Inne Twarze Greya, część druga

Wracamy do tematu, który pojawił się w pierwszym poście- Inne twarze Greya, czyli – co by było gdyby Pięćdziesiąt Twarzy Greya napisał ktoś inny?

Dzisiaj bohaterami będą jeden z twórców literatury grozy, wieszcz narodowy oraz neurotyczny nowojorczyk pochodzenia żydowskiego.

Sm2

Edgar Allan Poe

Zagłada domu Greya

Wielokształtna jest marność tej ziemi. Wiele twarzy również ma historia moja. Zamierzam opowiedzieć zdarzenia, które pełne są zgorszenia i krzywdy. Przemilczałabym je chętnie, gdyby nie potrzeba opowieści paląca mnie od środka. Atoli wiele jest potrzeb ludzkich i wiele również i sposobów by zaspokoić te potrzeby. Na imię mam Anastazja, nazwisko milczeniem pominę. Nie o nazwisku wszak, a o zażyłości i dramacie moim jest ta historia.
Klnę się na duszę, iż nie mogę sobie przypomnieć, kiedy i gdzie pierwszy raz usłyszałam imię jego- Christian. To pewne jest, że opowiadała mi o nim przyjaciółka serdeczna moja, a może słyszałam to imię gdzie indziej? Gdym spotkała pierwszy raz tego osobnika, ciało moje jakoby w inne stany weszło. Jakby katatonik jaki w epileptycznych spazmach tkwiło ciało moje, gdym tylko myślami swoimi dotykała Christiana mojego. Choroba, która przecięła wątek mojego żywota młodego, przez niektórych pożądaniem zwaną, przez innych chorobą duszy i ciała, co w duszy zaczyna wypalać dziury, a na ciele zostawia ślady.
(…)
Na prośbę Christiana mojego, podążyłam za nim w podziemia, których dawno chyba nie otwierano. W powietrzu suchym jak suchotnika kaszel czuć było duchotę mrocznych komnat. Pomieszczenie było małe, pozbawione światła, położone było głęboko pod częścią sypialną rezydencji Greya. Podobno za czasów dawnych służyło ono jako więzienny loch, co tylko potęgowało grozę mojej sytuacji. Noc była burzliwa, lecz burzliwość jej cechowało pewne piękno- dziwny ten taniec piękna i grozy. Zmysły moje, początkowo zmęczone i niewyraźnie odbierające bodźce nocy, nagle jakby wyostrzyły się. Wzrok mój, niczym wzroki nocnych stworzeń, widział wyraźniej i lepiej wszystkie milimetry ciała jego. Słuch mój, jakby odbierał wszystkie dźwięki świata, te nieuchwytne zwyczajowo dla śmiertelników.
Christian rozpalił pochodnię w pomieszczeniu i wskazał dłonią na łoże stojące w kącie. Przemówił do mnie, lecz w jego głosie jakby jakaś czarodziejska potęga tkwiła. Nie na treści się skupiłam, lecz na głosie samym, który plądrował moje wnętrze, jakby koncert zagrany był specjalnie dla mnie. Christian pochodnią oświetlił ścianę, na które umieszczone były rozmaite przedmioty, skórzane, metalowe i drewniane, te poznałam. Przedmioty, które służyły zapewne do zniewolenia. Christian pokazał mi owo zniewolenie, wkładając rękę w dyby stojące pod ścianą. Drżąc i słaniając się z emocji, dotarło do mnie, jaki cel miała ta wizyta. Ciało moje drgające, dotknęło pochodni, którą odstawił Christian. Upadła na podłogę i łoże zaczęło rozświetlać się ogniem. Christian, w dybach zamknięty począł wyrywać się, jednak na próżno jego starania. Ja zaś, jakby w narkotycznym pędzie, uciekłam z pomieszczenia, a następnie schodami w górę zamczyska. Gdym się wydostała z domu, spojrzałam za siebie, wicher silny karmił ogień trawiący potężne mury. Nagle usłyszałam przeciągły, rozgłośny huk i dom Greya zamienił się w mroczne, posępne kłębowisko czarnego dymu.

Adam Mickiewicz

Pan Grey, czyli ostatni dominator na Litwie

Gdy wnet z mocą całą drzwi jego otwarto.
Wszedł pan Grey w czapce i z głową zadartą,
Już wita się i miejsce swe za stołem zajmuje,
A mnie i moje miejsce ręką wnet wskazuje.
Gdy on naprzeciw usiadł, gdym i ja usiadła,
Począł mówić głosem tak, że twarz moja zbladła.
Jęłam go obłapiać naprędce wzrokiem swoim,
Ileż on ma wiosen? Przecież nie przystoi,
Myśleć o tych sprawach, przecież jam jest w pracy,
Jednak pogryzę wargi, Grey wszak całkiem cacy.

