Doskonałe Życie- czyli historie biurowe odc. 9

Odcinek 9 – Odcinek w którym pojawi się wątek uczuciowy, aby zwiększyć grono czytelników.

Historie biurowe toczą się w polskim oddziale międzynarodowej firmy. Oddział ten jest nazywany Centrum Doskonałości, tak więc wszystko w nim musi być doskonałe.

Historie biurowe nie są prawdziwe, chociaż może wydawać się inaczej. Takie miejsca oczywiście nie istnieją.

Praca w doskonałej firmie zmieniła całe moje życie. Schudłem, straciłem wielu znajomych, którzy nie byli w stanie znieść mojego ciągłego gderania o pracy, rozstałem się również z dziewczyną. Istnieje prawdopodobieństwo, że odrobinę zawiniłem w tej kwestii, chciałbym abyście ocenili to sami. Tak wyglądała nasza ostatnia rozmowa, która zaczęła się od zwrotu zwiastującego katastrofę:

– Musimy porozmawiać.
– O czym takim? – spytałem.
– O tobie. A dokładniej o tym co się z tobą dzieje. Po pierwsze, nie rozumiem twojej obsesji związanej z lodówką, wstajesz w środku nocy, gdy tylko usłyszysz jakiś hałas i lecisz sprawdzić czy nikt nie kradnie jedzenia, zamontowałeś alarm wokół lodówki!
– To są normalne środki bezpieczeństwa, czepiasz się- spokojnie odpowiedziałem.
– Ukryłeś kamerę w jogurcie naturalnym i śledzisz online co się dzieje! Problemy w pracy przenosisz do domu i mam tego dość. Poza tym jest jeszcze coś…- głos mej partnerki nieco się załamał, ale kontynuowała. – Zmieniłeś się za bardzo i nie mogę dłużej…
– Jak się zmieniłem?
– Ostatnio dużo pijesz, palisz i ciągle się gdzieś szlajasz.
– Mówisz o tym w taki sposób jakby to było coś złego.

To była nasza ostatnia rozmowa. Początkowo było mi odrobinę ciężko, pomogli mi jednak internetowi trenerzy rozwoju osobistego. Dzięki udostępnianym przez nich na Facebooku cytatom motywacyjnym zrozumiałem, że życie toczy się dalej. Nikt mi tego wcześniej nie powiedział.
Rozstanie miało i swoje dobre strony- zacząłem dostrzegać kobiety w moim biurze. Zwłaszcza Anetę. Aneta pracowała niedaleko mnie i za każdym razem gdy zerkałem w jej stronę budziło się we mnie zwierzę i rozrywało mnie pożądanie. Jak ją opisać? Przede wszystkim była mało rozgarnięta, a to była tylko jedna z wielu jej cudownych cech. Była również kobietą wyjątkowo rozchwytywaną przez będącą w mniejszości męską część biura, co sprawiało, że moje szanse na bliższe poznanie Anety były na poziomie mojej znajomości procesu- całkowite zero.

Oto jednak, pewnego dnia uśmiechnęło się do mnie ogromne szczęście. Siedząc przed otwartym arkuszem kalkulacyjnym usłyszałem ciekawą serię bluzgów. Rozpoznałem głos Anety i postanowiłem wykorzystać szansę. Podszedłem do niej i zapytałem cóż to za troski spadły na jej głowę. Odpowiedziała smutno, że pojawił się błąd w raporcie.

– Jaki dokładnie błąd?
– Kolumna G, zobacz! – pokazała palcem na monitor.- Proces dokładnie określa, że nie może być wartości ujemnych w kolumnie G. Nie mogę tego przekopiować do prezentacji.
– Ale jeśli wystąpiła wartość ujemna to znaczy, że tak miało być, przecież nie będziesz zmieniać ręcznie i kłamać.
– W PROCESIE WYRAŹNIE STOI – NIE MOŻE BYĆ WARTOŚCI UJEMNYCH! – irytacja Anety była coraz większa. Zaczęła płakać.

To była moja okazja. Wszyscy święci męczennicy. Błogosławieni, którzy dali mężczyźnie moc uszczęśliwiania kobiety! Teraz albo nigdy! Niechże etos rycerski będzie wiecznie żywy! Niechże białogłowa w zamian za mą pomoc odsłoni przede mną wszelkie swe wdzięki. Mogą być tylko dwa wdzięki. Te dwa konkretne wdzięki, które patrzyły się na mnie zza obcisłej bluzki.
– Pomogę ci- zakomunikowałem, a następnie usiadłem przed jej komputerem. Po kilku szybkich kliknięciach byłem gotów. Pokazałem wynik Anecie, była w ekstazie.
– Dziękuję ci, nie ma wartości ujemnych! Jak to zrobiłeś?
– Cóż… proces wyraźnie mówi, że nie może być ujemnych wartości w kolumnie G, to prawda. A czy proces mówi cokolwiek o tym, czy kolumna G ma istnieć?
– Nie mówi…
– No właśnie! – wykrzyknąłem uradowany.- Ukryłem kolumnę G i jest dobrze. Wszystko jest zgodnie z procesem, jeżeli kolumny nie widać, to nie można stwierdzić, że posiada ona ujemne wartości.
– Jesteś taki inteligentny.- powiedziała uśmiechnięta Aneta.
Obożesztymój! Powiedziała, że jestem inteligentny! Skoro tak uważa, to pewnie uważa również, że jestem przystojny! Będzie moja. Postanowiłem kuć żelazo póki gorące.
– Może skoczymy do kuchni na obiad? – zaproponowałem.
– Chciałabym, ale ktoś mi zwinął jedzenie z lodówki, więc muszę wyjść na miasto, umówiłam się z koleżanką. – odpowiedziała. – Gdyby ktoś w końcu znalazł tego złodzieja to byłby moim bohaterem.

Wiedziałem, że najwyższy czas działać.

CDN.

Czy bohater zdobędzie serce Anety? Czy koleżanka z którą Aneta wyjdzie na miasto jest ładna? I czy jest wolna? Czy złodziej ma swój proces? Czytaj za tydzień.

Tutaj znajdziesz poprzednie historie biurowe

korpo 21.08.15

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close