Doskonałe Życie – Czyli Historie Biurowe Odc. 86

Odcinek 86 – Gość w dom

Historie biurowe toczą się w polskim oddziale międzynarodowej firmy. Oddział ten jest nazywany Centrum Doskonałości, tak więc wszystko w nim musi być doskonałe.

Lato. Świeci słońce, ryba nad morzem drożeje, a ludzie nie pracują. Jedni przed urlopami, zbytnio podekscytowani są nadchodzącą podróżą Ryanairem, inni na urlopie i koczują gdzieś na lotniskach w oczekiwaniu na informację z upadłego biura podróży, a jeszcze inni wrócili z wakacyjnych wojaży i potrzebują pilnej pomocy psychologicznej, aby przejść przez okres adaptacji. Niektórzy wariują.

– Nie mogę! Nie wytrzymam, no serio nie mogę! – Bożena krzyczała i uderzała w blat swojego biurka.

– Co się stało? – udałem zainteresowanie.

– Wszyscy na urlopach. Dostaję same autorespondery. Nic nie mogę załatwić. Nie mogę pracować.

– Aha. A jaki jest problem, bo nie rozumiem? – spytałem zaskoczony.

Bożena próbowała wyjaśnić, że zależy jej na skończeniu jakiegoś zadania i potrzebuje do tego czyjejś odpowiedzi. Nie słuchałem dokładnie, gdy powiedziała o skończeniu zadania, wiedziałem już, że nie jestem zainteresowany tą historią.

– A najgorsze – Bożena ciągle marudziła. – Że jutro mamy gości i też nie popracuję.

– Jakich gości? – kolejny raz spytałem zdziwiony.

– Bardzo poważnych menadżerów z centrali. Nie czytasz firmowego newslettera?

– Czego?

– Maili, które dostajemy co tydzień z informacjami co dzieje się w firmie – tłumaczyła cierpliwie.

– To my dostajemy jakieś maile? – byłem coraz bardziej zdziwiony.

Z ogólnego zdziwienia wyrwał mnie Przemek informujący mnie, że nasza główna menadżerka chce mnie widzieć.

Przed wejściem do jej gabinetu założyłem ciemne okulary, aby nie poraził mnie blask szefowej wszystkich szefowych. Naszej Królowej.

– Wezwałam cię tutaj, bo potrzebuję kogoś zaufanego – zaczęła.

– I dlaczego pomyślałaś o mnie?

– Teraz ja mówię. Jak zapewne wiesz, jutro mamy gości. Wiesz?

Nie odzywałem się.

– Odpowiadaj.

– Wiem, oczywiście, że wiem, było przecież w newsletterze…

– Teraz ja mówię. Wszystko musi być doskonałe na ich przyjazd. Chcą sprawdzić, czy nasze biuro dobrze sobie radzi, czy nie potrzebujemy pomocy, wsparcia, zwiększenia budżetu.

– Rozumiem, że mamy jutro się z nimi spotkać i porozmawiać o tym co nas boli? – spytałem.

– Ty nie jesteś zbyt bystry, prawda? W ogóle ma was tutaj jutro nie być. Dostaniecie przymusowe wolne. Oczywiście odrobicie to w sobotę. Nie chcę problemów. Jeszcze ktoś coś powie, zażartuje i będzie kłopot. Dzisiaj też nikt nie pracuje, macie sprzątać biuro. Wyczesać filc na ściankach dzielących biurka. Ma układać się w stronę zachodu, gdzie jest nasza centrala. Dla ciebie mam dodatkowe zadanie. Przyjeżdżają latem, bo dużo słyszeli o naszym mieście. Zabieram ich na kolację. Potrzebuję, żebyś wskazał mi trasę do restauracji, taką, gdzie nie ma graffiti i bezdomnych. Ja sama nie chodzę, wszędzie jeżdżę samochodem. Ale oni chcą spacer.

– Będzie problem. Odkąd nasza restauracja na dole zmieniła kucharza, nikt nie dojada jedzenia, bo jest kiepskie. Bezdomni zlatują się do resztek. Trochę marudzą, że za tłuste, ale jedzą.

Pomyślała chwilę, a następnie wyciągnęła z torebki dwieście złotych.

– To zapłacisz im, żeby sobie poszli.

Schowałem pieniądze do kieszeni.

– Akurat – pomyślałem.

– Czy mogę o coś spytać? – odezwałem się.

– Jeśli musisz – odpowiedziała Królowa.

– Skoro mamy mieć wolne, to kto będzie w biurze?

– Wynajęci aktorzy. Piękni, w ładnych ubraniach i mówiący perfekcyjnie po angielsku i niemiecku. Jak mówiłam – wszystko musi być doskonałe. Musiałam niestety wydać na to cały budżet na szkolenia i podwyżki. Ale myślę, że warto. Oczywiście wiem, że ryzykuję niezadowolenie pracowników, ale jest to ryzyko, które dojrzały menadżer często akceptuje.

Pobiegłem wykonać zadanie, oczywiście nie zamierzałem przekupić bezdomnych. Załatwiłem
kilka kubków ze Starbucksa, dałem każdemu do ręki i w ten sposób z bezdomnych meneli przeistoczyli się w młodzież cieszącą się rytmem miasta. Spryt przede wszystkim.

Gdy po wizycie gości wróciłem do biura, nie zastałem Królowej. Wzięła zwolnienie lekarskie.

– Co się stało? – pytałem.

– Załamała się – odpowiedziała Bożena. – Goście przyjechali w hawajskich koszulach i sandałach, więc poczuli się głupio w naszym sztywnym biurze.

– No i dodatkowo – wtrącił Przemek. – Woleli iść z pracownikami na drinka niż z nią na kolację. Podobno byli zaskoczeni, że z całej ekipy najgorzej po angielsku gada szefowa.

– Ale byli zachwyceni miastem. Zwłaszcza młodzieżą, kręcącą się pod biurem. Powiedzieli, że Polska się rozwija, skoro każdy pija kawę w Starbucksie – zakończyła Bożena.

Czy Królowa wróci z chorobowego? Czy Ty lubisz gości? Czytaj następny odcinek.
Poprzedni odcinek schował się tutaj.

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close