Rzeczy, które robisz będąc martwym

Nominuję ten tekst w kategorii najbardziej demotywującego tekstu roku. Przynajmniej ma fajny tytuł. Przyznaję, że nie mój. Oto rzeczy, które robisz będąc martwym

Każdy w swoim krótkim żywocie powinien znaleźć swoją niszę. Pozwoli mu to lepiej ustawić się na tym parszywym świecie, w którym konkurencja jest jedną z niewielu stałych, jakie nam pozostały. Myślę, że między innymi dlatego, brzydkie aktorki porno tak chętnie zgadzają się na sceny seksu analnego- czymś muszą przyciągnąć wielbicieli śliskiej kinematografii. Ja sam o tym nie wiem zbyt wiele, tylko tyle, ile opowiedział mi kolega. Tak czy siak, dzisiaj będzie o tym, że ja znalazłem swoją niszę. W tym świecie, w którym rozwój osobisty stał się ważniejszy niż stare dobre siedzenie z browarem przed telewizorem. W którym wychodzenie ze strefy komfortu stało się tak powszechnym hasłem, że wkrótce wszyscy będą tak chętnie ową strefę opuszczać, że przebywanie w niej będzie czymś tak niepopularnym i trudnym, że samo w sobie będzie również opuszczaniem tej strefy. Nadążacie? Otóż ja chciałbym powiedzieć, że mam dość czytania o tym, jak komuś się udało i jakie to wszystko jest proste, że wystarczy tylko chcieć. Jeśli coś jest łatwe, to po jaką cholerę pisać o tym artykuł? Jeśli mogę wszystko, to dlaczego mam nad sobą pracować? Nic nie mogę i taka jest prawda.

hop

Weźmy na przykład ten tekst- jedyne, co mi się w nim udało to tytuł, a i on jest zapożyczony. W zasadzie mógłbym dalej nie pisać, tylko zamieścić linka do utworu wielkiego Warrena Zevona „Things To Do In Denver When You’re Dead”, zrozumiecie o co chodzi. Ale tyle o mnie. Teraz o Was.

W gruncie rzeczy nikt z Was nie jest nikim szczególnym. Fakt, każdy człowiek jest inny, każdy jest indywiduum, ale czy przy ponad siedmiu miliardach ludzi na świecie, ma to jakiekolwiek znaczenie? To, że napiszesz na Facebooku, że jesteś sobą, nie czyni Cię nikim nadzwyczajnym, przepraszam ale to prawda. Jeśli każdy jest nadzwyczajny, to nadzwyczajność należałoby uznać za coś całkowicie naturalnego, więc czym tu się do jasnej cholery chwalić? I dlaczego chwalisz się tym mając na sobie ubranie z sieciówki? Zdajesz sobie sprawę, że małe nadzwyczajne pakistańskie rączki, wyprodukowały kilka tysięcy egzemplarzy takich samych spodni, dla takich samych, podobnych do Ciebie nadzwyczajnych jednostek? Czy teraz czujesz się mniejszy?

Może też być tak, że masz jakąś fajną umiejętność. Dajmy na to- masz talent do słów. Umiesz się nimi posługiwać lepiej niż nie jeden wybitny szermierz swoim orężem. Bo czemuż by nie? Masz przecież do tego pełne prawo. Być może potrafisz stworzyć cudowną historię, albo zdanie, które sprawia, że serca niewieście łakną bardziej Twojej obecności. Nie zamierzam Ci tego odbierać. Zmierzam jedynie do tego, że każda długo historia składa się z krótszych opowieści, które to z kolei składają się ze zdań. Zdania natomiast, by były zdaniami, winne posiadać orzeczenia. Orzeczenie jest słowem. Podobnie zresztą, jak znaczna większość tego co się w zdaniu znajduje. Słowa. Słowa znajdziesz w słowniku, skoro tam się znajdują, to oznacza, że zostały już wcześniej przez kogoś użyte. Każde słowo było już kiedyś przez kogoś wypowiedziane. Jak się teraz czujesz, gdy dociera do Ciebie, że wszystko co mówisz, jest w gruncie rzeczy plagiatem?

Podobno równi jesteśmy wobec Jakiegoś Boga. Nie mam co do tego pewności, nigdy go nie widziałem, nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek z nim rozmawiał. Może ten jeden raz, ale nie odzywał się dopóki nie zaczęły działać narkotyki. Jeśli masz pewność, że On jest, to też nie jest to nic szczególnego. Nie różnisz się niczym od milionów ludzi na całej planecie. Nie twierdzę też, że jest w tym coś złego, nie zrozum mnie źle. To jest Twoja sprawa. Powiedz mi tylko, jak czujesz się z tym, że miliony ludzi na świecie, czują taką samą pewność co do wyższości swojego boga jak Ty co do swojego? Jeśli każda z większych grup wyznaniowych uważa, że bóg jest jeden, to dlaczego jest tyle tych grup?

Tylko pytam, nie musisz się denerwować. O bogach pisałem tylko dlatego, żeby mieć argument by płynnie przejść do tematu śmierci. Jakoś od zawsze myśl o jednym nasuwała mi skojarzenia z tym drugim. Taki odruch, jak u tego słynnego psa. Śmierć to jedyne wobec czego jesteśmy równi, chyba, że jesteś tym cwaniakiem, któremu udało się odkryć tajemnicę nieśmiertelności, wtedy napisz do mnie maila, dogadamy się jakoś.

Na koniec dnia czekają na nas dwie rzeczy- śmierć i dziwny rachunek Orange. To drugie może nawet przychodzić po śmierci. A teraz wyobraź sobie mecz piłkarski, finał mistrzostw Europy. Dajmy na to- Polska prowadzi z Niemcami cztery do zera i właśnie zaczęła się osiemdziesiąta ósma minuta. Czy nazwiesz już Polaków mistrzami? Nie da się fizycznie w dwie minuty strzelić czterech bramek by wyrównać. Nie da się tego zmienić, więc możesz już powiedzieć, że Polska jest mistrzem, chociaż jeszcze nie odebrała medalu. Domyślasz się już o co mi chodzi? Ty jeszcze oddychasz, jeszcze chodzisz po ziemi, jeszcze nie zostałeś pochowany, ale już wiesz, że kiedyś umrzesz- nie da się tego zmienić. Więc może będę nazywał Cię trupem?

Teraz wstań i idź. Pójdź do kina, pójdź do restauracji, upij się z kumplami. To w zasadzie nie ma znaczenia co będziesz robił. Rób cokolwiek. Rób wszystkie te fajne i mniej fajne rzeczy. Rzeczy, które robisz będąc martwym.

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close