Doskonałe Życie- Czyli Historie Biurowe Odc. 54

Odcinek 54 – Wszyscy chcą iść na imprezę świąteczną – odcinek specjalny

Historie biurowe toczą się w polskim oddziale międzynarodowej firmy. Oddział ten jest nazywany Centrum Doskonałości, tak więc wszystko w nim musi być doskonałe.

Historie biurowe nie są prawdziwe, chociaż może wydawać się inaczej. Takie miejsca oczywiście nie istnieją.

Cofnijmy się parę o tygodni wstecz, do początku listopada.

Tego dnia w biurze zawrzało. Wszyscy byli podekscytowani, jakby nie zgadzały się wyniki w Excelu albo wydarzyła się inna, sporych rozmiarów tragedia.
– Słyszeliście co się stało?
– Skandal!
– Hańba!
– Zdrada!
– Coś takiego robić Polakom! Jak Wam nie wstyd?
Przerwałem swoje picie kawy i zapytałem o co chodzi. To była prawdziwa bomba. Okazało się, że na nadchodzącą firmową imprezę świąteczną obowiązuje limit miejsc. Kto pierwszy się zapisze, ten lepszy. Wyszedłem zapalić papierosa, a po powrocie zarejestrowałem się na imprezę.

Tydzień poprzedzający imprezę był szalony. W pierwszej kolejności Przemek złamał nogę podczas treningu cross-fit. Wiadomo było, że nie przyjdzie na imprezę, wziąłem więc jego wejściówkę, obiecując, że w zamian potwierdzę jego umiejętności pracy w zespole na Linkedin.

Koniec roku i widmo darmowej popijawy sprawiły, że nasze biuro zostało odwiedzone przez gości z oddziałów znajdujących się w innych krajach, a czasem i na odległych kontynentach. Takim przypadkiem był Sunil, mój współpracownik z Bangaloru, którego zobaczyłem pierwszy raz w życiu. Sunil zachwycony był Polską, zwłaszcza ilościami darmowego mleka w kuchni i naszymi dziewczynami. Takie przynajmniej sprawiał wrażenie, nie rozumiałem wszystkiego co mówił. Raz nawet myślałem, że się dławił, a okazało się, że tłumaczył mi jakim pięknym i bogatym krajem są Indie. Głównym celem jego wizyty miało być zrozumienie na czym polega cały proces którym zajmuję się od trzech lat. Żałowałem tylko, że mi nikt nigdy tego nie wytłumaczył.

Był piątkowy poranek, kilka godzin do świątecznej imprezy.
– No i widzisz Sunil, tutaj jest problem i trzeba go zaraportować. Zrób to proszę…-
Gdy to mówiłem oczom moim ukazała się Marta. Podkochiwałem się w niej od dłuższego już czasu, na jednej imprezie firmowej prawie się pocałowaliśmy. Stała tyłem do mnie, zajęta rozmową z kimś innym, ale naprawdę niewiele brakowało. Innym razem po nadgodzinach poszliśmy na piwo, upiłem się i powiedziałem jej, że chyba ją kocham. Ona powiedział, że bardzo mnie lubi. Od tego czasu mnie unikała. Teraz przyszła w okolice mojego biurka. Przyszła, ale nie sama- była ze swoim nowym facetem.
– Z wszystkich biur we wszystkich miastach na całym świecie ona musiała wejść do mojego- powiedziałem do siebie.
– Wybacz mój przyjacielu- wtrącił się Sunil. – Ale to nie jest twoje biuro. To jest biuro naszej firmy. Jednego z największych na świecie…
– Milcz Sunil. Zaraportuj to, zaraportuj to jeszcze raz Sunil.

Minęło kilka sekund, a Marta znalazła się przy mnie. Rozmawialiśmy.
Marta: Nie byłam pewna, czy pamiętasz to ostatnie wydarzenie…
Ja: Kiedy się upiłem?
Marta: Jak miło… Pamiętasz… Tego dnia robiliśmy nadgodziny.
Ja: Niełatwo zapomnieć.
Marta: Nie.
Ja: Pamiętam każdy szczegół. Kierownik ubrany był w garnitur, a ty w spódnicę.
Marta: Muszę z tobą porozmawiać. Podobno masz wejściówki na imprezę. Ja i Mariusz potrzebujemy dwie. Za ile je oddasz?
Ja: Skąd wiesz, że je oddam?
Marta: Jeśli to co mówiłeś wtedy to prawda, to oddasz. Mariusz nie zdążył się zarejestrować, bo ma drażliwe jelito i akurat siedział w toalecie. Ja w ogóle się nie zapisałam, bo nie znałam jeszcze wtedy Mariusza… Ty podobno i tak masz zakaz picia na imprezach służbowych, pomyślałam więc… Muszę iść na spotkanie. Może porozmawiamy później? Co robisz po lunchu?
Ja: Nie mam aż tak dalekich planów.

