Poczekalnia

Drugi raz przeczytałem „Pizzerię Kamikaze” Etgara Kereta i przyznaję się bez bicia, że to dzieło było pierwszą inspiracją do powstania tej historii. Szczęśliwie, zawsze miałem problemy z inspiracją, więc daleko podobieństwa nie sięgają. „Poczekalnia” to w gruncie rzeczy optymistyczna opowieść.

 

Równo tydzień po mnie trafiła do nas cała zgraja nowych. Pojawili się o tym samym czasie, więc zaraz zaczęły się domysły:

– Pewno wypadek autokaru – obstawiał Krzysiek.

– Dupa tam, a nie autokar, zamach znowu pewnie – Artur był przekonany.

I jeden i drugi mieli rację – obywatel Republiki Federalnej Niemiec wysadził się w autokarze, zabijając czterdziestu dwóch pasażerów, kierowcę i kota przewożonego przez pewną sympatyczną starszą panią. Od razu trafili do nas, niektórzy pozbawieni członków, wszyscy w sporym szoku. Brakowało tylko kota. Był to pierwszy zamach odkąd tutaj trafiłem, więc stałem w tłumie gapiów i przyglądałem się inicjacji.

Siedem dni wcześniej powiesiłem się na lampie w wynajętej górskiej chacie. Fatalne doświadczenie. Przyznaję, że gdybym mógł cofnąć czas, wybrałbym coś innego. Niektórzy chwalili sobie tabletki zapijane alkoholem, mówili, że zwyczajnie kładzie się spać żywy człowiek, a budzi trup. Zero bólu. Mnie bolało jak cholera, teraz na szyi widać odcisk po kablu, który posłużył mi za stryczek. Głupia sprawa, wiele tutaj ładnych i zagubionych dziewcząt, a ja chodzę z czerwonym śladem na karku. Owijam się szalikiem, co nadaje mi lekko artystycznego sznytu, jednak nie wszędzie patrzą przychylnie na męskie ozdoby. Ludzie tutaj są raczej konserwatywni. W sumie to dobrze, że zrezygnowałem ze strzału w głowę, łaziłbym teraz ze sporą dziurą w dyni i byłbym pośmiewiskiem jak Karol, który w osiemdziesiątym trzecim zastrzelił żonę, jej kochanka, a po wszystkim rozwalił łeb i sobie. Trafiła tutaj cała trójka, jednak myli się ten, co twierdzi, że ta sytuacja czegoś ich nauczyła. Tworzą dziwny trójkąt miłosny, pozornie twierdząc, że masakra pozwoliła im spojrzeć z dystansem na świętą przysięgę małżeńską. W gruncie rzeczy są jednak bardzo nieszczęśliwi, czemu dają głośny wyraz po spożyciu alkoholu.

Gdy zabrakło mi powietrza i odpłynąłem nie wydarzyło się nic wartego uwagi. Zwyczajnie otworzyłem oczy i znalazłem się tutaj. Przez kilka minut nie potrafiłem dojść do siebie, zastanawiałem się dlaczego jestem świadomy. Pierwszy przywitał mnie Krzysiek:

– Witamy nowego! Widzę kolega wisielec? Winszuję odwagi, nie ma to tamto. Krzysztof moje imię. Ja niestety mniej spektakularnie, zwykły rak płuc – po tych słowach zapalił papierosa. – Nałóg zostaje nawet po śmierci. Chociaż powiem szczerze, że to już nie to samo, jak się wie, że już nie zaszkodzi, to nie smakuje tak bardzo. Kolega w szoku widzę.

– Gdzie ja jestem? – Tak. Moje pierwsze słowa w czyśćcu były banalne.

– W poczekalni – poinstruował mnie Krzysiek. – W tradycjach chrześcijańskich nazywa się to czyśćcem, ale nazwy nie mają znaczenia. W sumie co ma?

Rozejrzałem się wkoło, miejsce rzeczywiście przypominało poczekalnię dworca PKSu z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku.

– I jak długo będę czekał?

– Cholera wie – szczerość Krzyśka sprawiała, że zacząłem czuć do niego nić sympatii. – Zależy co takiego zrobiłeś za życia, nie licząc tego seppuku.

– W sumie nic takiego – zacząłem robić rachunek sumienia. – Trochę masturbacji za młodu, pijaństwo, ale w granicach rozsądku, kiedyś życzyłem śmierci takiemu pajacowi w audi.

– Czyli niewinny! – Krzysiek wydawał się być uradowany. – Tutaj wszyscy są niewinni. Artur! – zawołał faceta z nożem w plecach. – Artur, za co kiblujesz?

– Za nic, jestem niewinny. Wbili mi nóż w plecy w barze. W Krakowie, tuż po wojnie, tak mi się wydaje. Ale w życiu krzywdy nikomu nie zrobiłem.

– Widzisz – informował mnie Krzysiek. – Tutaj wszyscy są niewinni i to jest problem – zawinąć się stąd możesz dopiero, kiedy zrozumiesz co takiego zrobiłeś. Dlatego nie pamiętam nikogo, kto poszedłby dalej, a jestem tutaj już dość długo. Ale nie przejmuj się, nie jest tutaj wcale tak źle.

