Doskonałe Życie – Czyli Historie Biurowe Odc. 85

Odcinek 85 – Po co nam klienci?

Historie biurowe toczą się w polskim oddziale międzynarodowej firmy. Oddział ten jest nazywany Centrum Doskonałości, tak więc wszystko w nim musi być doskonałe.

W mojej Firmie są dwie pewne rzeczy. Ciągłe zmiany organizacyjne i stałe poczucie niepewności pracowników. Często zastanawiam się, czy obie te rzeczy wynikają z przypadkowego ułożenia gwiezdnych konstelacji, czy jest to zaplanowana z góry akcja mająca na celu wyselekcjonowanie najlepszych pracowników i naturalny odsiew słabszych jednostek. Ktoś nieprzyzwyczajony do ciągłych zmian i posiadania trzydziestu czterech szefów w ciągu roku, może szybko zrezygnować i wybrać dalszy rozwój kariery poza strukturami firmy.

Ja na szczęście trwałem. Chcecie wiedzieć, jaki jest mój sposób na sukces? Nigdy nie przejmowałem się swoimi przełożonymi, bo wiedziałem, że ani się obejrzę, a ich już tutaj nie będzie. Zresztą, nigdy nie miałem pamięci do imion i przez długi czas w życiu, do każdego mężczyzny mówiłem per Andrzej.

Miałem jednak drobne problemy z poczuciem niepewności. Coraz częściej wynikały z tego, że nie miałem zielonego pojęcia, czym się w zasadzie powinienem zajmować w ciągu tych kilku godzin spędzonych w biurze. Zdobyłem się kiedyś na odwagę i zagadałem do moich kolegów podczas siedemnastej tego dnia przerwy kawowej.

– Słuchajcie, co my w zasadzie tutaj robimy?

– Na tej planecie? – spytał Przemek. – Myślę, że zostaliśmy stworzeni w wyniku eksperymentów obcych, jakieś trzysta milionów lat temu…

– Ty na pewno – przerwałem. – Chodzi mi o pracę. Niby klepiemy raporty, niby coś tam robimy, ale jaki jest tego cel.

– Dobro firmy – poinformowała mnie Bożena. – Wszystko dla dobra firmy.

– To inaczej – traciłem cierpliwość. – Co takiego zrobiliście dzisiaj, co bezpośrednio wpłynęło na dobro firmy?

– Ja na przykład wykonałem dziś szereg skomplikowanych czynności mających bezpośrednie przełożenie na proces, którego efektem jest wyprodukowanie wartości dodanej dla organizacji – powiedział Przemek z uśmiechem.

– A konkretniej? – nie czułem satysfakcji.

– No, wykonane przeze mnie zadania powiązane są z funkcjonowaniem firmy, nie rozumiesz tego?

– Przemek, proszę, konkretniej!

– Ech… a konkretniej – Przemek ściszył głos. – To gówno mnie to obchodzi. Każą mi coś robić, to robię. Poza tym, wszyscy wiedzą, że ja jestem w tej firmie odpowiednikiem wiejskiego głupka. To ważna funkcja.

Trudno było się z nim spierać. Snułem się przez resztę dnia zastanawiając się co ze sobą począć. Przez chwilę nawet poczułem chęć przygotowania obiecanej na poprzedni dzień prezentacji, ale postanowiłem to rozchodzić. Chodząc bez ładu i składu trafiłem do biura swojego szefa Karola.

– O! – odezwał się. – Chodzisz sobie, fajnie fajnie. Masz jakiś problem?

– W zasadzie to tak – odparłem. – Natury egzystencjalnej.

– To moje ulubione! Dawaj – Karol wyraził swój entuzjazm.

– Co my w zasadzie dostarczamy? Co my robimy?

– No dostarczamy dobra naszym klientom.

– O, właśnie – ucieszyłem się. – A kim są nasi klienci?

– No wewnętrzni klienci – inne działy, inne zespoły, inne spółki w ramach grupy kapitałowej – wyjaśniał Karol.

Wewnętrzni. Zawsze słyszałem o wewnętrznych klientach. A co z zewnętrznymi. Zapytałem.

– Co masz na myśli? – odpowiedział zdziwiony. – Jak zewnętrzni?

– No spoza naszej firmy.

– Jak spoza firmy? Oszalałeś? A po co to komu? Jeszcze tego brakuje, żeby jacyś ludzie z zewnątrz mieszali się w nasze sprawy i przychodzili tutaj. Tutaj przechowujemy i obrabiamy poufne dane i chcesz, żeby ludzie z ulicy tu łazili? A co my jesteśmy, kibel na dworcu głównym, żeby każdy się szwendał? Klient zewnętrzny jest nieobliczalny i nasza firma już dawno z nich zrezygnowała.

– To z czego my żyjemy?

– Jesteśmy samowystarczalni. Każdy dział ma swój budżet i rozlicza się za usługi z innymi działami. Klienci zewnętrzni nie są nam potrzebni do funkcjonowania. Tylko najbardziej dojrzałe firmy mogą sobie na to pozwolić. Dumnie mogę powiedzieć, że jesteśmy jedną z nich. Fajnie, nie?

– Czy ja wiem…

– Pomyśl inaczej – świat zewnętrzny to dżungla, ciągła konkurencja, człowiek człowiekowi wilkiem, firma firmie…eee… też wilkiem. A my? My jesteśmy bezpieczni.

Nie byłem przekonany. Kolejny raz otrzymałem życiową lekcję, żeby nie interesować się zbytnio tym jak działa świat wokół mnie. Dzień wcześniej czułem się lepiej.

Czy bohater odnajdzie się w tej rzeczywistości? Jacy są Twoi klienci? Być może nigdy nie poznasz odpowiedzi na te pytania, ale przeczytanie kolejnego odcinka nie będzie kosztowało Cię ani złotówki!

Poprzedni odcinek jest tutaj

 

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close