Młodzi, wolni, kreatywni

Kim są ludzie kreatywni i dlaczego do nich się nie zaliczam? Ten tekst niczego nie wyjaśni, ale ma swój cel, przeczytacie o nim na samym dole.

Aktualnie sporo piszę. Oczywiście w moim przypadku „sporo” nigdy nie oznacza „wystarczająco”. Zmuszony jestem, jak większość z Was do tych paskudnych i przyziemnych czynności, takich jak chodzenie do pracy, życie towarzyskie, przemieszczanie się i wydalanie. Wszystko to zajmuje cenny czas i nie pozwala mi na siedzenie w zamkniętym pomieszczeniu, słuchanie muzyki i pisanie. Nie mniej jednak nie narzekam. Nie to jest moim celem.

kreat

Jak już zdążyłem wspomnieć, aktualnie sporo piszę- trochę fikcji, trochę piosenek, trochę podań do urzędów. Nie dalej jak wczoraj, bliski kolega i zarazem perkusista w naszym zespole, podsunął mi pomysł, który w mojej głowie od razu poszedł dalej- zróbmy rock operę „Jessika, królowa Ołbina”. Być może zabraknie mi czasu by to zrealizować, raczej zabraknie mi życia, pewnie zabraknie mi pieniędzy, ale na pewno nie zabraknie mi jednego- kreatywności. Nie może mi wszak zabraknąć czegoś, czego nigdy nie miałem.

Obok takich słów jak: naród, patriotyzm, ojczyzna, miłość, ateizm, profesjonalizm, nietolerancja glutenu, hańba czy mandacik, stoi właśnie kreatywność. Wszystko to są słowa nadużywane bądź używane niezgodnie z przeznaczeniem. Otóż dzisiaj każdy jest kreatywny. Zajmuje się czymś wyjątkowym i niestety robi to po godzinach,

Bo w czasie pracy szef się czepia i jeszcze zabronił mi przynosić szkicownik do pracy.

Być może też znacie takie osoby, kreatywne, wiecznie w projektach, wiecznie coś robią, nigdy jednak niczego nie stworzyły. Ja to znam doskonale, w gruncie rzeczy też taki jestem. Kreatywność to zdolność do tworzenia, więc jeśli prawie każdy jest kreatywny, to, dlaczego powstaje tak mało wartościowych rzeczy? Miast tego, powstają teksty takie jak ten, pozbawione większego sensu i wartości.

Współcześnie, za sprawą tzw. coachingu uważa się, że kreatywności można się nauczyć…

(to jest przerwa na salwę śmiechu)

A nawet, jeśli nie, to zawsze możesz spróbować i komuś zapłacić za to, żeby pokazał Ci jak masz odnaleźć swojego wewnętrznego stwórcę i artystę. Zapłata tutaj jest konieczna. Przecież wszyscy artyści to prostytutki, Twój wewnętrzny też nic nie da za darmo. Nie oszukujmy się, jeśli potrzebujesz iść do obcego, ładnie uśmiechającego się gościa, który za pieniądze nauczy Cię, jak masz myśleć żeby coś stworzyć, to jesteś najlepszym przykładem na to, że nie każdy jest kreatywny.

Niech jednak będzie, że zgodzę się z tym, że niektórzy są kreatywni i coś tworzą. Wypada tutaj zadać jedno z pytań, które osoby zajmujące się tzw. coachingiem bardzo by doceniły:

– Po jaką cholerę?

Czy mieszkaniec mojej dzielnicy, który napisał na murze „Tusk to pedał” był kreatywny? Wychodzi na to, że tak. Przecież coś stworzył, najpierw w głowie swojej, na poziomie metafizycznym, a następnie przelał tę myśl na elewację dziewiętnastowiecznej kamienicy. Brawo On. Czy świat stał się od tego lepszym miejscem? Raczej nie, chociaż być może nie wszystko rozumiem. Może być i tak, że niczym kobieta wychodząca wieczorem na miasto w wyzywających ciuchach, robi to dla siebie. W takim razie, czy nie może robić tego w domu?

Sporo mam z tym problemów. Dla mnie nie ma różnicy, między taką twórczością, a sporą częścią muzyki, literatury czy sztuki filmowej. Nie ma to żadnego wpływu na nic. Powiem więcej, czasami w stanie jestem, w swoim zabójczym pędzie ku zrozumieniu świata, dosłownie odczytać słowa poety:

„Człowiek, który wydrapał słowo HUJ na ścianie,
przecież jest lepszym poetą od ciebie…”*

Pora już kończyć ten wpis. Spędziłem dzisiaj na pisaniu wystarczająco dużo czasu, więc nie muszę mieć już wyrzutów sumienia, że nic dzisiaj nie napisałem. Takie moje wieczorne alibi. Kiepskie, ale sąd to przyjmie.

*Marcin Świetlicki- Druga Połowa

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close