Doskonałe Życie- czyli historie biurowe odc. 18

Odcinek 18 – Biurowe Rewolucje

Historie biurowe toczą się w polskim oddziale międzynarodowej firmy. Oddział ten jest nazywany Centrum Doskonałości, tak więc wszystko w nim musi być doskonałe.

Historie biurowe nie są prawdziwe, chociaż może wydawać się inaczej. Takie miejsca oczywiście nie istnieją.

Biuro międzynarodowej firmy znajdujące się w W. dotknął kryzys. Zmiany w zarządzie, audyt, konkurencja podkradająca najlepszych specjalistów, brak mleka w kuchni, nieefektywne procesy- to wszystko z czym zmagać muszę się pracownicy firmy. Tylko jedna osoba może pomóc- Magda Gesler.

Magda Gesler – kreatorka smaku i stylu. Właścicielka kilkunastu restauracji. Gotują u niej najlepsi kucharze w kraju. Magda Gesler ma jedną zasadę – ma być smacznie jak u mamy. Do niedawna zajmowała się tylko gastronomią, od tego sezonu rewolucje przeprowadzać będzie wszędzie tam, gdzie będzie możliwe lokowanie produktu. Dbać będzie nie tylko o smak potraw, ale o każdy szczegół, który zachwyci najbardziej wymagające osoby. Zapraszamy na:

office

Wszyscy przyzwyczaili się do rozgardiaszu i ogólnego chaosu panującego w biurze, jednak tego dnia przekonać mieliśmy się, że świat, który znamy, jest bajkową wizją pełną milutkich maskotek. Świat, który na nas czekał był brutalny, głośny, krwawy i co najgorsze dla pracowników – efektywny.
Nie wiemy kto ją tutaj zaprosił, ktoś napisał list w którym wyjaśnił, że źle się dzieje w firmie i nie minęło wiele czasu, a już rozkładali kamery i czekaliśmy na jej przyjście. Gdy tylko winda zatrzymała się na naszym piętrze i rozchyliły się drzwi, ujrzeliśmy jej oblicze. Znaczy się, początkowo ujrzeliśmy oblicze jej włosów, a dopiero po kilkunastu sekundach pojawiła się Ona. Rozpoczęły się rewolucje.
Przedstawiła się i od razu przystąpiła do działania.
– Czy ja mogę zobaczyć KPI w tym dziale?
– Co przepraszam?- zapytał Marian, który stał najbliżej.
– Wasze kluczowe wskaźniki efektywności. – Pani Magda nie sprawiała wrażenia sympatycznej.
– Wskaźniki czego? – Marian nie rozumiał.
– Efektywności, znasz takie słowo?

Ktoś odważny uratował Mariana, wydrukował kartkę i przyniósł, czekaliśmy w zniecierpliwieniu.
– Co to kurwa ma być? Wszystkie możliwe wskaźniki wkleiliście? Co wy w ogóle mierzycie? Wy jesteście instytucją finansową? Tak? Więc dlaczego mierzycie liczbę godzin utraconych w wyniku wypadków przy pracy do liczby godzin przepracowanych w firmie w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Kurwa kebab we francuskim bistro! Jeszcze tu frytki dajcie i nasrajcie na to wszystko! Nie dziwię się, że tak wygląda. Dobrze, zajmijmy się teraz czystością.

Po tych słowach, strach obleciał wszystkich. Firma sprzątająca pod pretekstem działalności kulturalno-artystycznej podpisała umowę z miejscowym domem dziecka i wykorzystywała małoletnich do sprzątania biura. Okazało się, że było to odrobinę tańsze niż zatrudnianie osób z grupą inwalidzką. Gdy zarząd naszej firmy dowiedział się o tych niedopuszczalnych praktykach, postanowił natychmiast… renegocjować umowę aby płacić mniej. Niestety, w tym samym czasie, dzieci założyły związek zawodowy i domagały się dodatkowych praw. W związku z tym wszystkim, biuro nasze nie było sprzątane od kilku tygodni.
Pani Magda przystąpiła do ataku. Podeszła do najbliższego biurka i podniosła klawiaturę, teraz dopiero widzieliśmy ile kurzu było na biurku. Odwróciła klawiaturę do góry nogami i zaczęła nią potrząsać. Wypadło wiele okruszków, ciastka, hot-dog, Arka Przymierza i Bursztynowa Komnata.
– Syf, syf i jeszcze raz syf! Nic dziwnego, że źle pracujecie! Klienci to czują i nie chcą z wami współpracować. Zaprowadźcie mnie do kuchni.
Kilka chwil później z kuchni wyleciały plastikowe sztućce, papierowe talerzyki i butelki z wodą. Pani Magda zaczęła grzebać w lodówce i zaglądać ludziom do pojemników z jedzeniem.
– Stara Pizza? Kto je takie gówno! Do wyrzucenia! Na jutro rano macie czyste biuro, czystą kuchnię i jakieś normalne, zdrowe jedzenie! Dział księgowości przygotuje dorsza, a raporting jakąś zupę, obojętnie jaką. Restauracja będzie się nazywać…
W tym momencie ktoś podszedł i zaczął szeptać Pani Magdzie do ucha.
– Przepraszam- zmieszała się. – Ciągle mam te przyzwyczajenia… Jesteście pewni, że nie chcecie tutaj restauracji? Ok, tak tylko pytam. Zapomnijcie o dorszu i zupie, ale biuro ma być czyste! A tymczasem musimy zadbać o lepszą komunikację w zespole, więc wychodzimy wspólnie malować garnki.