Marta poszła, a ja byłem w szoku. Jak ona mogła, zjawiać się tutaj i prosić mnie o coś takiego. Moja babcia uczyła mnie, że większość problemów można zajeść czymś słodkim. Jej udawało się to idealnie, zajadła wszystkie swoje troski za wyjątkiem cukrzycy. Siedziałem więc w kuchni i pałaszowałem pączka, oczekując, aż cukier uderzy mi do głowy i przyniesie rozwiązanie. Ktoś się do mnie dosiadł. Podniosłem wzrok i ujrzałem mojego managera i jego niemieckiego szefa. Kolejnego z tych, którzy przyjechali w tym tygodniu.
– Czy mogę cię o coś spytać? Nieoficjalnie oczywiście – rozpoczął rozmowę Niemiec.
– Może być i oficjalnie, jeśli chcesz- odpowiedziałem.
– Jakie jest twoje dokładne stanowisko?
– Jestem analitykiem.
– To czyni go świetnym pracownikiem!- wtrącił się mój manager. – Słyszałem, że masz wejściówkę po Przemku. Helmut nie ma, a chętnie przejdzie się na imprezę. Ja też nie mam. Nie zapisywałem się, bo i tak mam zakaz picia na imprezach firmowych, ale skoro Helmut idzie… To co, oddasz swoją i Przemka?

Nie wytrzymałem tego wszystkiego i wybiegłem z biura. Przez resztę dnia biłem się z myślami, więc gdy trzeba było zbierać się na imprezę, byłem cały posiniaczony.
Znalazłem się pod restauracją, która miała nas gościć tego wieczora i paliłem nerwowo papierosa. Z lewej strony ujrzałem mojego managera wraz z Helmutem, którzy zbliżali się do mnie machając radośnie. Z prawej strony widziałem Martę wraz z Mariuszem.
– Halt! – Wykrzyknął Helmut. – Bitte geben Sie mir Tickets herr Analytik!
Pogrzebałem w kieszeni płaszcza i dałem mu wejściówki do Cocomo, które kupiłem sobie na święta. Wytłumaczyłem mu, że tam będzie lepsza impreza i że przyjmują karty American Express.
Helmut odszedł uradowany, została mi jeszcze Marta. Zbliżyła się do mnie, chciała coś powiedzieć, ale uprzedziłem ją:
– Wszystko sprowadza się do jednego. Wejdziesz na imprezę świąteczną razem z Mariuszem. Weź te bilety.
– Ale…
– Posłuchaj mnie. Wiesz co by się stało, gdybyś była ze mną? Dziewięć na dziesięć szans, że wylądujemy w łóżku, prawda?
– Raczej wątpię. Mówisz tak, żeby mnie zniechęcić do siebie.
– Mówię, bo to prawda. W głębi duszy wiemy, że powinnaś iść z Mariuszem. Macie status „W związku” na Facebooku. Jeśli nie pójdziecie na imprezę razem, będzie to głupio wyglądać.
– A co z nami?
– Zawsze będziemy mieli nadgodziny. Dużo jeszcze ich przed nami, pierwszy kwartał się zaczyna.
– Gdy mówiłam, że cię lubię…
– Wiem, że lubisz. Ale ja muszę dzisiaj zrobić coś innego. Coś, czego nie mógłbym zrobić w środku. Nie możesz mi w tym pomóc. Twoje problemy, są niczym wobec tego jak strasznie mnie suszy. Kiedyś to zrozumiesz… Twoje zdrowie, mała!

Patrzyła na mnie dziwnie, ale wzięła bilety i weszła razem z Mariuszem do środka restauracji. Zostałem sam z moim przełożonym. Popatrzyliśmy chwilę na siebie, następnie wzrok nasz przeniósł się na najbliższy bar spod znaku wódki i śledzia.
– Wiesz- powiedziałem. – Tak sobie myślę, że to może być początek pięknego wieczoru.

Firma życzy wszystkim wesołych i szczęśliwych świąt. Zrealizowania wszystkich targetów, smart celów na nowy rok, łagodnych KPIów i przydatnego coachingu!

Tutaj znajdziesz poprzedni odcinek.

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close