Doskonałe Życie- czyli historie biurowe odc. 17

Odcinek 17 – Zmiany, zmiany, zmiany 

Historie biurowe toczą się w polskim oddziale międzynarodowej firmy. Oddział ten jest nazywany Centrum Doskonałości, tak więc wszystko w nim musi być doskonałe.

Historie biurowe nie są prawdziwe, chociaż może wydawać się inaczej. Takie miejsca oczywiście nie istnieją.

Wszystkie działy globalnej firmy czekały w napięciu na wyniki audytu. Wszystkie biura przykryła paraliżująca zasłona strachu i paniki. Wszystkie, za wyjątkiem działu polskiego. Jako jedyni byliśmy całkowicie bezpieczni. Jeśli ktoś u nas panikował, to szef centrum szybko wydał uspokajające orędzie. Na specjalnym spotkaniu, zwrócił się do nas tymi słowy:

– Przez firmę przetoczyła się fala plotek, spekulacji i nieprawdziwych oraz niepokojących informacji. Chciałbym z tego miejsca zapewnić was wszystkich, że bez względu na decyzje jakie zapadną, nasze centrum jest niezagrożone. Z mojego doświadczenia, oraz z informacji które posiadam wynika, że jesteśmy w najlepszej sytuacji z wszystkich. Sprawa wygląda tak, że w najgorszym razie nastąpi ogromne cięcie kosztów i większość stanowisk zostanie przeniesione do tańszych lokalizacji, a nie ma w tej chwili tańszej lokalizacji niż Rzeczypospolita. Z dumą możemy ogłosić, że jesteśmy jedynym krajem, gdzie młodzi ludzie po studiach i znający po dwa języki obce, chętnie podejmują pracę za równowartość pięciuset dolarów. Jeżeli dodamy do tego wszelkiego rodzaju ulgi podatkowe oraz dopłaty z Unii Europejskiej, okaże się, że jesteśmy tańsi niż Hindusi. W związku z tym, ogłaszam, że w dniu dzisiejszym każdy pracownik centrum zobligowany jest do umieszczenia następującego zdania w swojej stopce mailowej:

Invest in Poland- We are cheaper than Indians! (and our english is much better too)

Dla mnie nie było to wyjątkowo odkrywcze, w związku z tym, nie przejmowałem się słowami szefa. Na głowie miałem dwie rzeczy: po pierwsze musiałem odnaleźć ciecia Waldka, gdyż wiele wskazywało na to, że miał on rację i coś dziwnego działo się w firmie. Drugą sprawą była moja przyszłość. Nasza firma zachęcała pracowników do zmiany stanowisk wewnątrz korporacji i ja postanowiłem wykorzystać sytuację i uciec. Pojawiła się ciekawa oferta pracy w innym dziale, która oczywiście absolutnie nic mi nie mówiła, ale miała ten ogromny atut, że była ofertą pracy w innym dziale niż mój. Stwierdziłem, że muszę zaryzykować, wysłałem swoje CV i zaproszono mnie na rozmowę już następnego dnia.

Pod koniec pracy pobiegłem do pokoju ochrony, siedział tam Waldek, który rozwiązywał krzyżówkę, zerknąłem na otwartą stronę, jego długopis krążył wokół kratki w której napisane było: inaczej arogant, impertynent. Po chwili zastanowienia, Waldek wpisał w wolne kratki obok następujące litery C,H,U,J, a następnie uśmiechnięty spojrzał na mnie i zapytał w czym może pomóc.

– Waldek, miałeś rację- zacząłem.
– Jaki Waldek? Mieczysław jestem- odpowiedział Mieczysław, który wyglądał jak Waldek.
– Jaki Mieczysław? Wyglądasz jak Waldek, mówisz jak Waldek to jesteś Waldek- obstawałem przy swoim.
– Chodzi ci o coś konkretnego, czy mam gazem popieścić? – Waldek, który przedstawił się jako Mieczysław był zdenerwowany.
Nie mogłem w to uwierzyć. Zamienili mi Waldka, żarty się skończyły.

Wróciłem do biura, a tam….

Reszta akapitu została wycięta w związku z podejrzeniem prowadzenia agitacji wyborczej na rzecz któregoś z kandydatów i mogła zostać uznana za naruszenie przepisów ustawy Kodeks Wyborczy i stanowi czyn zagrożony karą grzywny. Od siebie możemy dodać tylko, że akapit zawierał naprawdę świetny dowcip w którym występował pies, trzech polityków, rower i dwadzieścia kilogramów ziemniaków.

