kurwa mać.

„Czy nie chciałabyś choć raz myśli moich znać,
Pomyśl, jak prostym życie mogłoby się stać.”

Marzeń mi się zachciało. Dlaczego nie zamarzyłem sobie miliarda dolarów i seksu z brazylijskimi modelkami. Na co się gapisz, gruba babo, nie wyglądasz mi na brazylijską modelkę. Kurwa, co teraz? Jak żyć? Gdzie pomocy szukać. Gdzie?

Przemyślenia jego przerwało dwóch facetów w dobrze skrojonych garniturach.
– Czujesz się samotny? – zaczął pierwszy.
– Jesteś zagubiony? – dodał drugi.
Jesteście pojebani? – pomyślał M.
– Czego chcecie? – zapytał M.
– Chcemy porozmawiać, pomóc- powiedział pierwszy. – Jesteś jeszcze młodym człowiekiem, młodzi ludzie często szukają drogi.
Co za debile?
-Tak, stąd właśnie twoja agresja- pierwszy kontynuował. – My to rozumiemy.
O co im kurwa chodzi?
– Chodzi nam o to, że wiemy, że jesteś w ciężkim położeniu. Każdy kiedyś był. Każdy jest czasami. Ważne, żeby znaleźć kogoś, kto ci pomoże i wesprze.
Spróbuje nie myśleć. Nie myśleć. Nie myśleć. Nie myśleć. Nie myśleć o niczym. Lewandowski strzelił znowu gola, nie myśl, dwanaście lat temu w sklepiku szkolnym nie odebrałem reszty, głupio się zachowałem, nie myśl, nie myśl…
– Już dobrze – drugi położył rękę na moim ramieniu. – Proszę, oto ulotka naszej wspólnoty. Przyjdź dzisiaj wieczorem, zobaczysz, że można zapomnieć, można nie myśleć.

Nadszedł wieczór i M. siedział na krześle i oczekiwał na początek spotkania wprowadzającego, tak przynajmniej głosiła ulotka. Aby nie przeszkadzać w spotkaniu swoimi myślami, postanowił, że przez cały wieczór będzie powtarzać w głowie yhy, wydało mu się to najbardziej neutralną zbitką głosek jaka znał. Kilka osób patrzyło na niego podejrzliwie, wiedział jednak, że w najgorszym wypadku uznany zostanie za nieszkodliwego wariata. Wiedział również, że jeśli nie nauczy się nie myśleć, prędzej czy później skończy w więzieniu lub w grobie.

W pomieszczeniu była scena, na której pojawił się młody i dobrze ubrany mężczyzna. Zaczął przemowę:
– Czy macie czasami dość tego świata? Yhy. Czy jesteście zmęczeni sobą i czujecie się wyobcowani? Yhy. Każdy tak miał. Ja sam brałem narkotyki i kradłem pieniądze mamie z torebki. Gdy się zorientowała co robię, wygoniła mnie z domu, a ja skończyłem na dworcu, gdzie obciągałem za działkę marihuany, chciałem zapodać sobie złoty strzał. Yhy. Na szczęście odnalazła mnie Wspólnota. Wspólnota sprawiła, że nie muszę już myśleć o tym co złe. Nie muszę myśleć o przyszłości i zapomnieć mogę o tym co było. Wspólnota dała mi szczęście. Posłuchacie dzisiaj wyznań kilku z nas, zaledwie kilku z setek osób, którym wspólnota pomogła się odnaleźć. Głośmy dzieło wspólnoty, nasz testament.

Po dwóch godzinach M. czuł się doskonale. Nie myślał o niczym, tylko słuchał opowieści o tym jak Mariusz oddawał się samogwałtowi, ale na szczęście Wspólnota podała mu pomocną dłoń. O tym jak Bożena miała w zwyczaju zalegać z przypadkowo poznanymi mężczyznami, ale Wspólnota dała jej sporą sieć kontaktów. O tym jak Krzysiek obżerał się hamburgerami ale Wspólnota pokazała mu dietę bezglutenową. Wspólnota sprawiła, że M. nie musiał myśleć. Zalecenia jej były proste, wszystkie decyzje dotyczące życia członka Wspólnoty podejmowała Rada Wspólna, wszystko o czym członkowie mogli myśleć, zapisane było w „Zbiorze myśli dozwolonych”. Aby nauczyć się żyć zgodnie ze zbiorem i odrzucić stare przyzwyczajenia, M. udał się na dwumiesięczny obóz, gdzie pracując na polu, śpiewając piosenki i poddając się codziennej porcji elektrowstrząsów przygotował się do nowego życia. Wiedział, że podjął dobrą decyzję, wyraźnie było tak napisane w Zbiorze. Pomyśleć, że przez chwilę rozpatrywał zostanie światowej sławy brzuchomówcą. Szczęśliwie, zrozumiał wszystko, myślenie zawsze było jego przekleństwem, a myślenie samodzielne nigdy nie dało mu tego, co dała mu Wspólnota.

Teraz, gdy wychodził na scenę, aby dać nowo zebranym swoje świadectwo, wiedział jedno- nigdy nie był szczęśliwszy.

150H

*Deep Purple Clearly Quite Absurd

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close