Doskonałe Życie- czyli historie biurowe odc. 14

Odcinek 14 – Tam, gdzie rosną procesy.

Historie biurowe toczą się w polskim oddziale międzynarodowej firmy. Oddział ten jest nazywany Centrum Doskonałości, tak więc wszystko w nim musi być doskonałe.

Historie biurowe nie są prawdziwe, chociaż może wydawać się inaczej. Takie miejsca oczywiście nie istnieją.

Uwaga! Odcinek może zawierać śladowe ilości nawiązań do innych tekstów kultury i aktualnych wydarzeń.

(ciąg dalszy)

Udałem się do tajemniczej części budynku, stanąłem przed pokojem i popchnąłem drzwi. Były otwarte. Wszedłem do środka, drzwi zamknęły się za mną a ja usłyszałem:
– W końcu się spotykamy.
Rozejrzałem się wkoło szukając właściciela tego głosu. W pomieszczeniu panował półmrok i trudno było cokolwiek dojrzeć. W kącie zobaczyłem zarys postaci, której oczy miały wyjątkowo nienaturalną białą barwę.
– Jest tu kto? – spytałem.
– Oczywiście. Czekałem na ciebie- odparła postać. – Długo zajęło ci odnalezienie mnie. Byłem tu cały czas.
– Długo, ale mi się udało. Mam cię. Więc kimże w końcu jesteś?
– Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni.
– Aha, a tak serio?
– Tak serio, to nazywam się Waldek- po tych słowach zapaliło się światło, a ja ujrzałem łysiejącego faceta około pięćdziesiątki. – Przepraszam, zawsze chciałem powiedzieć to zdanie, więc kiedy zapytałeś w ten sposób… Wiesz, ludzie często myślą, że jak ktoś jest ochroniarzem z grupą inwalidzką to jest nieoczytanym debilem. A co ja mam tutaj robić, skoro moja zmiana trwa dwanaście godzin? Tylko książki czytać. A jak czytać, to wiadomo- klasyków. Ostatnio zachwyciłem się Tołstojem, żal, że za młodu nie czytałem książek, może teraz miałbym lepszą pracę, z drugiej jednak strony, gdybym miał inną pracę to pewnie nie miałbym tyle czasu, aby czytać książki. Rozumiesz? A wracając do Tołstoja, teoria moralno-religijnego doskonalenia zmieniła moje życie, wiesz pewnie co mam na myśli. Tyle było we mnie złości, tyle gniewu, ale zrozumiałem, że przeciwstawianie się złu za pomocą przemocy to ślepa uliczka. Rozumiesz? Powinniśmy więcej czerpać ze wschodnich mądrości…
– Waldek- przerwałem.- Doceniam to, że jesteś oczytany i w ogóle, ale kto kradnie jedzenie i po co mnie tutaj wezwałeś? Nie przypuszczam, żeby społeczno-religijna doktryna miała z tym cokolwiek wspólnego.
– Ależ ma! I o to chodzi. Sprawa jest prosta, obserwowałem cię od dłuższego czasu i chciałem w jakiś sposób się z tobą skontaktować. Dlatego upozorowałem kradzież jedzenia, żebyś miał pretekst do przyjścia tutaj, jesteśmy cały czas monitorowani.
– Przez kogo?
– Właśnie o to chodzi, tego nie wiem dokładnie, ale dzieje się tutaj dużo zła i ktoś musi je powstrzymać. Dlatego wybrałem ciebie, jesteś inny, wyczuwam w tobie moc.. Ja nie mogę zrobić nic- Tołstoizm zabrania mi używania przemocy. Ale ty możesz pomóc. Moc jest w tobie. Pamiętaj, używa się Mocy do zdobywania wiedzy i obrony, nigdy do ataku. Wojna nikogo wielkim nie czyni. Teraz, skoro nawiązaliśmy kontakt, to weź proszę to pudełko, tam jest wszystko co wiem o tym co się tutaj dzieje i uważaj na siebie. Ale nie bój się- strach to ciemna strony Mocy. Strach wiedzie do gniewu, gniew do nienawiści, nienawiść prowadzi do cierpienia. A teraz spierdalaj, muszę wezwać techników bo się winda zacięła.

Wróciłem do swojego biurka, ale nie zaznałem chwili wytchnienia. Od razu zadzwonił do mnie mój manager i zaprosił do siebie. Gdy znalazłem się w jego gabinecie zobaczyłem cytat motywacyjny, którego nie kojarzyłem:

Blut ist ein ganz besondrer Saft.

Manager wtajemniczył mnie w swój plan. Był bardzo zadowolony z wyników mojej pracy, w związku z czym postanowił dać mi do zrealizowania specjalny projekt. Miałem zająć się naprawą procesów całym oddziale. Już za godzinę spotkać mnie miał zaszczyt i poznać miałem legendarny zespół, który poukładał nasze procesy. Krążyły ni nich różne plotki, niektórzy twierdzili, że to pradawne plemię, inni, że to ostatni ocaleni z Atlantydy, byli i tacy, którzy mówili, że to Kazik z działu rozliczeń. Wszystko miało stać się jasne już wkrótce.

To co działo się przez następną godzinę jest nieistotne, dlatego najbliższe sześćdziesiąt minut opiszemy z perspektywy greckiego jogurtu naturalnego, który jest zamknięty w biurowej lodówce.

Zimno tu. I jak ciemno. O znowu się światło pali, co to za ręka? Czego ona chce? Sięga po parówkę! Parówka, trzymaj się! Parówkaaaaaa! Przepadła, najpierw mielone, a teraz parówka. Kto będzie następny? Znowu ciemno. Znowu zimno. Głucho wszędzie. A mogłem zostać kimś. Mogłem być kefirem, przydałbym się na kaca. A tak- zwykły jogurt grecki. Zero męstwa, zero ambicji. Ech… Kurwa jak zimno!

Godzina minęła błyskawicznie, udałem się na spotkanie z zespołem procesowym, to co ujrzałem wprawiło mnie w ogromne zakłopotanie. W salce były dwa chomiki, każdy biegał w kółku, napędzając w ten sposób machinę, przypominającą koło fortuny.
– A więc to tak powstają procesy- pomyślałem…

Co było w pudełeczku przekazanym przez Waldka? Dlaczego Waldek zorganizował całą szopkę z kradzieżą jedzenia? Nie mógł napisać SMSa? Jak dokładnie powstają procesy? Czy to się kiedyś skończy? Co u Anety?

Poprzedni odcinek znajdziesz tutaj.

stworzenie procesu

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close