Jest nadzieja dla świata

Kiepski dzień miałem. W zasadzie to kilka dni nadających się do poprawy. Wszystko to bez jakiegoś wyraźnego powodu, zwyczajnie- starałem się być sobą, to jedno mi się ostatnio udawało. A tu coś palnąłem głupiego, a to neurotyzm sprawił, że mogłem w czyichś oczach wyjść na buraka. Innym znowu razem, dopadły mnie najbardziej niepotrzebne myśli, czyli takie o planach życiowych. Wszystko to poskładało się w generalne odczucie przygnębienia i beznadziei, do którego teoretycznie powinienem był przywyknąć, studiując swoją biografię i osiągnięcia, a jednak za każdym razem jestem tym zaskoczony i przeżywam to zupełnie inaczej.

Jest coś masochistycznego w ludzkim pragnieniu przedłużania skrajnych stanów emocjonalnych. Przecież mało kto ma ochotę zagubić się w wesołych dźwiękach muzycznych, kiedy wstrętne łapska smutku obmacują go niczym obcy kulturowo przybysze w Kolonii. Z mojego zachowania byłby dumny sam Leopold von Sacher-Masoch, albowiem, cóż postanowiłem zrobić w ten samotnie spędzany smutny wieczór? Wejść na internetowy portal i przeczytać wiadomości. Równie dobrze od razu mogłem zamknąć się w piekarniku i odpalić gaz, uprzednio spędzając cztery godziny na oglądaniu nowych seriali w jesiennej ramówce TVNu. Myślę, że dokładnie po czymś takim Leopold Staff wpadł na zwrotkę rozpoczynającą się tym wersem:

„Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie…”

A jednak coś się stało! Jeśli przeczytaliście tytuł tego wpisu, (a zakładam, że tak zrobiliście, wszak inteligentni ludzie najczęściej postępują w ten sposób, a przecież wszyscy, którzy to czytają obdarzeni są wyjątkowym intelektem) to zauważyliście, że zawiera on słowo „nadzieja”. Skąd, zatem nadzieja przy wieczornym czytaniu wiadomości?

Już wyjaśniam.

Z zasady nie czytam tego, co dzieje się w Rzeczpospolitej. Od kilku lat nie dzieje się nic, co mogłoby mnie zaskoczyć, zaciekawić, bardziej zasmucić, rozczarować czy też w ogóle, co mogłoby skłonić mnie do refleksji. Od dłuższego już czasu, mam wrażenie, że mieszkają tutaj dwie nacje, których zupełnie nie potrafię zrozumieć i które nie chcą zrozumieć mnie. Trudno, trzeba z tym żyć. Ja zgadzam się z tym, że nie zgadzam się z żadną ze stron aktualnego sporu, chciałbym, żeby owe strony potrafiły zrobić to samo. Reasumując- Polska nie dała mi nadziei.

Nie czytałem również wiadomości sportowych, z zazdrości, że ja nie jestem ani piękny, ani młody, ani wysportowany. I nie mam dostępu do tych wszystkich fajnych środków wspomagających. Z tych samych powodów, nie czytam informacji o gwiazdach popkultury.

Zwykłe informacje ze świata. To wystarczyło. Nie było to takie proste, trzeba było wpierw przebić się przez stos informacji o zamachu na ambasadę Izraela, uchodźcach, którzy planowali zrobić coś, co w naszym obrębie kulturowym uważane jest za zamach bombowy, zatopionych łodziach, wypadkach, w których zginęło łącznie 327 osób (wśród ofiar nie było Polaków- uff, kamień z serca, inni mogą gryźć piach), aż wreszcie znalazłem nagłówek.

klawn

Klaun „terroryzuje” amerykańskie miasteczko.

Link

Cudo- pierwsze, co pomyślałem. Zacząłem czytać, cytuję:

Dzieci bawiły się na placu zabaw w dzielnicy Greenwood Hill, gdy nieznany mężczyzna przebrany za klauna zaczął im dokuczać. Według policji mieszkańcy dzielnicy Greenwood Hill widzieli w tym dniu ok. godziny 19 dwóch mężczyzn w strojach klauna. Obaj coś krzyczeli do przechodzących dzieci, a potem odjechali z piskiem opon.

Pomijając dramatyzm całego zajścia i moje prywatne zrozumienie dla przerażonych latorośli, muszę napisać to głośno (w sensie korzystając z przycisku Caps Lock):

JEST NADZIEJA DLA ŚWIATA

Ludzie ciągle mają wyobraźnię. Ludzie ciągle potrafią zrobić coś, co nie jest zamachem terrorystycznym, marszem narodowców, akcją na Facebooku czy sporem politycznym. Czyn dwóch mężczyzn tym bardziej jest chwalebny, że w dzisiejszych czasach rozrywka jest na wyciągnięcie ręki, w tablecie, telewizorze czy telefonie. Żeby wkurzać i dokuczać dzieciakom wystarczy wejść na pierwsze lepsze forum internetowe, czy portal społecznościowy i wyzywać je od gimbusów, czy wypominać im nieznajomość ortografii. Tymczasem, dwójka naszych bohaterów tygodnia postanowiła pokazać, że w tzw. Realu są prawdziwymi twardzielami i postanowili rozprawić się z gimbazą tam, gdzie drzewiej załatwiało się takie sprawy- na placu zabaw.

Smutek i trwoga, które ogarniały mnie wcześniej odeszły w niepamięć jak artyści nurtu euro disco. Zgasiłem światło i ułożyłem się do snu. Zrozumiałem, że lekarstwo na problemy tego świata jest proste- potrzebujemy więcej prawdziwych klaunów.

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close