Doskonałe Życie- Czyli Historie Biurowe Odc. 30

Odcinek 30- Właściciel. 

Historie biurowe toczą się w polskim oddziale międzynarodowej firmy. Oddział ten jest nazywany Centrum Doskonałości, tak więc wszystko w nim musi być doskonałe.

Historie biurowe nie są prawdziwe, chociaż może wydawać się inaczej. Takie miejsca oczywiście nie istnieją.

Niektórzy ludzie mają w swoim życiu moment refleksji. Moment przebudzenia, pewnego rodzaju iluminacji, która sprawia, że co było za mgłą, nagle wydaje się być wyraźne i ostre jak swego czasu Józef Oleksy. Są też i tacy, którzy przez swoje życie pędzą, nie zastanawiając się ni chwili nad tym co robią, nad tym co się dzieje, lawirując pomiędzy domem na kredyt, pracą za grosze, a większość energii poświęcają na utrzymywanie wysokiego poziomu atrakcyjności ich profili na Facebooku. Nie muszę mówić, że w swojej pracy spotykam większość osób z tego drugiego sortu. Nie mnie oceniać czy to lepszy sort, czy też gorszy.

Ja ostatnio byłem w wyjątkowo refleksyjnym stanie. Większość dnia siedziałem w biurze gapiąc się na budowę za oknem, gdzie powstawał nowy budynek naszej firmy. Myli się ten, który uzna, że ucierpiała na tym jakość mojej pracy, od dłuższego już czasu nie przywiązywałem do niej zbyt wielkiej wagi, a dokładnie od momentu, w którym okazało się, że to co robię jest niepotrzebne. A było tak:

Od kilku miesięcy przygotowywałem raport dla jednego z dyrektorów finansowych, zasada była taka, że co poniedziałek o godzinie dwunastej raport miał być w jego skrzynce mailowej. Kiedyś, a było to, gdy miałem wyjątkowego kaca, przesłałem zły plik. Zamiast Excela załączyłem prezentację multimedialną z najlepszą kolekcją zdjęć kotów, które siedziały w małych pudełkach. Był to jedyny raz, kiedy dyrektor odpisał mi na maila, dziękując za zaproponowane zmiany w raporcie. Stwierdził, że nowa wersja bardziej mu się podoba i pozwala mu podejmować lepsze decyzje. Co poniedziałek wyszukiwałem zatem zdjęcia z kotami i wysyłałem je do dyrektora. Było to moje główne zajęcie, nie licząc dodatkowych projektów. Nazwałem to projektami, bo wszyscy tutaj tak mówili, a oczywiście chodziło mi o poderwanie Marty i rozwikłanie tajemnicy firmy. Teraz o Marcie.

Dziewczyna miał drobny problem z procesem, w związku z tym zaoferowałem, że przeprowadzę szkolenie, w którym wyjaśnię z czym co się je. Zaimponowała jej moja rycerska postawa, widziałem, że gdy to proponowałem, w jej oczach byłem wyższy. Nauczony negatywnymi doświadczeniami związanymi z jakością całego budynku, poszedłem sprawdzić, czy sala szkoleniowa pozwoli mi przeprowadzić sesję. To co ujrzałem sprawiło, że oniemiałem. Sala przypominała mieszkanie dwójki studentów, którzy dwa tygodnie temu wyprowadzili się od konserwatywnych rodziców. Wiecie co mam na myśli- smród nasienia, potu i skarpet, syf, połamane krzesła i muzyka elektroniczna. Wszystko co najgorsze w jednym miejscu.

Muszę natychmiast doprowadzić salę do ładu!- pomyślałem. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem, niezwłocznie poprosiłem Przemka, żeby posprzątał salę.
– Ale ja nie jestem od tego! – zaprotestował.
– Przemku, dobrze wiesz, że firma ceni sobie elastyczność pracowników. Masz okazję pokazać, że multitasking to twoja mocna strona.
– Ale ja jestem analitykiem!
– To analizuj co tu się stało, a przy okazji posprzątaj. Masz czas do jutra.

