Kwiaty

W moim wieku człowiek robi się coraz bardziej sentymentalny. Stąd i taka kiepska historia, występują w niej kwiaty.

kwiat

Stare budynki mają w sobie wiele tajemnic. Oczywiście, że nie mam tutaj na myśli tylko i wyłącznie kwestii związanych z zaginionym przyłączem wodnym, czy schowanymi puszkami z prądem. Nie planuję remontu mieszkania. Po głowie chodzą mi raczej tajemnice lokatorów, zarówno tych teraźniejszych jak i tych, których nie ma już między nami- czy to z powodu eksmisji czy też śmierci.

W takich starych kamienicach jak ta, ludzie umierają na różne sposoby. Czasami powracających z pracy przywita klepsydra na drzwiach, zwiastująca nadchodzący pochówek kogoś, kto miał szczęście dożyć sędziwego wieku. W zeszłym roku na trzecim piętrze Mirek pchnął nożem kuchennym swoją konkubinę zostawiając ją, na również kuchennej podłodze, a sam poszedł do sklepu po ćwiartkę luksusowej cytrynówki. Wtedy na drzwiach nie było klepsydry. W ogóle mało się o tym mówiło. Jeśli już, to raczej wyrażało się zaniepokojenie tym, co teraz stanie się z Mirkiem. Mieszkał tam przecież od zawsze. Jego konkubina była dość cicha i rzadko wychodziła z mieszkania. Czasami zdarzało się, że słychać było jakieś kobiece krzyki, ale kto dzisiaj nie ma ochoty sobie od czasu do czasu pokrzyczeć?

Na tym samym piętrze, na którym mieszkał Mirek umarła nie dawno jeszcze jedna osoba- starsza kobieta. Zwykle tak się mówi, że była to starsza kobieta, ale gwoli ścisłości- starszą kobietą ona była w momencie śmierci, nie przez całe życie. Dla mieszkańców kamienicy, niestety, nigdy nie miała przyjemności być młodą kobietą, czy też kobietą w średnim wieku. Wprowadziła się tam gdy jej wiek był już dość sędziwy i nie miała ochoty nawiązywać zbytnich kontaktów towarzyskich z resztą lokatorów. Wiadomo było o niej nie za wiele, tyle tylko, że kawalerkę, która przez długi czas stała pusta, kupiła jej przebywająca za granicą córka. Początkowo wynajmowali ją studentom, jednak, gdy starsza pani owdowiała, postanowiono umieścić ją w tym małym mieszkaniu. Dziwna to być musi część ludzkiej natury, która podpowiada, że samotność jest mniej odczuwalna na mniejszym metrażu.

Gdy człowiek staje się samotnym łatwiej mu poświęcać czas na jakieś hobby. Mój wujek, na przykład, uwielbiał pić gorzałę, niestety rodzina przeszkadzała mu w tym aby w pełni poświęcić się swojej pasji. Gdy został całkowicie sam, rzucił się na wysokoprocentowe trunki jak Beata Szydło na bilet do Watykanu. Żył po wszystkim krótko, ale wyjątkowo szczęśliwie. Również i nasza starsza pani miała pewne hobby- były to kwiaty. Nie miała już o kogo dbać, więc dbała o rośliny. Poświęcała im wiele czasu, upewniając się, że ziemia jest odpowiednia i że to co z ziemi wyrasta, odpowiednio jest nasłonecznione. Zdarzało jej się z nimi rozmawiać, często miała nawet wrażenie, że mogłyby jej odpowiedzieć. Cóż takiego by opowiedziały? Stoją przecież cały dzień na parapecie, muszą zatem mieć dobry punkt obserwacyjny. Chyba się tego nie dowiemy.

Dokładna historia starszej pani jest tajemnicą. Tak naprawdę, nie wiem o niej zupełnie nic. Nie mam pewności, czy mówiła do kwiatów. Ja bym mówił, gdyby doskwierała mi samotność. Nie wiem nawet, czy w ogóle miała kwiaty, nigdy nie byłem w jej mieszkaniu. Czasami wyobrażam sobie, że to właśnie ona była osobą, która ratowała kwiaty u nas w kamienicy. Przynajmniej tak myślałem kiedy żyła.

Nie wiem kiedy pierwszy raz zauważono, że ktoś postawił ledwo żywy kwiat na parapecie na klatce schodowej. Pomiędzy parterem, a pierwszym piętrem, tam gdzie listonosze powinni zostawiać listy, a zostawiają gazetki z supermarketów. Stał w popękanej doniczce, nie znam się na gatunkach roślin, ale wierzę, że gdybym potrafił docenić piętro takich okazów, być może dostrzegłbym jakieś jego pozostałości. Pojawił się wieczorem, a rano, gdy wychodziłem do pracy już go nie było. W pierwszej kolejności pomyślałem, że ktoś szedł wyrzucić śmieci, więc przy okazji wyrzucił i doniczkę. Nie pasowało mi to jednak do mentalności mieszkańców. Ci ludzie mieli problem z podniesieniem niedopałka, a gdy kiedyś na tym samym parapecie zamieszkał bezdomny, zwrócono mu uwagę dopiero po tygodniu, gdy zaprosił tam kolegów by urządzić urodziny. Nie myślałem jednak o tym zbyt wiele, przynajmniej do czasu, gdy po kilku dniach pojawił się następny usychający kwiat. Schemat był dokładnie taki sam- pojawił się wieczorem, a rano, nie było po nim śladu. W ciągu najbliższych miesięcy sytuacja powtarzała się bardzo często. Kiedyś nawet sam zostawiłem starą doniczkę, w której dogorywał wiecheć, który swego czasu podarowałem mojej partnerce. Gdy poszedłem sprawdzić rano, oczywiście niczego nie było.

Wiecheć usychał nie bez powodu. Jakoś straciła zapał by go podlewać, jakoś ja straciłem zapał, żeby dawać jej powody do podlewania go. Nie wiem, czy to rozumiecie. Kwiat jest czymś co żyje, co rośnie i za co powinno się brać odpowiedzialność, w tym momencie czegoś zabrakło. Dzisiaj stawiam, że zabrakło właśnie życia.

Od tamtego czasu nie mieliśmy nowych kwiatów, nie byłoby komu ich dawać, ani komu o nie dbać. Parapet zaś, ciągłe służył jako tajemniczy portal, dzięki któremu umierające kwiaty przenosiły się do lepszych wymiarów. Wydaje mi się, że o tym powiedziałem kiedyś przy kolacji. Musiałem zwrócić na to uwagę, sama chyba nie miałaby takiego skojarzenia. Musiałem maczać w tym palce. Tak czy siak, tego wieczora wyszła z mieszkania i usiadła na tym parapecie, tuż obok małej brązowej i lekko zniszczonej doniczki. Gdy wychodziłem rano do pracy, parapet był zupełnie pusty.

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close