Opowieść o pewnym wirusie

Historia inspirowana szalejącymi problemami zdrowotnymi. Wirusy i te sprawy. Uważajcie na siebie.

Z nieba mi spadła ta izolacja, kwarantanny wszelkiej maści i zamknięcie przybytków rozrywki i kultury. Dane mi było w spokoju siedzieć we własnych czterech ścianach i obserwować postępujące symptomy choroby, bez strachu, że przeniosę owo paskudztwo na inną osobą. Zwłaszcza miałem na uwadze osoby będące w kręgu ryzyka. Mówię o kobietach.

Photo by Andrik Langfield on Unsplash

Wszystko zaczęło się kilka tygodni temu, na jednej z noworocznych korporacyjnych imprez. Zobaczyłem ją przy barze, gdy w towarzystwie nieco mniej atrakcyjnych koleżanek, wlewała w siebie kolejne porcje ciemnej i gęstej cieczy. Z daleka stawiałem, że opcje mogły być dwie – Jagermaister bądź Maggi. Okoliczności wskazywałyby na to pierwsze, ale z drugiej strony, nigdy nie spotkałem kobiety, która lubiłaby szoty jagerka. Poznam po oddechu – pomyślałem i zacząłem zbliżać się w jej stronę, niby przypadkowo, niby kręcąc biodrami, udając, że witam się z kimś po drodze. Wreszcie stanąłem w odległości około półtorej metra, dziś już wiem, że to zalecana bezpieczna odległość i uśmiechnąłem się do niej. Patrzyła na mnie jakbym był korporacyjną roczną premią w innej kwocie niż się spodziewała. Ewidentnie potrzebowała chwili, aby zastanowić się jakie jest jej stanowisko w mojej sprawie. Poczekałem. Cierpliwość jest cnotą, na których stać tylko wielkich tego świata. Wreszcie, gdy minęło kilka chwil, odwzajemniła mój uśmiech, złapała jeden z kieliszków stojących przed nią i popchnęła go w moją stroną, tak jak uczyli nas legendarni twórcy westernów. Nie czekając długo wypiłem ciecz jednym zdecydowanym ruchem. Jagermaiser. Jesteśmy uratowani.

Zbliżyła się do mnie i od razu powiedziała:

– Zawsze pijesz alkohol, który podają ci nieznajomi?

– Zawsze – odparłem zgodnie ze stanem faktycznym.

– A gdybym coś dosypała do tego kieliszka?

– Uznałbym to za komplement.

Wypiliśmy może jeszcze kilka kieliszków, gdy spytała o moje warunki mieszkaniowe. Mieszkałem samotnie w małej kawalerce i czasami bywało to powodem do smutku. Uznałem, że to doskonały moment, by wyjaśnić, że najgorsze w takiej sytuacji jest robienie zakupów, albowiem supermarkety i sklepy wielkopowierzchniowe pakują pożywienie w opakowania tak duże, że człowiek samotny może nie przejeść tego wszystkiego. Czasami mam zwyczajnie ochotę, powiedzmy na jakiś jeden produkt, zachciankę zwykłą, dajmy na to na jakiś serek. Ale serek pakowany jest po sztuk piętnaście, toteż przez najbliższe kilka dni muszę wpierdalać ten zajebany serek, którego w gruncie rzeczy nigdy nie lubiłem, a swojej zachcianki pożałowałem tuż po nabyciu. Owszem, są również i plusy zaistniałej sytuacji…

Przerwała mi.

– Pojedziemy do ciebie? U mnie mąż – powiedziała to w taki sposób, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na tej półkuli. Zabrzmiało to, jakby mówiła: wczoraj padał deszcz. Nie było w tym emocji.

Ostrzegłem ją, że dawno nie sprzątałem, bo kilka lat temu zepsuł mi się odkurzacz, ale nie zrobiło to na niej dużego wrażenia. Wyrozumiała dziewczyna – pomyślałem. Ciekawe czy mąż ma podobne podejście do życia. Po przekroczeniu mojego progu, chciałem zaproponować jej jakąś herbatę, kawę albo chociaż wodę, ale błyskawicznie zarządziła abyśmy poszli do łóżka.

