Opowieść przedświąteczna

Święta to dziwny czas. Co roku robię bardzo dużo, aby polubić ten nastrój i te dni, które jakoś nigdy nie wydawały mi się wyjątkowo wesołe. Opowieść przedświąteczna powstała, gdy przypomniało mi się pewne wydarzenie z lat, kiedy inne były moje plany, ambicje i kilogramy. Może jest i krótka, ale przynajmniej za darmo.

 

Nigdy nie znałem żadnego samobójcy. Znam i znałem wielu takich, którzy potencjalnie mogliby to sobie zrobić, natomiast ciągle, nie mogłem pochwalić się znajomością z kimś, kto skutecznie targnąłby się na swoje życie. Myślę, że być może właśnie dlatego, samobójstwo mnie fascynowało i myślałem o nim stale. Nie chodziło mi o moje własne, na to nigdy bym się nie odważył. To, co mnie fascynowało, to myśli, które doprowadzają człowieka do takiego czynu. Życie oddałbym za myśl o mocy tak potężnej, że ludzie dla niej gotowi są się zabić.

Niektórzy mogą twierdzić, że za moja postawą stoi depresja. Nieleczona, może mieć bardzo poważne i tragiczne następstwa. Ja swoją próbowałem leczyć alkoholem, który wypłukiwał moje minerały, co z kolei powodowało, że depresja pogłębiała się, więc próbowałem leczyć ją alkoholem, który to wypłukiwał minerały z mojego organizmu. Można to nazwać cyklem życia.

W jakiś zboczony sposób, oczekiwałem Świąt Bożego Narodzenia. Nie od dziś wiadomo, że jest to okres wzmożonej aktywności samobójców. Czy to samotność, problemy finansowe, płacz nad niedolą karpia w wannie- jakieś tajemnicze siły sprawiają, że okres, który winien być radosnym i pełnym nadziei, okazuje się być czasem, gdy ludzie nie widzą wyjścia ze swojej beznadziei.

Rokrocznie, obserwowałem zachowanie moich znajomych, zastanawiając się, który z nich może tego roku targnąć się na swoje życie. Dla pewności, prowadziłem z nimi długie rozmowy, chcąc za wszelką cenę wyłapać cóż takiego może drzemać w ich głowach. Mijały dni, a populacja moich znajomych pozostawała na swoim stałym poziomie, co z jednej strony radowało mnie niezmiernie, a z drugiej strony powodowało, że poczucie pustki, które towarzyszyło mi przez większość roku, dawało się znacznie bardziej we znaki.

Pozostał jeden dzień do wigilii, a ja rozsiadłem się na siedzeniu w wagonie klasy drugiej i oczekiwałem, aż pociąg, opóźniony o całe czterdzieści minut, wreszcie odjedzie. Zmierzałem na święta do rodziny, a pociągi wydawały mi się najlepszym środkiem lokomocji. Nie o wygodę chodziło, nie o czas czy cenę, chodziło o te kilka godzin z nosem przyklejonym do szyby, podczas których, byłem zarówno szczęśliwy, jak i pogrążony w rozpaczy. Swój dom opuściłem, więc teoretycznie rozpacz była daleko za mną, jeszcze jednak nie dotarłem do końcowej stacji, więc nie mogłem powiedzieć na pewno, że czeka mnie szczęście. Dopóki nie dojadę na miejsce, będę zarówno w jednym stanie, jak i w drugim. Jak ten słynny kot.

Tony stali mozolnie przemieszczały się przez mój umiarkowanie piękny kraj, a ja odpływałem myślami w miejsca, których dzisiaj nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Wjeżdżając na jedną z małych stacji na południu Polski, wydarzyło się coś, co przerwało monotonię jazdy. Pociąg zahamował nagle, a ludzie zgromadzeni na peronie, miast zwyczajnego pozbawionego emocji wyczekiwania, podczas którego, starają się unikać innych osób, stłoczyli się w jednym miejscu, krzycząc coś, czego ja dokładnie dosłyszeć nie byłem w stanie. Słowo „kolejarz” było jedynym, które wychwyciłem.
Wyszedłem z pociągu i spytałem jednego z gapiów, co się stało.
– Kolejarz wskoczył pod pociąg.
– Pracownik kolei? – zapytałem.
– Kolejarz. Miejscowy wariat. Kręcił się od lat po peronie i wydawało mu się, że tutaj pracuje. Mówił ludziom, że mają odsunąć się od krawędzi peronu, witał pociągi, normalny wariat.

Wróciłem na swoje miejsce i spokojnie czekałem, aż pociąg ruszy w dalszą trasę.
– Lepiej? – usłyszałem.
– Nie rozumiem? – spytałem i zobaczyłem uśmiechającą się do mnie kobietę, która siedziała od samego początku podróży naprzeciwko mnie.
– Źle pan wyglądał, wyszedł się pan przewietrzyć, teraz już jest panu lepiej? – spytała raz jeszcze.
– Mi niekoniecznie, ale jednej osobie na pewno.

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close