Przyśnione

Każdy z nas ma coś czego się wstydzi. Moje życie składa się głównie z tego typu przypadków czy chwil. Czy to zachowanie po pijaku, czy to moje myśli, czy też to kim byłem kilka lat, tygodni, dni temu. Jest i takie opowiadanie, które znalazłem dzisiaj na swoim zewnętrznym dysku. Nie pamiętam kiedy je napisałem, wiem tylko tyle, że pełne jest błędów i napisane jest fatalnie. Śmiało mogę powiedzieć, że czytając je, czuję tylko wstyd. Jakbym stał nagi pośrodku pokoju perfekcyjnych osób, wytykających mi każdą niedoskonałość mojej osoby.

Dlaczego więc je tutaj wrzucam?

Dla jednego zdania, które mnie umiarkowanie rozbawiło. Nie wiem czemu, ale czasami tak jest, że jedno zdanie sprawia, że człowiek patrzy przychylniej na otaczający je stek bzdur. Oto i ono:

Ona piła latte, a on nie miał pieniędzy

 statek

Przyśnione

Ustalmy jedno- życie Filipa było pasmem nudnych i pozbawionych większych emocji scen. Nie potrafił nawet uciekać w krainę swojej wyobraźni, gdyż wyobraźnia jego była niczym suknia ślubna po praniu w nieodpowiednim programie- szara i nie warta złotówki. Jeśli chodzi o sny- tutaj podobne bezrybie, gdzie jedyny rak to ten z przerzutami do kości.

Kiedy Filip wpadł na Patrycję postanowił odwrócić wzrok i udawać, że mur wrocławskiej kamienicy jest znacznie ciekawszy niż jej atrakcyjna sylwetka. Była to kompletna bzdura. Nawet mury oglądały się za sylwetką Patrycji, a ona, jako świadoma dziewczyna doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
– Będziesz teraz udawał, że mnie nie znasz? – zapytała.
– Nie poznałem cię, przepraszam- odpowiedział, chociaż wolałby rozmawiać z murem, ten przynajmniej nigdy nie odwrócił się od niego.

Pragnął uciec. Patrycja wiedziała czego potrzebował. Wylądowali w pobliskiej knajpie i już kilka minut później raczyli się cudownym napojem. Ona piła latte, a on nie miał pieniędzy. W takich chwilach, kiedy dwie osoby siedzą razem przy kawiarnianym stoliku, w naszej cywilizacji przyjęło się, że muszą o czymś rozmawiać. Na potrzeby tej historii uznajmy, że i w ich przypadku tak było.

Patrycja: Co słychać? Nie odzywasz się do mnie od czasu tego dziwnego nieporozumienia.
Filip: To było nieporozumienie? Ładnie to określiłaś.
Patrycja: Czy nie możemy porozmawiać normalnie? Zawsze dobrze mi się z tobą rozmawiało.

Padło trochę więcej słów, myślę jednak, że przytaczanie wszystkich pozbawione jest sensu. Jeśli chcecie wiedzieć o czym mogli rozmawiać, wybierzcie się do najbliższej kawiarni i podsłuchajcie rozmowy dwóch siedzących przy jednym stoliku osób. Najważniejsze jest to, że w pewnym momencie zaczęli rozmawiać o snach. Patrycja uwielbiała swoje sny, były kolorowe jak jest sukienka, pełne życia jak ona sama i zapadały w pamięć jak jej piersi. Opowiedziała mu swój ulubiony. Sen o okręcie. Okręt płynie, fale uderzają o jego rufę, a woda pod nim jest przezroczysta, widać piaszczyste dno jakby woda była tylko delikatną, prawie niewidzialną powłoką. Z okrętu widać ląd, okręt zbliża się, niejako unosi nad powierzchnią wody. Te kilka minut to najcudowniejsze uczucie na świecie, te kilka minut, to moment nadziei przeplatanej z błogością. Uczucie spełniania ostatecznego i gwarancja szczęścia zastanego na lądzie. Nie są to marzenia o byciu rybakiem i ucieczce od świdrujących klatkę piersiową wspomnień o suchej ziemi. Sen urywa się gdy okręt jest kilkadziesiąt metrów od brzegu. Nie sprawia to jednak, że Patrycja jest zasmucona, wręcz przeciwnie, śni kolejny raz i tym razem sen urywa się, gdy odległość jest mniejsza. Jeszcze kilka nocy i dopłynie do brzegu, jeszcze kilka nocy i poczuje się całkowicie spełniona. Pochwaliła mu się wszystkim, z najdrobniejszymi szczegółami. Łącznie z tym, czego mówić nie powinna.

Każdy miewa tajemnice, tajemnicą Patrycji były nie tylko sztuczne piersi, było nią również pewne miejsce. Miejsce, które znalazła przypadkiem, prawdopodobnie wtedy, kiedy najbardziej go potrzebowała. Było to dzień po pierwszym śnie z okrętem w roli głównej, gdy pragnęła tylko, znowu zasnąć. Chciała położyć się w swoim wygodnym łóżku i dobić do brzegu. Robiła wszystko, aby wywołać świadomy sen i postawić w końcu stopę na suchym lądzie. Niestety, kiedy już udawało jej się przywołać okręt, na jego pokładzie znajdowała się grupa cygańskich grajków, którzy nie dają jej spokojnie śnić. Innym razem okręt rozbił się o górę lodową, a Patrycja egoistycznie nie wpuściła Leonardo di Caprio na dryfująca deskę. Kolejnej nocy okręt nie pojawia się wcale, miast niego Patrycja znajduje się na środku pustyni i ucieka przed lwem. Lew dogania ją i kiedy odgryza jej jedną nogę, budzi się przerażona.

Kiedy już zupełnie traci nadzieję, odnajduje to miejsce. Wypożyczalnię snów. Nie wie jak to się stało, zbłądziła goniona postępującym szaleństwem. Przeczytała szyld i wstąpiła. Nie wierzyła własnym oczom. Na bibliotecznych półkach znajdowały się setki tysięcy pudełek poukładanych alfabetycznie. Na każdym z nich znajdował się tytuł snu i krótki opis, obsada oraz opinie krytyków. Za ladą stał uśmiechnięty starszy pan wyglądem przypominający człeka z XIX wieku.
– Szuka pani czegoś konkretnego? – zapytał Starzec.
Opisała mu swój sen o okręcie, Starzec pokiwał głową i wydał instrukcję- Regał BG683, pod „O”. Gdy po kilkudziesięciu sekundach szukania Patrycja wzięła do rąk pudełeczko z tytułem „Okręt cumuje”, wiedziała, że odnalazła spokój.

Codziennie wieczorem Partycja wypożyczała ten sen, co rano odnosiła go, skrupulatnie pilnując aby nie przedłużyć czasu i uniknąć kary za przetrzymywanie. I w końcu dopłynęłaby do brzegu gdyby nie to, że pewnego dnia Starszy pan zza lady nie miał do przekazania dobrych informacji.
– Jakiś chłopak pytał o pani ulubiony sen. Gdy mu go pokazałem, wyrwał mi go i zwiał, bandyta.

Przez kilka dni pytała o sen i odpowiedź była taka sama. Tydzień później nie potrafiła już odnaleźć wypożyczalni. Dwa tygodnie później nie potrafiła już spać.

Filip na brzegu nie znalazł nic interesującego.

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close