Wprowadził mnie we wszystko. Na piętrze dworca znajdowały się pokoje, które każdy mógł zająć wedle uznania. Trzeba było samemu zmieniać pościel i dbać o porządek. Nie można było hałasować, dlatego moje marzenia o spotkaniu zmarłych gwiazd muzyki rockowej uleciały błyskawicznie. Podobno wszyscy poszli w świat, gdzie podobno są ciekawe atrakcje. Okolice poczekalni były dla świeżaków lub dla tych leniwych. Ogólnie nie było źle- na tyłach dworca była stołówka, gdzie serwowano domowe jedzenie, najczęściej pierogi i gulasz na plackach ziemniaczanych. Po drugiej stronie ulicy był bar, gdzie można było napić się piwa i zjeść zapiekankę. Był też telewizor, gdzie pokazywano wydarzenia sportowe. Krzysiek cieszył się, że Kazimierz Deyna znowu gra w Legii i czasami tylko marudził, że raczej nie pójdzie poziom wyżej.

– Poziom wyżej? Masz na myśli niebo?

– W pewnym sensie. Mówię o lidze mistrzów. Polski klub nie potrafi się zakwalifikować od wielu lat.

Zamieszkałem w pokoju, który przyszło mi dzielić z małym i grubym facetem w średnim wieku. Nie chciał za wiele o sobie powiedzieć, natomiast ujrzawszy moją bliznę na szyi wymamrotał, że jestem grzesznikiem i żyję bez Boga.

– To Święty – wyjaśnił Krzysiek. – Święty za życia był gorliwym katolikiem, który zmarł na zawał serca w trakcie corocznej pieszej pielgrzymki do Częstochowy. Szlag go trafił, jak zobaczył obściskującą się młodą parę studentów. Trafił tutaj wiele lat temu i ciągle nie potrafi się z tym pogodzić. Wydaje mu się, że znalazł się w poczekalni przez pomyłkę. Powinien od razu udać się w raju. Wywyższa się i uważa nas za grzeszny motłoch. Nie jest zbyt towarzyski. Moim zdaniem, jeśli ktoś po śmierci jest wrednym kutasem, to za życia musiał był jeszcze większym chujem.

Krzysiek podzielił się ze mną swoim spostrzeżeniem, jakoby raj to była ściema, którą rozpuszczono tylko po to, żeby trzymać nas w ryzach i jego zdaniem Boga nie ma, a życie po śmierci jest tak samo beznadziejne jak to przed. Jedynym plusem miało być darmowe jedzenie.

Obserwowałem tłoczących się nowych, do których powoli zaczęło dochodzić co takiego się stało. Błyskawicznie zawiązali front przeciwko zamachowcy, niektórzy nawet zaczęli protestować.

– Dlaczego mamy iść do tego samego miejsca?

Inni zwracali się bezpośrednio przeciwko niemu.

– Dumny z siebie jesteś baranie ty jeden?

Niemiec znalazł się na samym końcu kolejki, próbował się tłumaczyć, ale nikt nie był zainteresowany tym co może mieć do powiedzenia.

– W czyśćcu najgorzej mają zamachowcy samobójcy, sprawcy wypadków drogowych i kucharze pechowcy. Kiedyś trafili tutaj goście z wesela, zatruli się pasztetem wegańskim. Kucharz przyszedł razem z nimi, przy okazji wyszło na jaw, że podjadał to co miało iść na stół. Para młoda ciągle mu wypomina, że nażarł się za ich pieniądze. Tacy ludzie są marginalizowani – Krzysiek kolejny raz przybliżył mi panujące w poczekalni zasady.

Niemiec prawdopodobnie uda się do obozu na południu, inni odtrąceni zbudowali tam swoją osadę, czasami sprzedają organiczną żywność.

Miałem dość widowisk jak na jeden dzień, drzemka była jedynym o czym teraz marzyłem. Wróciłem do swojego pokoju, gdzie zastałem Świętego w otoczeniu zupełnie obcych mi osób.

– Już tutaj nie nocujesz- zaczął bezpośrednio. – To miejsce należy teraz do nas, czyli tych, którzy przyniosą prawdziwe szczęście i moralne odkupienie.

– Ćpałeś? – zapytałem.

– Mam dość takiego motłochu. Za nic macie sobie zasady moralne i boskie. Pokoje będą teraz dostępne tylko dla osób tego godnych. Samobójcy godni nie są. Zszargałeś świętość jakim jest…

– Słuchaj, mam cię w dupie. Cokolwiek sprawia, że jesteś szczęśliwy jest ok. Wezmę tylko odtwarzacz z muzyką i uciekam. Mam tam wgrane Sonic Youth.

Zabrałem odtwarzacz i wyszedłem na zewnątrz. Przez chwilę zastanawiałem się, w którym kierunku się udać. Wymacałem ręką swoją bliznę na szyi i popatrzyłem na poczekalnię. Poczułem ogromną ulgę, gdy dotarło do mnie, że nie ma to absolutnie żadnego znaczenia.

Wrocław, 2017

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close