Następnego dnia rano, tuż po wypiciu kawy i sprawdzeniu skrzynki mailowej, poszedłem na umówioną rozmowę kwalifikacyjną. W salce konferencyjnej siedziały dwie kobiety, które sprawiały wrażenie zamyślonych i pozbawionych emocji. Kiedy tylko rozpoczęliśmy rozmowę, okazało się, że to co wziąłem za swego rodzaju nostalgię, było poszukiwaniem aktywnych komórek mózgowych. Niestety całkowicie bezowocnym. Panie odczytywały pytania, które miały przygotowane wcześniej na kartce. Pierwsze pytanie dotyczyło mojej aktualnej pracy i tylko umocniło mnie ono w przekonaniu, że tracę czas:
– Skąd dowiedział się pan się o ofercie pracy? – Zaczęła jedna z Pań.
– yyyy…. pracuję w tej firmie, a to jest rekrutacja wewnętrzna, więc dowiedziałem się z maila, który wysyłają HRy do wszystkich pracowników.
Zapisała moją odpowiedź na kartce.
– Jak często czyta pan takie maile?
– A co to ma wspólnego ze stanowiskiem? -spytałem.
-Proszę odpowiedzieć na pytanie.
– Czytam je za każdym razem kiedy przychodzą.
– Proszę odpowiedzieć dokładnie na pytanie.
– Czytam raz na tydzień.
Zapisała moją odpowiedź. Patrzyłem na siedzące po drugiej stronie biurka kobiety, które teraz przypominały mi nieludzkie cyborgi. Robo-rektruterki.
– Jaki jest pański największy sukces?
– Zawodowy czy prywatny?
– Proszę odpowiedzieć na pytanie.
– Czy panie reagują na bodźce zewnętrzne, czy tylko zaprogramowane są na odpowiadanie?
– Proszę odpowiedzieć. Jaki jest pański największy sukces?
Czy one w ogóle wiedzą co się dzieje? Postanowiłem to sprawdzić.
– Kiedyś przez cały tydzień nie wykonałem nic związanego z pracą, a jeszcze wpisałem sobie nadgodziny.
Zapisała odpowiedź, żadnej innej reakcji.
– Dobrze. Gdzie widzi pan siebie za pięć lat? – druga Pani przystąpiła do ataku.
– Trudno powiedzieć, dopiero tydzień teamu przestałem ćpać, nie robię dalekich planów.
Zapisała odpowiedź.
– Jaki jest pański wymarzony przełożony?
– Jak konkretny mam być? – zapytałem.
– Proszę odpowiedzieć na pytanie.
– Kobieta. Atrakcyjna. Kilka lat starsza ode mnie, niewyżyta seksualnie i pragnąca wykorzystywać swoją wyższą pozycję w hierarchii. Początkowo molestująca mnie seksualnie, następnie nasza relacja przerodzi się w regularny romans, skutkujący nawet zbliżeniami w miejscu pracy. Dzięki temu wszystkiemu będę lepiej traktowany i moja pozycja w firmie będzie niezagrożona. Skomentujecie to jakoś?
Panie zapisywały każde moje słowo. Gdy skończyły jedna powiedziała:
– Dziękujemy za przybycie. Niestety musimy poinformować, że nie spełnia pan podstawowego wymagania, w ofercie napisano, że wymagany jest certyfikat potwierdzający znajomość języka niemieckiego. Nie stwierdzono takiego certyfikatu u pana.
– To prawda, ale jestem magistrem filologii germańskiej, nie wydaje mi się żebym potrzebował…
– Brak certyfikatu- dyskwalifikacja.
Po tych słowach wyszły, a ja zacząłem się zastanawiać nad złem, które zamieszkało w tym budynku.

Czy Mieczysław jest Waldkiem, czy Waldek Mieczysławem? Co z procesem? Czy bohater zmieni stanowisko? Czy miałeś kiedyś fantazje o swojej szefowej? Jeśli tak, opisz je w komentarzu. Czytaj za tydzień.

Tutaj znajdziesz poprzedni odcinek.

korpo 22-10-2015

 

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close