– Masz prezerwatywę? – zaskoczyła mnie tym pytaniem.

– Oczywiście. Jedną sprawdzoną od kilku lat, nigdy mnie nie zawiodła.

– Mam nadzieję, że podczas seksu powstrzymasz się od żartów – tak przedstawiła swoje oczekiwania.

– I bez tego może ci być do śmiechu – podsumowałem.

Przeszliśmy do rzeczy dość szybko. Nie wiem jak to się stało, że nie ubrałem wspomnianej wcześniej prezerwatywy. Wszystko potoczyło się tak błyskawicznie, że mogło mi to umknąć. Nigdy nie miałem zbytnio podzielnej uwagi. Gdy zorientowałem się, że nie dzieli nas nic, żadna lateksowa granica, było już zbyt późno. Owszem – kalkulowałem – powiedzieć o braku prezerwatywy, czy udawać, że nic się nie stało? Gdybym powiedział, mogłaby się zdenerwować, okrzyczeć mnie albo co gorsza, wyjść w połowie. Stosunek przerywany to przecież grzech. Udałem, że nic się nie stało i kontynuowałem swoje ruchy, aż wreszcie wszystko zakończyło się gdzieś na prześcieradle. Po wszystkim pocałowała mnie w czoło, podziękowała grzecznie i zamówiła sobie Ubera. Czekaliśmy na Ivana jakieś piętnaście minut, które uświadomiły nam, że nie bardzo mamy ze sobą o czym rozmawiać.

– Często jeździsz Uberem? – próbowałem zabić niezręczną ciszę.

– Czasami.

– Ja też.

– Fajnie.

– Teraz mają też inne aplikacje do transportu – chciałem pochwalić się swoją wiedzą ogólną.

– Wiem.

– Masz jakąś ulubioną?

– Chyba nie.

– Ja też nie mam. Chociaż, gdybym musiał wybrać, w sytuacji, gdyby ktoś porwał moją mamę i przystawiając jej pistolet do głowy zażądał odpowiedzi, to pewnie wybrałbym właśnie Ubera. Ale to kwestia bardziej przyzwyczajenia niż preferencji.

– Muszę już iść – skwitowała.

– Zobaczymy się jeszcze?

– Mam męża.

– Odbieram to jako „być może”.

– Pa.

Wrzuciłem prześcieradło do pralki, wyjąłem nowe z szafki i poszedłem spać. Kilka tygodni później świat oszalał. W mediach pojawiały się kolejne informacje o zarażonych, najpierw w Chinach, potem we Włoszech, potem wreszcie w moim kraju, a nawet w moim wspaniałym mieście. Mierzyłem temperaturę każdego dnia, próbowałem kaszleć, biegałem po schodach, żeby sprawdzić, czy zadyszkę mam większą niż zwykle. Sprawdzanie symptomów było najważniejsze. Gdy pewnego poranka, po suto zakrapianej imprezie, podczas której wypaliłem sam ze trzy paczki papierosów, miałem problemy z oddychaniem, zadzwoniłem do pracy informując o potrzebie kwarantanny. Kilka tygodni później pozamykali wszystkie szkoły, lokale i cała moja firma przeniosła się na pracę z domu.

Ale to był już czas, gdy przestałem przejmować się niebezpieczeństwem zarażenia koronawirusem. Owszem, wiedziałem, że to może mnie zabić, wiedziałem, że mogę go nosić i przekazać przez przypadek osobom starszym i szczególnie narażonym. Ale byłem w tym wszystkim racjonalny. Swędzenie w miejscach intymnych, ból przy oddawaniu moczu i parę jeszcze bardziej wstydliwych objawów, pozwoliły mi zupełnie inaczej ustawić życiowe priorytety.

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close