Doskonałe Życie – Czyli Historie Biurowe Odc. 84

Odcinek 84 – Czekając na dedlajn

Historie biurowe toczą się w polskim oddziale międzynarodowej firmy. Oddział ten jest nazywany Centrum Doskonałości, tak więc wszystko w nim musi być doskonałe.

Wiecie co jest najważniejsze w życiu? Seks? Na pewno. Pieniądze? Ano. Praca w młodym i dynamicznym zespole? No ba. Ale przede wszystkim, najważniejszy jest ciągły rozwój. Wbrew temu, co pisze się na portalach poświęconych karierze, praca zawodowa z rozwojem nie ma zbyt wiele wspólnego, dlatego ważnym jest, aby wyciągać jakąś lekcję z każdej chwili w życiu.

Moim wzorem był tutaj Przemek, on wyciągał wnioski ze wszystkiego, co spotykało go w pracy. Ostatnio unikał Maćka i nie było to bezpodstawne. Mijali się na biurowych korytarzach i robili wszystko, aby ich oczy nie spotkały się nawet na chwilę. Jako że dobro firmy leżało mi na sercu, postanowiłem zainterweniować.

– Przemek, dlaczego nie rozmawiasz z Maćkiem? Czy coś się stało?

Wziął głęboki oddech, popatrzył mi prosto w oczy i zdobył się na szczere wyzwanie.

– Kojarzysz kibel na drugim piętrze?

Kojarzyłem.

– Chodzę tam na dłuższe posiadówy, gdy u nas, tuż po lunchu, wszystkie toalety są zajęte. Tam jest dział księgowości i HRy, więc facetów mniej, to i kibel częściej jest wolny. Okazało się, że ma to swoje złe strony.

Nie mogłem sobie wyobrazić jakie.

– Zepsuty zamek w drzwiach kabiny pod ścianą – podpowiedział Przemek. – A że mało ludzi chodzi, to nikt nie zgłosił do cieciówki. No więc siedziałem sobie tam nie wadząc nikomu i przekonany byłem, że drzwi są zamknięte, aż tu nagle otwierają się i naprzeciwko mnie staje Maciek. Ja patrzę na niego, a on na mnie. Jego wzrok zszedł w dół i zlustrował moje największe atuty. Od tego czasu nie potrafimy na siebie patrzeć. Atmosfera jest dziwna. Wytworzyło się między nami dziwne napięcie.
– Ale pracujecie razem w projekcie, jak ty to sobie wyobrażasz?
– Już nie. Zastąpisz mnie, poprosiłem szefa i się zgodził. Rozumiał sprawę doskonale. Ja też coś zrozumiałem – zamki są zawodne.

Byłem zły. Nie tylko dlatego, że nie znosiłem dodatkowej pracy, nie mówiąc już o pracy w projektach. Wszystkie cechowały się tym samym – nie miały sensu, trwały wieki, zawsze wszystko szło w nich dobrze, tylko nigdy niczego nie dostarczały.

– A tak właściwie, to jaki jest cel tego projektu? – postanowiłem trochę się wdrożyć.
– Widzisz – tłumaczył mi Przemek. – Metodyki zarządzania projektami, te ogólnodostępne, błędnie interpretują cel projektu. Owszem, w warunkach laboratoryjnych być może i chodzi o to, żeby coś dostarczyć i zamknąć, ale nikt z nas w takich warunkach nie funkcjonuje. Projekt jest ważny przede wszystkim dla osób w projekcie uczestniczących i dla ich dobra powinien trwać tak długo, jak długo się da. Dlatego czas w projekcie jest istotny. Bardziej istotny niż cel. Im bardziej nieokreślony cel projektu, tym większe są szanse na końcowy sukces. Kiedyś to zrozumiesz.
– A dedlajn? – pytałem. – Jaki jest dedlajn w tym projekcie?
– Ciągle tylko dedlajn i dedlajn. Wszyscy tylko o końcu, a tu się liczy się droga. Chodzi o to, żeby cieszyć się i czerpać z tej drogi. Dedlajn jest dla mnie. Jest orientacyjny i jest to informacja dla mnie, kiedy powinienem zacząć przygotowywać komunikację. Więc się niczym nie przejmuj. Ale skoro chcesz wiedzieć, to podaliśmy datę drugiego czerwca.
– To jest jutro! – zacząłem panikować.
– O faktycznie! Przez tą całą sytuację z Maćkiem, to musiałem zapomnieć. Nic to! Dasz radę. Niczym się nie przejmuj, to gra stara jak świat. Ja lecę na drugie pięterko – zakończył uśmiechnięty Przemek.

Chciałem jeszcze wyciągnąć więcej informacji od Maćka i poznać jego strategię na następny dzień. Dowiedziałem się tylko tyle, że on by od finansów w tym projekcie, a komunikacją i wdrażaniem rozwiązań zajmował się Przemek.

– Ale jakie miało być rozwiązanie? – pytałem załamany.
– Wszystko jest w dokumentacji.
– A gdzie jest dokumentacja?
– A skąd mam wiedzieć? Ja jestem od finansów. W dokumentacji role były odpowiednio rozpisane.
– To chociaż coś o finansach powiedz.
– Nie ma za dużo do gadania, ucięli budżet, więc projekt nie posiadał zasobów finansowych.
– To co ty kurwa robiłeś przez ten czas? – pytałem, chociaż odpowiedź chyba już znałem.
– Tworzyłem prognozy finansowe na czas trwania projektu, generowałem raporty i tak dalej.
– Wszędzie było zero?
– Nie ja ustalałem budżet, ja tylko robiłem prognozy – zakończył Maciek.

Następnego dnia czekałem na ścięcie. Spotkanie ze sponsorami projektu miało zacząć się o godzinie piętnastej. O godzinie szesnastej wyszedłem z sali zadowolony. Nikt nie przyszedł. Posiedziałem godzinę sam i porozmyślałem o tym, czego nauczyła mnie ta sytuacja.
Wróciłem do biurka i napisałem maila do sponsorów projektu, że spotkanie było owocne i projekt jest zakończony.

Kilka osób odpisało gratulując mi dobrej roboty. Jedna osoba napisała, że chętnie przyjmie rolę sponsora w moim kolejnym projekcie, bez względu na cel. I tutaj chyba jest najważniejsza lekcja. Cel jest przereklamowany.

Czy główny bohater dostarczy kolejne projekty? A jak Twój dedlajn? Jak projekty? Czytaj kolejny odcinek.

Poprzedni odcinek sprytnie ukrył się w tym miejscu.

Jestem, który nie jestem tak do końca.

One comment: On Doskonałe Życie – Czyli Historie Biurowe Odc. 84

  • Mistrzu ! Jako niedoszły project lead z własnymi projektami na karku wiem, jakże prawdziwe są Twoje słowa. Stosowałem się do nich każdego dnia mojej krótkiej korpo kariery. Z racji tego, że porzucam korporację na rzecz obrzydliwego prywaciarza ostatnio miałem spotkanie dotyczące przekazania projektów. Mina mojego następcy, gdy dowiedział się, że nic nie jest gotowe, ba, nic nie jest nawet zaczęte – bezcenna. Dodam, że komunikację miałem świetną 😉

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close