Doskonałe Życie- czyli historie biurowe odc. 7

 

Odcinek 7 – Czas ocen.

Historie biurowe toczą się w polskim oddziale międzynarodowej firmy. Oddział ten jest nazywany Centrum Doskonałości, tak więc wszystko w nim musi być doskonałe.

Historie biurowe nie są prawdziwe, chociaż może wydawać się inaczej. Takie miejsca oczywiście nie istnieją.

Nie wiedzieć jak i kiedy strzeliło mi pół roku pracy w Centrum Doskonałości. W ciągu tych sześciu miesięcy poznałem znaczenie słów takich jak inwestygacja, isiu, rikłest, apruwal i kol. Przede wszystkim jednak- poznałem proces. Przynajmniej tak musiałem mówić. Bycie współodpowiedzialnym za proces to nie jest fizyka kwantowa- to skomplikowana sprawa. To ciągłe życie w napięciu i nieustający strach, że w końcu ktoś zapyta mnie o szczegóły procesu i wtedy wyda się, że podobnie jak większość osób wokół mnie, nie mam zielonego pojęcia o co w tym wszystkim chodzi.

Z okazji półrocza mojej pracy wielkimi krokami zbliżała się rozmowa z moim przełożonym, podczas której miałem zostać poddany ocenie. Spodziewałem się rozmowy z Magdą bądź Joanną, jednak dzień przed zaplanowanym spotkaniem okazało się, że one nie są już moimi przełożonymi, a ja nie jestem już w tym dziale w którym byłem. Poranny mail głosił, że moim nowym szefem jest niejaki Dawid, a ja będę się teraz zajmował drugą częścią procesu. Dla mnie bez różnicy- jest mi to obojętne, którą część procesu wykonuję, przecież żadnej nie znam.

Na tapecie wciąż był jeszcze temat złodzieja jedzenia, wieści o moim śledztwie dotarły do dyrekcji całego centrum i zrobiliśmy z tego oficjalny projekt, a ja mogłem zbierać pierwsze szlify jako project manager. Projekt nazwaliśmy „Proper food administration and kitchen maintanance” i oprócz znalezienia złodzieja zakładał między innymi, nauczenie pracowników jak myć po sobie naczynia i nie zostawiać syfu na stolikach, to ostatnie wydawało się być niemożliwym. Sporządziłem plan projektu i rozpocząłem rekrutację osób do zespołu. Wszystko to oczywiście prowadzone było według założeń metodyki PRINCE2. Gdy tylko radośnie ogłosiłem, czym się zajmujemy, na moim biurku znalazłem tajemniczy liścik, który głosił „Przestań wtykać nos w nie swoje sprawy”. Dopisałem to do rejestru ryzyk projektu.

W końcu udałem się na rozmowę z Dawidem. Był on blondynem w okularach, który nie wyróżniał się z tłumu i mogłem pomylić go z większością pracowników tej firmy. Siedział za biurkiem, a za jego plecami wyczytałem motywacyjny napis:

I don’t know why you’re not there
I give you my love, but you don’t care
So what is right?
And what is wrong?
Gimme a sign”
Haddaway

Kolejny raz pokiwałem głową ze zrozumieniem.

Dawid przywitał mnie radośnie i rozpoczął rozmowę:

– Zacznę od tego, że jestem bardzo zadowolony z pracy, którą wykonujesz.
– Przecież jesteś moim przełożonym od wczoraj…
– Managerem, nie przełożonym- poprawił mnie Dawid. – I tak, od wczoraj, ale już podoba mi się pracą jaką wykonałeś.

W tym momencie zaczął się jego dziwny słowotok, nie wiele z tego zrozumiałem, tylko pojedyncze zwroty takie jak performance, quality, work ethics, carefurness, compliance i kasztany. W końcu przeszedł do oceny:

– Jak pewnie wiesz, obowiązuje u nas czterostopniowy system ocen- C, czyli celujący, I, czyli istotny pracownik, P, czyli do poprawy i A, czyli  a może czas na inną pracę? Jak już mówiłem, opierając się na własnych obserwacjach i na fidbeku zebranym od innych, jestem bardzo zadowolony z twojej pracy. Wszystko co robisz jest zgodne ze wszystkimi wartościami naszej organizacji, wszystkie „C” spełniasz! Gratuluję. W związku z tym otrzymujesz ocenę „P”.
– Eeeeee.- zacząłem ostrożnie. – Dlaczego „P”, skoro wszystko robię dobrze?
– Cóż, wszyscy w twoim dziale wszystko robią dobrze, ktoś musiał dostać „P”?
– Aha, a jak wybraliście mnie?
– Cóż…- Dawid zrobił pauzę i zbliżył się do mnie aby resztę powiedzieć ciszej. – Podczas spotkania kalibracyjnego podążaliśmy za procesem randomizacji.

Nie wiedziałem co powiedzieć. Nie do końca rozumiałem całą sytuację, natomiast Dawid śpieszył z wyjaśnieniem.

– Nic nie możemy z tym zrobić, taki proces. Jednak aby dać ci możliwość poprawy, zwłaszcza, że masz duży potencjał, przenosimy cię do jeszcze innej części procesu, od jutra będziesz pracował bardziej technicznie, bazy danych, SQL i takie sprawy, cieszysz się?
– A czy mogę spytać, jak o tym zadecydowaliście?
– Nie będę wchodził w głębokie analizy procesowe bo czas nam się skończył – powiedział Dawid i pożegnał mnie.


Wyszedłem na korytarz i zastanawiałem się jak mam pracować w SQLu jeżeli nigdy wcześniej nie miałem z nim nic wspólnego. Pocieszyłem się jednak i pomyślałem, że przecież na pewno jest na to jakiś proces.

Jak wygląda nowy proces? Czy główny bohater poprawi swoją ocenę? Kto zostawił kartkę z groźbą? Czy projekt się uda? Czy jest coś, czego proces nie przewidział? Z pewnością już wiesz, że tych wszystkich rzeczy dowiesz się, być może, za tydzień.

historie biurowe_6

Więcej historii biurowych znajdziesz tutaj

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close