Doskonałe Życie- czyli historie biurowe odc. 4

odcinek 4 – Gość w dom – no isius

Historia ta toczy się w polskim oddziale międzynarodowej firmy. Oddział ten jest nazywany Centrum Doskonałości, tak więc wszystko w nim musi być doskonałe. Historie biurowe nie są prawdziwe, chociaż może wydawać się inaczej. Takie miejsca oczywiście nie istnieją. 

Od samego rana w biurze ogromne poruszenie. Pracownicy tłoczyli się w kuchni jak emeryci pod Lidlem przed świętami Bożego Narodzenia. To mogło oznaczać tylko jedno!
Zagalopowałem się, mogło to oczywiście oznaczać wiele rzeczy, a ja byłem pewien tylko tego, że tutaj pewnym być nie mogę absolutnie niczego. Nic to- obowiązki wzywają. Wykorzystując swoje kiepskie warunki fizycznie, niepostrzeżenie przedostałem się pod automat z kawę. Nic sobie nie robiąc z powiększającej się za mną kolejki wcisnąłem kolejno cappuccino, espresso, latte i ponownie espresso, jak zawsze ostatnie espresso odrobinę mi się wylało. Zadowolony z siebie wróciłem do biurka zostawiając plamy po kawie wokół ekspresu.

Gdy tylko usiadłem na miejscu i odpaliłem skrzynkę mailową zrozumiałem czym było wywołane całe poruszenie. Już jutro czeka nas wizyta gości z samego centrum europejskich finansów, czyli z Londynu. W związku z tym, że powieje u nas wielkim światem w mailu raczono poinformować mnie o odpowiednim stroju. Znowuż nic to- pomyślałem. – Nie ubiorę jutro dekoltu. Za tymże mailem przyszedł drugi, tym razem od Magdy, która radośnie przekazała nam, że w związku z wizytą gości, po pracy jesteśmy zaproszeni na drinka z niejakim panem Jonatanem. Budżet na osobę ma wynieść dwanaście złotych, wobec czego prosi nas o rozsądne zamówienia. Dokładnie minutę po tym mailu otrzymałem, podobnie jak wszyscy, zaproszenie na spotkanie w cztery oczy z Jonatanem.

Następnego dnia wystrojony jak manekin w zakładzie pogrzebowym czekałem w sali konferencyjnej na londyńskiego gościa. Moją uwagę przykuł napis na ścianie:

The universe is a big place, perhaps the biggest.
K. Vonnegut

Kontemplując geniusz tej sentencji nie zauważyłem, kiedy pojawił się Jonatan. Był facetem dużym jak drzewo i brzydkim jak skrzyżowanie w Bełchatowie. Przywitał się i rozpoczął swój monolog. Wydawało mi się, że powinien mówić po angielsku, jednak przez pierwsze kilkanaście sekund miałem problem ze zrozumieniem jego bełkotu. Fakt, że żuł gumę nie pomagał nam w przełamaniu barier komunikacyjnych. Kiedy w końcu skalibrowałem swój słuch zrozumiałem o czym gada. Wskazywał na strategiczne zadania jakie zostały przekazane do Polski, oraz na długą drogę, która jest jeszcze przed nami, dłuższą chwile poświęcił na uświadomienie mi jak ważna jest współodpowiedzialność za proces. Gdy już zakończył swoją część zapytał mnie czy mam jakieś większe problemy, isius znaczy się. Pomyślałem, że to moja jedyna szansa żeby dowiedzieć o co w ogóle chodzi w tym procesie. Zacząłem delikatnie:

– Zastanawiam się, czy jest taka możliwość, żeby… nie wiem… na przykład poznać drugą stronę procesu? Żeby dowiedzieć się jak to wszystko wygląda z poziomu kierownictwa?
Jonatan zamyślił się na chwilę, następnie uśmiechnął i powiedział:
– Ciesze się, że chcesz poznać więcej, podoba mi się, że czujesz się współodpowiedzialny za ten proces, może wyślę ci maila z prezentacją, która dokładnie wyjaśni całość procesu. Teraz na szybko powiem tak, proces którym zarządzacie pozwala nam podejmować wiele strategicznych decyzji w całej organizacji, gdyby nie praca którą wykonujecie i… te rzeczy, które nam dostarczacie mielibyśmy poważne braki w ….. wiedzy o tym co się dzieje i co potrzebne jest do podejmowania tych strategicznych decyzji, które się podejmuje jak się jest na poziomie kierowniczym, rozumiesz?
Odpowiedziałem, że oczywiście, że tak. Jonatan pożegnał się ze mną i razem opuściliśmy salkę.

Przed wyjściem na obiecane drinki musiałem zrobić jeszcze jedna rzecz- zastawić pułapkę na złodzieja jedzenia. Zaniosłem do kuchni pojemnik, który na pierwszy rzut oka zawierał tylko chiński makaron z warzywami, dodałem do niego jednak solidny środek na przeczyszczenie. Jeśli złodziej jedzenia będzie dzisiaj ze mną na wieczornym wyjściu służbowym, bez wątpienia to zauważę.

Kiedy wracałem do swojego biurka zostałem zatrzymany przez Magdę, jej mina świadczyć mogła o niezadowoleniu lub szczękościsku. Niestety, było to to pierwsze.
– Co takiego powiedziałeś Jonatanowi na spotkaniu łan tu łan?
– Nic, a o co chodzi?
– Zaraz po waszym spotkaniu wziął taksówkę i pojechał na lotnisko. Wychodzi na to, że dzisiejsze wyjście odwołane. …

Czy Jonatan wyśle prezentację? Dlaczego Jonatan postanowił wyjechać? Jakie strategiczne decyzje podejmuje kierownictwo? Kto dostanie sraczki po zjedzeniu chińskiego makaronu z warzywami? Odpowiedzi na te i inne pytania poznasz być może w kolejnym odcinku. Masz swoje typy?

historie biurowe_4

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close