Doskonałe Życie – Czyli Historie Biurowe Odc. 93

Odcinek 93 – Komu w drogę temu budżet

Historie biurowe toczą się w polskim oddziale międzynarodowej firmy. Oddział ten jest nazywany Centrum Doskonałości, tak więc wszystko w nim musi być doskonałe.

Opowiadam Wam swoje historie od tak dawna, że zasłużyliście na odrobinę szczerości. Chcecie wiedzieć, dlaczego zatrudniłem się w korporacji? Dla podróży, ładnych kobiet i szalonych imprez.

I wiecie co?

Zostałem źle poinformowany.

Co mi po karierze i pracy w dynamicznym i młodym zespole, gdy nie ma na kim zawiesić oka i z kim poflirtować. Tak myślałem jako młody chłopak rozpoczynający zawodową przygodę. No i okazało się, że dziewczyny myślały podobnie. Również chciały mieć towarzystwo przystojnych mężczyzn, dlatego do dzisiaj olewają mnie zupełnie. Imprezy były, owszem, nie da się ukryć. Ustaliliśmy już jednak paradygmat stosunku kobiet do mojej osoby, toteż możecie się domyślić, że nie bawiłem się zbyt dobrze. Pozostały podróże. Po dwóch latach pracy pozwolono mi zamówić taksówkę na koszt firmy. Było to w momencie szalonych nadgodzin i mój przełożony pokazał tego dnia ludzką twarz. Niestety, podczas rozliczania kosztów w systemie wybrałem złą kategorię i moja prośba o zwrot dwunastu złotych nie została zaakceptowana. Tyle w temacie podróży na koszt firmy. Aż do niedawna.

– Myślę, że to dobry czas na podsumowanie roku – mówiła Bożena blokując ekspres do kawy. – Z jakich funkcji w Excelu korzystałeś najczęściej?

Pomyślałem chwilę i odpowiedziałem.

– Odkryłem, że jak jest włączony to wszyscy myślą, że robię coś ważnego. Dlatego ustawiłem sobie tapetę z arkuszem Excela. Tak. Głownie to.

– Czy ty zaczniesz kiedyś traktować poważnie nasze główne narzędzie pracy? Mogę cię nauczyć kilku trików, pokazać formuły – Bożena kolejny raz suszyła mi głowę o to samo.

– Bez sensu. A co jak mnie zwolnią? Zostanę jak kretyn z tymi formułami. Chętnie bym jeszcze pogadał, ale Karol mnie woła na dywanik.

– Czego chce?

– A kto go tam wie. Rok się kończy, pewnie chce się przypomnieć.

Stanąłem w gabinecie swojego menadżera. Karol uśmiechnął się na mój widok i ręką zachęcił mnie do zajęcia miejsca na krześle.

– Fajnie, że jesteś. Mam dla ciebie dobrą wiadomość. Twoja prośba o podróż służbową została zaakceptowana – oznajmił radośnie.

– Jaka prośba? O jaką podróż? – spytałem zdziwiony.

– No wnosiłeś o podróż do Londynu. Chodziło o ważne spotkanie w sprawie projektu. No tutaj mam w systemie – powiedział i odwrócił w moją stronę monitor, na którym pojawił się mój wpis.

– A możesz mi odczytać jaka tam jest data złożenia tej prośby? – dopytałem.

– Piąty. Czekaj… Aha….Marzec. A to problem?

– A teraz mamy koniec listopada.

– No i to problem jest jakiś?

– Projektu już nie ma – odpowiedziałem przełożonemu.

– Ale budżet jest!

– A gdzież to się ten budżet podziewał przez ostatnie miesiące? – uruchomiłem swoją ciekawość.

Karol podrapał się po głowie, a następnie wstał i upewnił się, że drzwi są zamknięte.

– Co ja ci mam tłumaczyć – przemówił. – Będę bardzo szczery. Priorytet na podróże mają najważniejsze osoby w firmie. One latają przez pierwsze miesiące tam i z powrotem najlepszymi liniami. Potem w czerwcu blokuje się budżet całkowicie, bo ktoś ogarnia w księgach, że panowie menadżerowie przeginali z lotami. I mamy spokój, nikt nie lata. I na koniec roku można budżet odblokować, bo przecież trzeba wylatać wszystko co do grosza, żeby za rok nie zabrali. Bierz, jak dają, bo za dwa dni znowu przekażą go tym szychom. Święta idą i oni zaczynają latać, żeby zaliczyć biurowe wigilie w każdej lokalizacji. Także ustalone. Londyn zobaczysz chociaż.

– Mieszkałem tam przez rok – odpowiedziałem. – Widziałem.

– Jedziesz i już.

– Ale co ja tam będę robił?

– Przywitasz się w biurze, pójdziesz z kimś na obiad, rodzinę w Londynie odwiedzisz, pewnie masz, jak każdy. Dziewczynie sweterek na święta w Primarku kupisz, powiesz, że z Harrodsa.

– Nie mam dziewczyny – poinformowałem smutno.

– To sobie poszukasz w Londynie – odpowiedział Karol. – Bierzesz i jedziesz. Już zaakceptowałem.

Przez kolejne godziny próbowałem wypełnić wszystkie formalności związane z wyjazdem. Okazało się, że budżet może i pozostał, ale nie było go zbyt wiele. Mogłem lecieć tanimi liniami i nie miałem opłaconego bagażu.

– Ostatnio jeden dyrektor wykupił trzy bagaże. Wykorzystał cały limit dla firmy – tłumaczył mi Karol.

Dokładnie dwa dni później wylądowałem na lotnisku Luton. Stamtąd tylko pociąg, autobus i taksówka i szybko znalazłem się pod biurem. Gdy tylko zgłosiłem się na recepcji zorientowałem się, że nikt na mnie nie czeka. Projekt, przy którym współpracowałem z tym oddziałem dawno się skończył i nie znałem tutaj nikogo. Rozbawiony pożegnałem się z panią z recepcji po polsku na co ona zrobiła to samo. Wyszedłem na zewnątrz, zapaliłem papierosa i powiedziałem do siebie:

– Podróże, ładne kobiety i imprezy.

Zgasiłem fajkę i wróciłem zapytać panią z recepcji, o której kończy pracę.

Czy bohaterowi uda się wyciągnąć panią na randkę? Czy bezpiecznie wróci z podróży? Czy ty lubisz podróże służbowe? Czytaj kolejny odcinek.

A jest tutaj poprzedni odcinek.

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close