Doskonałe Życie- czyli historie biurowe odc. 10

Odcinek 10 – Młodzieży chowanie.

Historie biurowe toczą się w polskim oddziale międzynarodowej firmy. Oddział ten jest nazywany Centrum Doskonałości, tak więc wszystko w nim musi być doskonałe.

Historie biurowe nie są prawdziwe, chociaż może wydawać się inaczej. Takie miejsca oczywiście nie istnieją.

Uwaga! Odcinek może zawierać śladowe ilości nawiązań do innych tekstów kultury i aktualnych wydarzeń.

Moje życie biurowe wygląda coraz lepiej. Odkąd udało mi się naprawić raport Anety, spędzamy razem wiele czasu. Praktycznie codziennie chodzimy na kawę, dużo rozmawiamy, raz nawet prawie wybraliśmy się na kolację całkowicie prywatnie. Ogólnie rzecz ujmując- wszystko idzie ku dobremu. Sama Aneta często powtarza, że staliśmy się bardzo bliskimi przyjaciółmi, a jak wiadomo- przyjaźń to najlepsza droga do serca kobiety. Czasami mi przykro, kiedy Aneta zwierza się ze swoich problemów sercowych, które są całkiem poważne. Biedactwo. Ostatnio nawet powiedziała, że prawdziwi faceci już wyginęli i że pozostanie starą panną na zawsze. Zaproponowałem, że zawsze może związać się ze mną. Wybuchnęła takim uroczym śmiechem! Będzie moja, jedyne co muszę zrobić to złapać złodzieja jedzenia.

Spędziłem cały dzień siedząc przed lodówką, dokładnie przeszukując każdą osobę, która wychodziła z kuchni. Otrzymałem za to naganę, gdyż nie wykonałem większości swoich obowiązków, ale miało to swoje plusy- nikt z ponad dwóch tysięcy pracowników będących tego dnia w biurze nie ukradł jedzenia. Mimo to, Grażyna z helpdesku napisała do mnie maila, że chyba zginęła jej puszka tuńczyka. Chyba. Jest prawie pewna, że kupiła trzy, a teraz ma dwie. Chociaż miała ostatnio dużo stresów, więc mogła kupić tylko dwie. Mogła też kupić cztery, a dwie zjeść w stresowym amoku. Tak czy siak, wypadało to sprawdzić. Kiedy wybierałem się na przesłuchanie Grażyny dostałem jeszcze jednego maila, wyglądał tak:

FROM: <no reply>
TO: mainprotagonistofthestory@doskonalafirma.com
TOPIC: Jedzenie w kuchni

Tuńczyk nie jest tym, czym się wydaje.
Zostaw tę sprawę.
Życzliwy

Please consider the environment before printing this email.

Kolejny trop. Tym razem coś mi mówił. Wyjąłem dyktafon, włączyłem go i powiedziałem:
„Grażyno, warto przyjrzeć się bliżej twojemu tuńczykowi. Mam nadzieję, że pomimo brakującej puszki chodzisz najedzona, ja sam zjadłem dzisiaj cztery pączki. Wrócę do tej sprawy później, póki co muszę iść przywitać studentów”

Studenci. Prawie o nich zapomniałem. Każdego roku nasza firma organizowała trzymiesięczne płatne staże dla studentów. Rekrutacja przebiegała następująco: studenci wysyłali CV, większość z nich dostawała zaproszenie na pięciominutową rozmowę po której zatwierdzano ich staż. Następnie, wszyscy stali w jednej dużej sali konferencyjnej do której przychodzili pracownicy działów, które potrzebowały stażystów. W moim dziale wytypowano mnie. Moje zadanie było proste- wybrać chociaż dwie, trzy osoby, które przez najbliższe miesiące odwalałyby za nas całą robotę.

Kiedy znalazłem się w pomieszczeniu, poczułem na sobie wzrok kilkudziesięciu młodych ludzi o zerowym doświadczeniu, kiepskiej wiedzy i ogromnych oczekiwaniach wobec świata. Unikając kontaktu wzrokowego spojrzałem na ścianę, a na niej ujrzałem napis, który dodał mi sił:

You have forgotten who you are and so have forgotten me. Look inside yourself Simba. You are more than what you have become. You must take your place in the circle of life.
– Mufasa

Poczułem przypływ energii i zacząłem:
– Witajcie w programie praktyk studenckich. Poszukujemy osób, które chciałyby pracować z nami. My… jesteśmy współodpowiedzialni za proces. Ktoś chętny?
– Mnie możecie wziąść! – powiedziała dziewczyna wyglądająca na starszą niż inni.
– Mówi się WZIĄĆ! Wynocha stąd! – odpowiedziałem podirytowany. – Ktoś inny?
– Ja wolałbym być Project Managerem! – powiedział chłopak stojący w pierwszym rzędzie i po tych słowach rozpętało się piekło.

Wrzawa, krzyki, chaos. Słyszałem tylko tyle:
Ja też chcę być project managerem! Ja też! I ja! Ja kiedyś robiłem projekty na studiach! Mój brat zna jednego project managera! Ja też! I ja! Ja studiowałem przez dwa miesiące zarządzanie projektami! Ja z kolegami często robimy projekty!

Wkroczyłem do akcji:
– Cisza! Spokojnie, kto chce być project managerem ręka do góry?
Las rąk w górze.
– Ok – kontynuowałem. – Nie ma dla was pracy, do widzenia.
Na sali została jedna osoba, przedstawiłem się i powiedziałem, że zaczyna od jutra.
– Ale ja nie chcę – powiedział pucołowaty chłopiec z mlekiem pod nosem.
– Dlaczego? Też chcesz być project managerem?
– Nie- odparł. – Ja chcę być dyrektorem.

Wróciłem do swojego biurka z poczuciem porażki. Nie pierwszy to już raz w tej pracy. Szukałem jakiegoś pocieszenia i przypomniałem sobie o pudełku z pączkami, które przyniosłem Anecie, sama mnie o to poprosiła. Nie jadła ich, powiedziała, że straciła ochotę. Ja zjadłem większość, ale wiedziałem, że powinny zostać jeszcze dwa. Otworzyłem pudełko, a w nim zamiast pączków zastałem kartkę z napisem:
„Pączku prowadź mnie”

Kolejny trop.

Kto ukradł pączki? Jak potoczy się dalsza kariera zawodowa studentów? Czy bohaterowi uda się uciec z friendzone? Kiedy znowu będzie coś o procesie? Czytaj za tydzień.

Poprzednie historie biurowe znajdziesz tutaj.

 biurowe historie27.08

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close