Doskonałe Życie – Czyli Historie Biurowe Odc. 89

Odcinek 89 – Stażyści, skróty, skrótowce

Historie biurowe toczą się w polskim oddziale międzynarodowej firmy. Oddział ten jest nazywany Centrum Doskonałości, tak więc wszystko w nim musi być doskonałe.

Jest takie słowo, które wywołuje szeroki uśmiech u każdego pracownika korporacji. Szczególny wyraz, który zwiastuje nadejście lepszych czasów dla wszystkich, którzy mieli przyjemność go usłyszeć. Cóż to za słowo? – zapytacie. Podwyżka? Nie, wiadomo, że to mit. Premia? Ściema z tej samej mitologii. Niedogodziny? I tak trzeba odrobić. Multisport? Zapłacisz, pójdziesz raz na siłownię, gdzie utoczone syntetycznym białkiem prosiaki zmierzą cię wzrokiem i uciekniesz ze wstydem do domu, a kartę rzucisz w kąt. Praca w młodym i dynamicznym zespole? To kilka słów. Poddajecie się? Ok. Nie będę więcej trzymał was w niepewności, chodzi o słowo „stażysta”.

Wyczekiwaliśmy ich przybycia jak obywatele wyczekują przebudzenia śpiącego rycerza spod Giewontu. Wiedzieliśmy, że przyjdą na chwilę, ale te chwile znaczyły dla nas więcej niż wszystkie uściski dłoni szefa.

– Znowu ktoś będzie mnie słuchał – mówił Przemek podskakując z niecierpliwości z nogi na nogę. – I biegał do ksera po papiery. Odkąd mamy tylko jedną drukarkę na piętrze, muszę łazić jak kretyn. Teraz młodzi będą ganiać.

– A pamiętacie jak w zeszłym roku stażysta przynosił nam kawę? – czułam się, jakbym była kimś ważnym – rozmarzyła się Bożena.

– Co tam z kawą, pamiętacie młodą stażystkę, która myślała, że jestem mądry? – przypomniałem wszystkim najlepszy czas poprzedniego roku.

– Tak, tak. Całe dwa miesiące tak myślała, a potem zrozumiała na czym polega ta praca i czar prysł – Bożena sprowadziła mnie na ziemię.

– I tak było warto, umówiła się ze mną na początku, bo myślała, że dużo zarabiam w tej korporacji – moja słowa wywołały spiralę śmiechu.

Wreszcie nadeszła wyczekiwana pora. Do mojego działu trafiło trzech młodych chłopaków. Wszyscy faceci wyrazili swoje rozczarowanie tym faktem.

– Żadnej młodej dziewczyny, bez sensu – żalił się Przemek. – Wiedziałem, że tak będzie. Odkąd firma usuwa nazwiska, płeć i zdjęcia z podań o pracę, uroda naszej załogi poszła mocno w dół. Cholerne równe szanse.

Żal było mi młodych. Nie tylko dlatego, że żywili jeszcze złudną nadzieję, że osiągną coś w życiu. Żal było mi ich w momencie, gdy zderzyli się z machiną korporacyjnego słownictwa i skrótów.

– Nie rozumiem tego języka – żalił mi się jeden z nich. – W zasadzie to się go boję. Usłyszałem coś takiego:

– Do Bartka przyszła zabiegana i zestresowana Magda, podobno miała HIV. I teraz przez nią biedak siedzi po godzinach i walczy z AIDS.
– No tak, odkąd Magda dostała ten PMS to robi wszystko, żeby dostać jeszcze HPV.
Uśmiechnąłem się.*

– Już tłumaczę: HIV to bardzo ważny gość, najczęściej z centrali firmy, High Importance Visitor, AIDS tłumaczymy jako źródło dodatkowych informacji, Additional Information Data Source, PMS to system zarządzania projektami, Project Management System, a HPV znaczy wysoki wskaźnik promocji, co w praktyce oznacza osobę przeznaczoną do awansu High Promotional Value. Chcecie jeszcze coś wiedzieć?

– Ok…, czyli jeśli usłyszałem, jak Przemek mówi, że na asap musi zrobić kloca, to niech zgadnę, chodzi o… Key, Local, Outsourcing… – zgadywał młodzieniec.

– Nie, nie – przerwałem mu. – To znaczy, że znowu jadł w knajpie na parterze.

Czy stażyści nauczą się języka? Czy sanepid wreszcie zainteresuje się knajpą na parterze nowoczesnego biurowca? Czytaj kolejny odcinek.

A poprzedni jest tutaj.

* Fragment dialogu pochodzi z książki Zapiski z Doskonałego Życia. Powieść dostępna wkrótce.

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close