Doskonałe Życie- Czyli Historie Biurowe Odc. 61

Odcinek 61- Opowieść Wielkanocna

Historie biurowe toczą się w polskim oddziale międzynarodowej firmy. Oddział ten jest nazywany Centrum Doskonałości, tak więc wszystko w nim musi być doskonałe.

Intencją autora nie jest wyśmiewanie żadnej religii, czy też świętości. Autor doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że wiele osób cierpi na brak dystansu w stosunku do swoich wierzeń i wartości przez siebie wyznawanych. Dlatego poniższy tekst, może być doskonałym testem na opuszczanie własnej strefy komfortu. Bez względu na to, czy wartością Czytelnika jest praca czy religia, warto od czasu do czasu nabrać do tego dystansu.

Ledwo wyrzuciłem choinkę, wytrzeźwiałem po sylwestrze, przyzwyczaiłem się do tego, że inna jest ostatnia cyferka w datach, zaraportowaliśmy koniec kwartału pierwszego, a już przychodzą kolejne święta. Zanim przejdę do opisania magicznych chwil, które miały miejsce tej Wielkanocy w naszej firmie, pozwolę sobie zauważyć, że Wielkanoc wiele ma wspólnego z audytem w korpo- wszyscy mówią, że to najważniejsze wydarzenie w roku, a nikt się nim nie przejmuje i nikt tak naprawdę nie wie, kiedy ów moment wypadnie.


Wszyscy przeczuwali, że coś nadchodzi. W powietrzu wisiało coś dziwnego i nie miałem tutaj na myśli kasetonów sufitowych, które odklejały się od czasu do czasu. Po biurze krążyć zaczęła plotka, jakoby wśród załogi był ktoś, kto nie zgadza się z decyzjami Naszej Wspaniałej Przełożonej i kto poprowadzi pracowników do buntu, poświęcając tym samym samego siebie. Zazwyczaj wkładałem te opowiastki między bajki, jednak tego dnia, wszystko było inne.

Wszedłem do kuchni, gdzie zobaczyłem siedzących razem Przemka i Bożenę. Ostatnimi czasy często się kłócili, ale tym razem widziałem coś zupełnie innego. Nie będę w stanie opisać, z całą obrzydliwością tego co ujrzałem, postaram się jednak zrobić to z szacunku do czytelnika.

Przed Przemkiem stał talerz pełen tłustego mięsiwa, polanego sosem tak zgęstniałym od mąki, że byłem przekonany, że gdzieś w pobliżu z braku surowca upadała właśnie jakaś piekarnia. Przemek odkrajał co tłustsze kawałki mięsa i kładł je na talerzyku tuż przed Bożeną, której usta przybrały kolor sosu, świecącego się od zawartości tłuszczu.
– To mięsko, które moja mama zrobiła na nadchodzące święta- poinformował ją Przemek.
– Doskonałe- powiedział Bożena. – Dziękuję, że się ze mną podzieliłeś.
– Drobiazg- Przemek był uradowany. – Czyż nie napisano w piśmie, żeby głodnych nakarmić?
– Tego to nie wiem – odpowiedziała Bożena. – Nie sprawdzałam jeszcze maili.

Nie mogłem na to patrzeć, postanowiłem więc wydłubać sobie oczy. Niestety, uprzedził mnie wbiegający do kuchni Maciek.
– Słyszeliście to? – zaczął spanikowany. – Podobno przez najbliższy weekend mamy zapewniać wsparcie dla klientów i pracować.
– Przecież są święta, to bez sensu, nikt na całym świecie nie będzie pracował – powiedziałem.
– No właśnie, chodzi o to, żeby nasi klienci mieli spokojne święta, a będą spokojni, jak będą czuli, że my pracujemy. To decyzja Szefowej.

Zapadła cisza, która zdawała się trwać wiecznie. Przerwał ją Przemek.

– Dosyć tego! Nie możemy się zgadzać na takie traktowanie. To skandaliczna decyzja. Zakładam związek zawodowy!

Gdy wypowiadał te słowa, tuż za nim pojawiła się Agniesia z notesikiem i skrupulatnie zapisała każdą głoskę wypływającą z jego ust.

Godzinę później znaleźliśmy się w największej konferencyjnej sali, gdzie przemawiała Szefowa.

– Oto i zebraliśmy się tutaj tuż przed Wielkanocą. Jest potrzeba wyższa, klienci oczekują, że ktoś będzie pracował. W pierwszej kolejności chciałam, żeby każdy z was pracował uczciwie i tak samo, jednak stwierdziłam, że jedna osoba wystarczy jako wsparcie. Pozwolę wam zatem wybrać- jest tutaj Barnaba, znacie go wszyscy, jest tym, którego złapaliśmy na kradzieży jedzenia w zaszły czwartek. Jest i Przemek- samozwańczy lider związku zawodowego. Wybierzcie, kto pójdzie do domu na święta, a kto będzie pracował cały weekend.

– Uwolnić Barnabę- krzyknął ktoś z tłumu. – Miał iść ze mną na piwo dzisiaj.

Tak oto Barnaba wyszedł z biura przed szesnastą, a Przemek szedł przez cały open space z pudłem pełnym informacji o klientach. Szefowa wytypowała kogoś z tłumu, aby pomógł Przemkowi nieść pudło do miejsca kaźni pracy.

Okazało się, że Przemek nie był sam. Po jego lewej stronie siedział chłopak z IT, a po prawej Pan z ochrony. Również zostali skazani na pracę w święta. Chłopak z IT odezwał się:
– I było kozaczyć przed szefową? Taki byłeś mądry, to masz.
– A ja uważam, że dobrze zrobiłeś- powiedział Pan z ochrony. – Mężczyzna powinien móc się postawić.
– Zaprawdę powiadam ci- przemówił do Pana z ochrony Przemek. – Jeszcze dziś pójdziesz ze mną na kawę.

Trzeciego dnia poszliśmy wszyscy odwiedzić Przemka, bo zrobiło nam się go żal. Ujrzeliśmy go jedzącego ciastka i oglądającego filmy.
– Nie jest tak źle- powiedział. – Tutaj jest szybki Internet, ktoś zostawił jedzenie w kuchni, a do roboty nie ma absolutnie nic. Nie musiałem sprzątać ani gotować, wszystko podane na tacy. Jak u mamusi,

A jak Tobie minęła Wielkanoc, drogi czytelniku? Myślałeś o pracy? Zapraszam na następny odcinek.

Tutaj znajdziesz poprzedni odcinek.

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close