Następnego dnia nie mogłem poznać biura. Pomalowane było na jasne kolory, ze ścian zniknęły stare zakurzone plakaty motywacyjne, a przestrzeń biurowa została optycznie powiększona dzięki ogromnej ilości luster. Z kuchni zniknęły plastikowe kubeczki, a w ich miejscu pojawiła się bolesławiecka porcelana. Na kuchennej ścianie pojawiły się półki z pełną gamą przypraw Prymat. Nie do końca wiedzieliśmy po cholerę nam w biurze przyprawy, ale nikt nie chciał podważać autorytetu Pani Magdy.
– Biuro będzie się nazywać „Finanse Mamusi” – zaczęła wprowadzać nas w swój plan. – Skupiać będziecie się głównie na sprzedaży polis inwestycyjnych, a nawiązanie do mamusi stworzy pozorne wrażenie bezpieczeństwa. Na rynku będziecie wyróżniać się również przejrzystością procedur i efektywnością pracy. Pomoże wam w tym Pan Wacław – to rzekłszy, wskazała dłonią na wąsatego mężczyznę około czterdziestki.- Pan Wacław jest Master Black Beltem i zna się na usprawnianiu procesów jak nikt inny. No, może tylko ja jestem lepsza. A tymczasem szykujemy oferty i wychodzimy na promocję!

Reszta dnia to było pasmo niekończących się sukcesów. Wszyscy klienci zachwyceni byli ofertą promocyjną, wieczorem odbyła się specjalna impreza, podczas której sprzedaliśmy pełno polis, wszystko to zostało pięknie doprawione kwiatami, uściskami i życzeniami powodzenia.

Cztery tygodnie później

To co ujrzała Pani Magda po czterech tygodniach nie mogło być dla niej przyjemne. Potłuczone lustra, białe ściany zamalowane na szaro, jeszcze większy syf niż poprzednio. Zniknęła również nowa nazwa. Co tutaj się stało? – zapytała. Wyjaśnienie spadło na mnie.
– Niestety tuż po Pani wyjeździe zgłoszono do HRów, że białe ściany mogą być odbierane jako dyskryminacja osób o innym kolorze skóry, więc aby ustrzec się skandalu, pomalowaliśmy biuro na szaro. Jedna z niemieckich managerek, które wizytowały nasze biuro, nakazała potłuc lustra, gdyż jej zdaniem, osoby mniej atrakcyjne fizycznie, mogą czuć się poszkodowane.
– A syf?
– Cóż, tutaj wyszło skąpstwo przełożonych, nie dogadali się z firmą sprzątającą, więc nikt nie sprząta, pracownicy sami niechętnie spuszczają nawet wodę w kiblu, więc mamy efekty.
– A nazwa?
– Niestety nasz dział marketingu stwierdził, że słowo „mamusia” w nazwie źle się kojarzy osobom z domów dziecka, oraz tym, którzy wychowani zostali przez dwóch ojców, pamiętajmy, że działamy globalnie. Również w wielu krajach wschodnich, gdzie istnieje kult męskości, zmiana nazwy nie został przyjęta najlepiej. Aby uchronić się przed skandalem, wróciliśmy do starej nazwy.
– A gdzie pan Wacław?
– Już pierwszego dnia zaczął przeglądać procesy, chodził, mierzył, pytał, interesował się, to i dostał po mordzie i więcej nie przyszedł. Taka rewolucja.

Poprzedni odcinek znajdziesz Tutaj

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close