Nieoglądanie telewizji, jako wyższy stopień bycia atrakcyjnym intelektualnie człowiekiem

W jednym z esejów wchodzących w skład wydanego w 1997 roku zbioru „Rzekomo fajna rzecz, której nigdy więcej nie zrobię” (wydane w Polsce w 2016), David Foster Wallace zagłębia się w świat amerykańskiej telewizji i przeciętnego jej konsumenta. Wallace nadaje mu imię – Joe Briefcase. Ten typowy Joe, spędza przed telewizorem średnio 6 godzin dziennie, co dla autora „Infinite Jest” jest świetnym punktem wyjścia do rozważań o telewizji, literaturze i ludzkiej skłonności do podglądania.

Od śmierci Wallace’a minęło prawie 11 lat i wypada tylko żałować, że ten wytrawny obserwator i geniusz amerykańskiej literatury, nie doczekał czasów spod znaku Netflixa. Znam swoje miejsce w szeregu, nie czuje się w żaden sposób spadkobiercą zmarłego samobójczą śmiercią Pisarza, nie mam Jego talentu i żona wyrzuciłaby mnie z domu, gdybym na głowę zakładał bandanę, chociaż uważam, że wyglądałbym w niej szykownie. Mimo to, postanowiłem pójść wytyczonymi przez Niego ścieżkami i pochylić się nad kondycją dzisiejszej telewizji i typowych dla niej konsumentów.

Zacznę od banału, że w ostatnich latach na naszych oczach dokonała się istna rewolucja w sposobie oglądania treści. Platformy streamingowe uczyniły świat wielbicieli rozrywki w odcinkach lepszym miejscem. To właśnie jest największa zaleta telewizji – dostajemy ulubionych bohaterów, których możemy obserwować w ich codziennych przygodach, dramatach i szczęśliwych chwilach, albo zwyczajnych momentach, w których Rysio kolejny raz upomina swoje dzieci, aby umyły rączki. To chyba dowód na misyjność telewizji publicznej, również moja prywatna zachęta, aby przywrócić postać Ryśka, albowiem badania pokazują, że nawet ¾ Polaków myje źle, lub nie myje wcale rączek po siku. Liczba osób prawidłowo korzystających ze zlewu spada, więc dość łatwo połączyć ten trend z brakiem obecności na ekranach sympatycznego taksówkarza z Warszawy. Być może jedynego uczciwego taksówkarza. Mógłbym napisać teraz całą książkę o tym, dlaczego Rysiu z Klanu powinien wrócić i jak bardzo jestem ciekaw, jak scenarzyści poradziliby sobie z problemem Ubera, który podbiera klientów naszemu orędownikowi higieny dłoni. Uber to rewolucja, a ja o rewolucji miałem pisać, wrócę więc do tematu.

Gdybym miał zrobić prywatną listę zdań, które słyszałem najczęściej w ostatnich 5 latach, to wyglądałaby ona tak:

– To nie jest śmieszne.

– Popracuję tu rok, a potem zacznę robić to co kocham.

– Jak to nie pijesz piwa? Chory jesteś?

– Jesteś najprzystojniejszym mężczyzną jakiego nosi ta święta ziemia.

– Nie oglądam telewizji i nie mam telewizora.

Przedostatnie zdanie to kłamstwo, a ostatnie to sedno tego tekstu. Nie ma tygodnia, abym nie słyszał, jak ktoś dumnie wypowiada słowa, o braku telewizora w domu. Zdanie te nacechowane jest jakąś paskudną wyższością, podobną do tej, którą można usłyszeć w wyznaniach wiary emerytek i wyznaniach niewiary młodych ateuszy. W każdym z trzech przypadków odnoszę wrażenie, że mamy do czynienia z pewną kreacją, pewną wizją nas samych. Co do zasady chcemy wyglądać na osoby inteligentne. Telewizja niesie ze sobą pewne pejoratywne skojarzenie, związane z praniem mózgu, skakaniem po kanałach i oglądaniem tańców z błaznami. Rozumiem to i jestem po tej samej stronie.  W tym samym czasie, liczba subskrybentów Netflixa w Polsce dobija do miliona.

Oferta seriali jest przerażająca. Wytwórnie i platformy prześcigają się w tworzeniu nowych, coraz bardziej pokręconych seriali, od kilku lat zjadając własny ogon.

