Cios prosto w stopę

Pomiędzy pisaniem tekstów, które nie są przeznaczone na tego bloga, otrzymałem cios. Cios w stopę. Efektem tego, jest ten krótki wpis. Jestem na tropie międzynarodowego spisku producentów męskiego obuwia.

Jeśli zdarza Wam się czytać moje teksty i posiadacie przy tym minimum pojęcia o ludzkiej psychice, dawno już zdiagnozowaliście mnie jako człowieka kroczącego przez życie w towarzystwie depresji. Nie zamierzam tego dłużej ukrywać, a nawet przyznaję, że moja depresja, o ile trzymana w ryzach, dodaje mi pewnego uroku, niczym siwizna na głowie George’a Clooneya. Przynajmniej tak to sobie tłumaczę.

Żyję z nią tak długo, że wiem, kiedy nastąpi pogorszenie mojego stanu i przygotowuję się do tego najlepiej jak mogę. Ważnym czynnikiem jest na przykład brak nudy. Muszę mieć zajęcie, aby delikatność mojej natury nie miała kiedy się odezwać. Czasami, niestety, życie nie szanuje mojej kruchej konstrukcji i daje mi ciosy. Kiedyś dawało prosto w serce, czasem dawało w jaja, a ostatnio za cel wybiera sobie moje stopy.

Jestem człowiekiem kompaktowym. Moje ego i bagaż doświadczeń zajmują całkiem sporo przestrzeni, natomiast powłoka cielesna już niezbyt. Ledwo odrosłem od ziemi i próbując poprawiać sobie humor, często tłumaczę, że tyle samo wzrostu miał na przykład wspaniały Joe Strummer, więc nie wzrost czyni człowieka. Spośród innych kompaktowych części mojego ciała, mogę wyróżnić między innymi stopy. Są małe. Uprzedzając Wasze myśli – nie wiem jak jest z wackiem, nie mam za dużego porównania, skupmy się zatem na stopach. Dawniej nosiłem rozmiar 41 i często wstydziłem się z tego powodu. Cóż zatem pomyśleć mam teraz, gdy rozmiar 40 okazuje się na mnie sporo za duży, a znakomita większość producentów nie brudzi się produkcją mniejszych.

Jak to tłumaczyć? Skurczyłem się? A mamusia mówiła, żeby jeść dużo warzyw i owoców, to będę duży i silny. A ja wiedziałem lepiej i wolałem kebaby. Sos czosnkowy to kiepski substytut sałatki, teraz to wiem. Bardziej serio: Rozumiem, że producenci kombinują z rozmiarami, ale zastanawiam się jaki mają w tym swój cel. Byłoby logicznym, gdyby działało to w drugą stronę. Tak jest z męskimi majtkami: nie ma raczej rozmiarów S, bo przecież żaden mężczyzna nie jest w tamtych miejscach S. Ale zmiana w drugą stronę? Przychodzę do sklepu i nawet już nie pytam o 40, wiem, że nie warto. Pytam o 39. Miła skądinąd Pani odpowiada, że u nich najmniejsze to 41, ale żebym sprawdził, bo u nich rozmiary są zawyżone. Zrezygnowany dziękuję. Nie warto się oszukiwać. Odchodzę pogrążony w smutku i zastanawiam się, cóż szkodziło matce naturze uczynienie mnie większym.

Długo myślałem i wreszcie wiem o co chodzi. Chodzi o spisek. Producenci chcą w ten sposób powiedzieć: Hej, mężczyzna zaczyna się od rozmiaru 40+ i jeśli nosisz mniejszy, to powinieneś umrzyć. Będziesz chodził boso, aż przemarzniesz i zdechniesz na zapalenie płuc, jak sierota w dziewiętnastowiecznym Londynie. A my zbudujemy lepszy świat, pełen wysokich ludzi z dużymi stopami.

A wiecie co ja odpowiadam? Pójdę boso, boso, aż na stopach stwardnieje mi skóra i taką twardą stopą kopnę wszystkich producentów w jaja. Jeszcze dziś zakładam stowarzyszenie mężczyzn pokrzywdzonych przez oszukane rozmiary obuwia. Będę walczyć o swoje. Przynajmniej mam co robić.

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close