Podwrocławskie Siedlisko Tajemnic

Pamiętnik Prawdziwego Podróżnika II

Pracze Odrzańskie – Podwrocławskie Siedlisko Tajemnic

Na specjalne życzenie jednego z czytelników, powracam do opisywania tajemniczych i wartych odwiedzenia miejsc. Tym razem są to magiczne Pracze Odrzańskie.

Niektórzy, być może zapytają, cóż takiego interesującego znajduje się w tym miejscu i dlaczego nie ma o tym ani słowa w przewodnikach. Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Nie jest moją intencją powtarzanie wielu teorii spiskowych, w myśl których po 1989 roku postanowiono wymazać Pracze Odrzańskie z map i w miejscu tym uczynić kolonię karną dla osób skazanych za przestępstwa przeciwko rodzinie i opiece. Nie jest również moją intencją oczernianie tego malowniczego miejsca, dlatego o innych teoriach i stereotypach na temat Pracz również nie będę wspominał. Intencja moją jest przybliżenie historii tej miejscowości i dodanie kolejnego ważnego punktu na turystycznej mapie Polski. Ale po kolei.

Magiczne zabytki

Wchodząc na stronę Wikipedii, w paragrafie dotyczącym zabytków, znaleźć można następujące pozycje:
-kościół ewangelicki, obecnie rzym.-kat. pw. św. Anny,
-plebania ewangelicka, obecnie rzym.-kat.,
-zespół szpitalny, niegdyś zespół szkół rolniczych.

Już na pierwszy rzut oka widać, że jest zbyt mało zabytków, a zbyt wiele skrótów. Pracze zasługują na więcej. Między innymi dlatego, w 2009 roku powołany został specjalny komitet do spraw budowy nowych historycznych zabytków w Praczach Odrzańskich. Komitet planował wybudowanie gotyckiej katedry tuż przy ulicy Maślickiej. W tym celu utworzona została speckomisja, której zadaniem była podróż do Amiens i zrobienie jak największej ilości zdjęć słynnej katedry, aby można było odtworzyć budowlę w Polsce. Problemem były, jak to często bywa w naszym kraju, fundusze. Komitet ubiegał się się o dofinansowanie z Unii Europejskiej. Niestety, na przeszkodzie stanęła brukselska biurokracja- budowa gotyckiej katedry nie mogła być traktowana jako innowacja, również kategoryzowanie jej jako rewitalizacja nie wchodziło w grę. Komitet nie załamał rąk. W późniejszym okresie starał się o przyznanie organizacji igrzysk olimpijskich w 776 roku p.n.e. niestety, aplikacja została złożona o ponad dwa i pół tysiąca lat zbyt późno. Komitet zapowiada, że nie będzie składał broni i sprawi, że Pracze dostaną takie zabytki na jakie zasługują. W planach jest między innymi budowa XVIII wiecznego skansenu, młyna wodnego i repliki Titanica.

Mroczna historia

Na początku XX wieku w Praczach powstał zakład dla osób ubogich i nieuleczalnie chorych. W późniejszym okresie powstał budynek szpitala dla kobiet chorych na epilepsję w projekcie którego palce maczał sam Max Berg. Po pierwszej wojnie światowej budynki szpitalne przeznaczono dla gruźlików. I tutaj zaczyna się fascynująca historia, historia pomysłu, który powstać mógł tylko w umyśle prawdziwego szaleńca.

W 1932 roku w szpitalu przebywał niejaki Wilhelm Probos, cierpiący na gruźlicę duchowny, a z zamiłowania historyk. Zafascynowany historią kaplicy czaszek w Kudowie Zdroju, zapragnął stworzyć coś podobnego. Probos postanowił zbudować kaplicę stworzoną z płuc osób zmarłych na gruźlicę, aby modlić się za ich dusze, oraz sprzedawać tam drobne pamiątki i dewocjonalia. Problemy ze zdobyciem dobrych jakości płuc, sprawiły, że biedny Wilhelm zmienił profil kaplicy i miast płuc postanowił wykorzystać własne rysunki płuc gruźlików. Niestety, Probos był dość słaby z anatomii, co sprawiło, że rysunki przedstawiały nic nie przypominające plamy. W związku z problemami z pozwoleniem na budowę kaplicy na terenie szpitala, Probos zmuszony został do wyklejenia rysunkami własnej kwatery szpitalnej, a i tym nie mógł cieszyć się zbyt długo, gdyż wkrótce po wyklejeniu zmarł. Nic nie wiadomo na temat sprzedanych przez niego pamiątek i dewocjonaliów.

Pociąg nadziei.

W ostatnim czasie o Praczach znowu zrobiło się głośno. Głownie za sprawą legendarnego złotego pociągu ukrytego gdzieś pod Wałbrzychem. Grupa zapaleńców postanowiła przeszukać okolice dworca PKP aby odkryć wypełnionymi skarbami pociąg. Oto co mówi jeden z przedstawicieli:

– O pociągu wiadomo tyle, że wyjechał z Wrocławia i nigdzie nie dojechał. Wszyscy mówią o Wałbrzychu, ale my uważamy, że pomijanie nas jest wyrazem nietolerancji. Po pierwsze- Pracze mają kolejowe połączenie z Wrocławiem, więc pociąg mógł jechać tędy, a po drugie, nikt nie udowodnił, że go tutaj nie ma. Te dwa powody powinny wystarczyć, aby rząd zainteresował się tą sprawą. Oczywiście, że próbowaliśmy kopać i szukać w Wałbrzychu, ale mogliśmy to robić tylko w sobotę bo w niedzielę nie wolno pracować, a w poniedziałek musieliśmy wracać do pracy. W Praczach jest łatwiej- można wyskoczyć po robocie, a i nie ma takiego tłoku jak w Wałbrzychu.

Póki co, grupie udało się znaleźć pochodzący z pierwszej połowy XXI wieku kask rowerowy w kolorze czerwonym, dwie paczki prezerwatyw i parę kochanków, którzy podejrzewani są o bycie właścicielami tychże paczek. Grupa domaga się od Rzeczpospolitej Polski dziesięciu procent wartości znaleziska. Państwo Izrael póki co nie zgłasza swoich pretensji do prezerwatyw, natomiast chętnie przyjmie kask rowerowy.

Idealne na weekend.

Dzisiejsze Pracze to wrocławska dzielnica w której życie toczy się nieco innym tempem. Miejsce to wydaje się być idealną opcją na spędzenie taniego urlopu dla osób zmęczonych miejskim hałasem. Dodatkowym plusem jest to, że Pracze oficjalnie ogłaszają się „Strefą wolną od hipsterów” gdzie iPhony tracą swój zasięg, a Starbucks objęty jest dodatkowym podatkiem nazywanym „podatkiem od bycia Starbucksem”.

Polecam na weekend dla całej rodziny.

Tutaj znajdziesz opis Czeskiej Perły Destne

amiens_public_domain

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close