Mamy wybór. Wybór oczywiście pozorny. Triumfalnie głosimy, że nie oglądamy telewizji, a w tym samym czasie spędzamy długie godziny na chłonięciu kolejnych odcinków coraz bardziej pokręconych historii. Uwielbiam pokręcone historie, tylko nimi żyję, ale mam wrażenie, że znakomita większość produkcji dzisiaj, to sam pomysł i nic więcej.

Wyobrażam sobie, że wygląda to w taki sposób:

– Stacja x wypuszcza kolejne cztery nowe seriale w tym tygodniu. A co z nami? Mamy coś? Szybko, musimy coś mieć.

– Niby nie. Ale w sumie, weźmy nasz wzór i coś wymyślmy.

– Wzór? Jaki wzór?

– Bierzesz postać z jednego świata, przenosisz ją do świata, z którym nie ma nic wspólnego i doprawiasz wszystko wulgarnym językiem. Zawsze działa.

Chcecie dowodów? Bierzesz poczciwego nauczyciela chemii i umieszczasz go w świecie gangów i narkotyków. Bierzesz panią domu i sprawiasz, że zaczyna sprzedawać trawkę. Wszystko sprowadza się do pomysłu. A cały scenariusz? Historia? Ciąg przyczynowo skutkowy? Każdy miewa świetne pomysły. Wielki Kurt Vonnegut poradził sobie z tym, wymyślając fikcyjnego pisarza, który miewał świetne pomysły. Tylko i wyłącznie pomysły.

Wymyślić porąbaną historię jest wyjątkowo prosto. A jakby tak ludzie żyli w kosmosie, a na ziemi byłaby dzicz? A jakby tak wszystkie postaci z bajek mieszkały w jednym mieście? Czymś innym jest jednak sprawić, aby ta historia dała się oglądać przez kilka sezonów, zwłaszcza gdy, ludzie domagają się więcej.

Owszem, są wyjątki. Produkcje, które mogę nazwać prawdziwymi, dopracowanymi dziełami sztuki. Sam zakochałem się w dwóch produkcjach Netflixa. „BoJack Horsemen” i „The Kominsky Method” to perełki, za które dziękuję twórcom. Dodatkowo płakałem ze śmiechu przy „GLOW”. Bawił mnie „Archer”, chociaż na dłuższą metę, to twór męczący.

Bez względu na jakość i preferencje, jesteśmy bardziej uzależnieni niż kiedyś. Bezrefleksyjnie chłoniemy treści, których jest coraz więcej. O tym, że telewizja parodiuje i czerpie z samej siebie Wallace pisał w swoim eseju w latach dziewięćdziesiątych. Miał być to postmodernizm w najczystszej postaci. Teraz robi to jeszcze lepiej. Kolejne seriale nawiązują do innych, postaci się przeplatają, osoba dostaje gościnną rolę w serialu, tylko dlatego, że znana jest ze świata telewizji. Rewolucja technologiczna sprawiła, że ten świat jest coraz bliższy i coraz trudniej od niego uciec. Nie musimy już iść do domu, żeby włączyć telewizor na sześć godzin. Nie musimy nawet wychodzić z pracy. Pozdrawiam tutaj kolegę, którego ostatnio w biurze przyłapałem na oglądaniu serialu na telefonie. Jeśli o mnie chodzi, to ta wolność, którą mamy, jest jakoś zbyt mocno przywiązująca. Akceptuję to.  Nie mam wyjścia. Ktoś kiedyś napisał, że gdyby miał wytłumaczyć człowiekowi ze średniowiecza, na czym polega dzisiejsza technologia, pokazałby smartfon i powiedział:

– Wyobraź sobie, że masz w kieszeni pudełko, które daje ci dostęp do całej wiedzy, jaką kiedykolwiek posiadła ludzkość. Wykorzystujesz je, aby przeglądać zdjęcia kotów i kłócić się z obcymi ludźmi.

Więc jeśli uważacie, że platformy VOD sprawiły, że dostaliśmy wybór i świadomie sięgamy po rozrywkę na wyższym poziomie, to mam dla Was złą wiadomość. Oglądanie ciągiem kilku odcinków nowego serialu, ale wygodne przełączanie pomiędzy innymi produkcjami, nie różni się wiele od skakania po kanałach albo oglądania Klanu. Diabeł nie chodzi spać, tylko zmienia ubranie.

Tutaj poczytasz o depresji.

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close