Doskonałe Życie- Czyli Historie Biurowe Odc. 71

Odcinek 71- Sex, Drugs and Cięcie Kosztów

Historie biurowe toczą się w polskim oddziale międzynarodowej firmy. Oddział ten jest nazywany Centrum Doskonałości, tak więc wszystko w nim musi być doskonałe.

Badacze historii i kultury, wszelkiego rodzaju archeolodzy i antropolodzy, zastanawiają się jakie były pierwsze słowa wypowiedziane przez człowieka nowożytnego. Wielu z nich stawia, że wszystko zaczęło się od wynalezienia młotka, którym to homo sapiens pierdyknął się w palec i zaklął siarczyście. Być może tak było, ja natomiast mam swoją teorię, w myśl której, pierwszymi słowami wypowiedzianymi przez człowieka, przynajmniej na terenie aktualnej Polski, były:
– A nie da się taniej?

W ostatnim okresie miałem problemy ze snem. Czułem ciągły niepokój, takie nieustające kłucie w klatce piersiowej, jakbym przeczuwał, że jakieś mityczne, przedwieczne zło czai się za rogiem. Jakiś audyt czy dodatkowo ewaluacja pracy. Coś paskudnego.

Był poniedziałkowy poranek, gdy zbliżałem się do biura pełen codziennej odrazy do samego siebie. Gdy tylko zobaczyłem zarys budynku, wiedziałem, że stało się coś złego. Przyspieszyłem kroku i błyskawicznie znalazłem się pod drzwiami wejściowymi. Wkroczyłem na recepcję i spojrzałem na atrakcyjną panią siedzącą za ladą. Jak zwykle nie zwracała na mnie uwagi. Otworzyły się drzwi windy i wszedłem do środka, wchodząc tym samym do paszczy lwa.

Wiedziałem, że coś się stało, minęła mnie zapłakana dziewczyna, zapytałem czy wszystko w porządku.
– To koniec – odparła. – Sam zobacz. W kuchni.

Podbiegłem do kuchni i zaniemogłem. To była istna rzeź. Większość pracowników stała i wpatrywała się tępo w jeden punkt. Mariola z działu HR zemdlała, a Bogdan z księgowości dostał ataku epilepsji. Popatrzyłem w to samo miejsce, na które patrzyli wszyscy. Poczułem pot na swoich skroniach i miałem wrażenie, że wszystkie włosy na mojej głowie posiwiały w kilka sekund. To rzeczywiście był koniec.

I ujrzałem: oto koń trupio blady, a imię siedzącego na nim Śmierć, i Otchłań mu towarzyszyła. I dano im władzę nad czwartą częścią ziemi, by zabijali mieczem i głodem, i morem, i przez dzikie zwierzęta. * A przede wszystkim, ujrzałem ekspres do kawy i kartkę doń przyklejoną, złowrogo głoszącą:
„Awaria”

Usłyszałem płacz Bożeny, zbliżyłem się do niej i próbowałem ją pocieszyć.
– Na nic twoje dobre słowa – powiedziała. – Ekspres się zepsuł i nie da się go naprawić. Gwarancja przepadła, a nikt nie kupi nowego.
– Mój Boże, czy to prawda? – zapytałem stojącego obok Przemka.
– Tak. Okazało się, że firma nie ma pieniędzy na kupno nowego ekspresu. Budżet został zamrożony w związku ze zbliżającym się końcem roku. Żadne dodatkowe wydatki nie wchodzą w grę.
– Przecież to się może skończyć rozlewem krwi – zauważyłem. – Trzeba coś z tym zrobić.

Stanąłem na czele delegacji, która poszła prosto do gabinetu Karola, naszego menadżera. Weszliśmy bez pukania i zobaczyliśmy, jak Karol przemawia, do jednego z młodszych pracowników:
– Widzisz, prezentacja to poważna sprawa, jak powstanie prezentacja, to trzeba ją pokazać prędzej czy później. Przyjdzie taka chwila, że ktoś się upomni o prezentację, a jak jest prezentacja, to pewnie ktoś ma mocne plany, więc pewnie trzeba będzie wykombinować budżet, a jak budżet to i ludzi, a to nie ma sensu. Więc odrzucają twój pomysł, ale twój przełożony obwieszcza ci to z poczuciem winy i masz spokój przez najbliższe pół roku, a potem znowu robisz prezentację… Przepraszam – zwrócił się do nas. – Przeszkadzacie mi w sesji mentoringowej.

Wyjaśniliśmy w czym rzecz.

– Słyszałem o awarii ekspresu – zauważył Karol. – Ja sam nie pijam kawy, wolę yerbę. Na ostatnich warsztatach rozwojowych zrozumiałem, że kawa blokuje przepływ energii w moim organizmie…
– Nie o to chodzi! – przerwałem. – Część z nas przychodzi tutaj tylko ze względu na kawę! Domagamy się zadośćuczynienia.

Karol pomyślał przez chwilę.
– A gdyby tak… dobrze. Zabiorę cały dział wieczorem na piwo, co wy na to? – zaproponował.
– No ok…, ale przecież nie ma budżetu na wyjścia integracyjne – zauważyłem.
– Nie ma w tym roku, to prawda. Ale był rok temu i dwa lata temu też był. A my nigdzie nie byliśmy. Więc coś tam zostało.
– A tak właściwie, to dlaczego nigdzie nie byliśmy? – spytałem.
– Bo byłem świeżo po rozwodzie i nie chciałem spotkać swojej byłej żony na mieście. Byłoby niezręcznie. Ale teraz wiem, że się roztyła, a ja zrzuciłem kilka kilogramów, więc nawet chętnie na nią wpadnę. Zatem poszukajcie jakiegoś lokalu na wieczór. Będzie po piwie na głowę. Tylko nie bierzcie tych modnych knajp, one są strasznie drogie, chyba tylko studentów na to stać.
– Dobrze, coś wymyślimy. To lecę– zakończyłem.
– I jeszcze jedno – przypomniał sobie Karol. – Żaden inny dział nie może wiedzieć, że piwo będzie z budżetu firmowego. Dowiedzą się i też zechcą i firma będzie miała problem.
– A jak spotkamy kogoś na mieście?
– To powiemy, że sprzedaliśmy dane klientów naszej konkurencji. Wszyscy tak robią.

Czy zespół poszedł na piwo? Czy wypili po jednym na głowę? Czy ktoś naprawi ekspres? Czy przeczytasz następny odcinek?

* Apokalipsa św. Jana 6, 8

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close