Przemek wziął się do pracy. Poczuł, że to jego szansa i zabrał się do tego profesjonalnie. Powołał komisję ekspertów, która wyjaśnić miała kto zostawił taki burdel w salce. Już po dwóch godzinach zwołał specjalną konferencję, na której stwierdził, że w sali było kilka eksplozji i że za wszystkim stoi konkurencja.
– A gdzie dowody? – Zapytał ktoś z tłumu.
– Dowody, dowody. Przejrzeliśmy wszystko i okazało się, że nie ma żadnych dowodów- odpowiedział Przemek. – To nas zaniepokoiło. To, że nie ma dowodów, nie może być przypadkiem. W takich sytuacjach nie ma przypadku. Ktoś dokładnie zadbał o to, żeby zniszczyć dowody.
– A skąd pomysł na eksplozję?
– Właśnie dlatego, że nie ma dowodów. Ktoś wysadził dowody. To jedyne naukowe wytłumaczenie. Każde dziecko wie, że jak czegoś nie ma, to znaczy, że wyparowało, a skoro wyparowało, to znaczy, że kiedyś było. A skoro było, a nie ma, to znaczy, że ktoś zadbał o to żeby tego nie było, samo przecież nic nie ginie w przyrodzie.

Dalej nie słuchałem. Postanowiłem zgłosić sprawę salki do działu szkoleń. Okazało się, że to nie jest ich salka. Za sale wszystkie, nawet szkoleniowe odpowiada zarządca budynku. Zadzwoniłem do zarządcy, tam poinformowano mnie, że oni odpowiadają za budynek holistycznie, a sale szkoleniowe są własnością naszej firmy, więc recepcja ponosi odpowiedzialność za stan tych sal. Dziewczyna na recepcji powiedziała mi, że to wierutna bzdura, gdyż ona nie ma na to czasu, bo ciągle ktoś gubi kartę, więc większość dnia spędza na wydawaniu tymczasowych kart dostępu. Według jej wiedzy, firma, która sprząta dba o całokształt sali, tak jest w umowie. Zadzwoniłem zatem do firmy, a tam dowiedziałem się, że owszem, dbają o to, ale ta jedna konkretna sala nie znajduje się w załączniku umowy, więc za to nie odpowiadają. Jeśli chcę, żeby zaczęli, trzeba renegocjować warunku umowy, a może to zrobić tylko dyrektor, który aktualnie jest na zwolnieniu lekarskim. Powinienem zgłosić się do działu szkoleń. Zgłosiłem to. Okazało się, że to nie jest ich salka. Za sale wszystkie, nawet szkoleniowe odpowiada zarządca budynku. Zadzwoniłem do zarządcy, tam poinformowano mnie, że oni odpowiadają za budynek holistycznie, a sale szkoleniowe są własnością naszej firmy, więc recepcja ponosi odpowiedzialność za stan tych sal. Dziewczyna na recepcji powiedziała mi, że to wierutna bzdura, gdyż ona nie ma na to czasu, bo ciągle ktoś gubi kartę, więc większość dnia spędza na wydawaniu tymczasowych kart dostępu. Według jej wiedzy, firma, która sprząta dba o całokształt sali, tak jest w umowie. Zadzwoniłem zatem do firmy, a tam dowiedziałem się, że owszem, dbają o to, ale ta jedna konkretna sala nie znajduje się w załączniku umowy, więc za to nie odpowiadają. Jeśli chcę, żeby zaczęli, trzeba renegocjować warunku umowy, a może to zrobić tylko dyrektor, który aktualnie jest na zwolnieniu lekarskim. Powinienem zgłosić się do działu szkoleń. Zgłosiłem, okazało się, że to nie jest ich salka…

Wpadłem w pętlę braku odpowiedzialności. Powtórzyłem ten cykl piętnaście razy, a gdy skończyłem miałem pomysł. Poszedłem do sali, była wysprzątana, Przemek zrobił swoje. Zmieniłem nazwę sali, wysłałem maila, do wszystkich pracowników, że w związku ze zmianą procesową, zostałem właścicielem tej sali i w związku ze zmianami budżetowania szkoleń, rezerwacja kosztuje sto polskich złotych. Jednak będą pieniądze na wakacje w tym roku..

Czy bohater zarobi dużo pieniędzy? Czy komisja Przemka zapisze na swoim koncie sukcesy? Czy podeślę zdjęcia z kotami? Dowiesz się za tydzień.

Poprzedni odcinek znajdziesz tutaj.

Ogłoszenie!
Lubisz Biurowe Historie? W Twoim korpo dzieją się dziwne rzeczy? Chciałbyś podzielić się tym ze światem? Podeślij mi anegdotkę z Twojego biura, a być może stanie się ona inspiracją do powstania kolejnych odcinków Biurowych Historii. Napisz: filip_wolny@swobodnie.eu

 

korpo 2016-02-06

Jestem, który nie jestem tak do końca.

One comment: On Doskonałe Życie- Czyli Historie Biurowe Odc. 30

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close