Pominę fragmenty, wybaczcie gdy zechcecie
Przejdę do momentów, w których sami wiecie,
Christian Grey silną ręką, szczypie, bija, spina,
Ja zaś pod nim stękam, ja- bezbronna dziecina!
Brał mnie siłą wszędzie- w łożu i w pościeli,
Brał mnie w poniedziałek, brał i przy niedzieli.
Brał mnie po bożemu, brał tak jak misjonarze,
Brał i w inne miejsce, tego nie pokażę!
A gdym chciała uciec, przerwać w bólach w trakcie,
Mówił- Hola! Hola! Mamy to w kontrakcie.

Tu wszystko opisane! Stronica po stronicy,
Jak Pan Grey się bawił- dziecię w piaskownicy.
Niewinny jak anioł, w barwach pięćdziesięciu,
Jednak erotoman, przyznam to bydlęciu.
Można szukać sensu, można też szukać rady,
Ciągle nowe księgi, nowe tu olimpiady
Pana Greya z panną pogryzioną wargą,
Nazwisko się staje już całkiem znaną marką,
Jeden tylko morał w tych księgach Greya dają-
Przeczytaj dobrze kontrakt, bo cię wyruchają.

Woody Allen

50 sesji Leibovitza

Telefon zadzwonił, tą metodą Joanna poinformowała mnie, że mam gościa. Podobno umówionego ale nie byłem tego pewien. Jedyne spotkania o których pamiętałem to te z moim psychoterapeutą. Testowałem teraz nowego, poprzedni policzył za czternaście lat z góry, a zmarł po sześciu. Szkoda, zaproponowałem mu nawet, że wprowadzę się do niego, skoro i tak widywaliśmy się sześć razy w tygodniu, niestety, powiesił się tuż po tym. Mógł przynajmniej poczekać aż wyjdę z gabinetu. Ja sam nigdy nie byłem zwolennikiem samobójstwa, nie licząc oczywiście tego okresu, kiedy byłem żonaty z Nadią. Ale nie mógłbym tego zrobić, sama myśl, że sprawiłoby jej to przyjemność, była powodem by żyć. Gdy tylko się poznaliśmy, uznałem, że jest moim ideałem. Nie jesteśmy już razem od szesnastu lat, zostawiłem ją dla jej młodszej siostry Zary, przypominała mi Nadię z czasów, gdy się poznaliśmy. Z Zarą mieliśmy skromne wesele, nie wiedzieć czemu, nikt z jej rodziny nie chciał uczestniczyć w ceremonii. Zamieszkaliśmy tuż przy Central Parku i planowaliśmy wić swoje gniazdko. Niestety sielanka nie trwała długo, dość szybko na jaw wyszły moje dość… specyficzne upodobania łóżkowe… Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi, stanęła w nich młoda dziewczyna, przywitała się:
– Anastazja Steel, miło mi.
– Christian Leibovitz, cała przyjemność po mojej stronie. – Nie mogłem oderwać od niej oczu, przypominała mi moją szczęśliwą przeszłość, której nigdy nie miałem. Musiałem ją mieć.
– Panie Leibovitz- zaczęła Anastazja. – Jestem w zastępstwie za koleżankę…
– Panno Steel- przerwałem. – Może zmienimy to wstrętne biuro na jakieś bardziej przyjemne miejsce? Może coś położonego bliżej Piątej Alei? Może mój apartament? Konkretniej to sypialnia w moim apartamencie, o tej porze roku jest tam pięknie.
– Panie Leibovitz…
– Proszę mówić mi Christian- znowu przerwałem.
– Christianie, twoja propozycja mi pochlebia, ale bardzo krótko się znamy.
– To nic nie szkodzi! O tej godzinie są takie korki, że na Piątą Aleje jedzie się wieki, zdążymy się poznać! Jeśli chcesz to zrobimy dodatkowe okrążenie na rondzie i opowiem ci o moim wujku Adamie.
– Nie jestem taka jak myślisz Christianie- broniła się Anastazja.
– Nie jesteś Żydówką?
– Nie, nie jestem… ale co mi tam! Jedźmy!
– Zuch dziewczyna! Przed wyjazdem będę cię jeszcze prosiła żebyś to podpisała. – powiedziałem podając jej dokument.
– Co to?
– Specjalny kontrakt. Nazywa się intercyza.
– Ale ja nie chcę brać ślubu…
– Ja też nie- tłumaczyłem Anastazji, szykując się do wyjścia. – Ale zupełnie do siebie nie pasujemy, a ty uważasz mnie za obleśnego zgreda, więc jest spore prawdopodobieństwo, że to skończy się ślubem. Nie mogę ryzykować. Mój terapeuta twierdzi, że tworzę nieszczęśliwe związki, bo moi rodzice taki mieli, ale dość o mnie. Powiedz mi coś o sobie, masz siostrę?

A tutaj znajdziesz pierwszą część

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close