Taniec z wujkami. Thriller weselny

Podobno wakacje to sezon weselny. Sezon, gdy wujkowie w całym kraju poprawiają wąsy i pastują swoje buty. Wpuszczeni jak lis do kurnika, harcują ile dusze ich zapragną. O tym jest ta historia. Taniec z wujkami.

Photo by Timothée Pons on Unsplash

Wesela nie są dla państwa młodych. Wesela nie są również dla rodziców państwa młodych, dla czy bogobojnej babci. Aby jeszcze spotęgować zaskoczenie, dodam, że wesela nie są również dla Boga najwyższego i nie dla zapewnienia ciągłości gatunku. Wesela są dla wujków, aby mogli napić się wódeczki ze szwagrami i potańczyć z młodymi dziewczętami. Pierwsza tajemnica rozwikłana.

Marcin wylądował na tym weselu nieco przypadkowo. Kilka dni wcześniej, umówił się na chwilę z kolegami w jednym z modnych lokali i gdy obudził się z głową na blacie, okazało się, że koledzy już poszli i został sam jak palec. W pierwszej kolejności sprawdził, czy nikt nie zabrał mu portfela i telefonu, a gdy odpowiedzi na te pytania go uspokoiły, zaczął się zastanawiać nad dalszym ruchem.

Podszedł do baru i zamówił  kieliszek wiśniówki. Wypił błyskawicznie i zawarty w cieczy cukier natychmiast dodał mu życiowej energii. Nie chciał jeszcze iść do domu, toteż wypatrzył dziewczynę, która samotnie pląsała na parkiecie i postanowił dotrzymać jej towarzystwa. Nie przedłużając, bo i nie ma po co, zagrała jakaś chemia między nimi i pozamiatali parkiet.
Gdy zmęczeni wylądowali obok barowej lady, Marcin zamówił dwie wiśniówki. Zreflektował się po chwili i przemówił do dziewczyny:

– Przepraszam, a co dla ciebie?

Uśmiechnęła się i również wybrała wiśniówkę. Wypili i zamienili kilka słów. Dziewczyna zdobyła się na odwagę i złożyła Marcinowi nietypową propozycję.

– W przyszłym tygodniu idę na wesele. Rozstałam się z partnerem…

– Przykro mi – przerwał Marcin.

– Z pewnością. Potrzebuję kogoś, kto lubi tańczyć i nie będzie mnie zanudzał. Przyjdziesz ze mną?

Zgodził się, albowiem darowanemu weselu nie zagląda się do koperty.

Tak oto siedział przy stoliku i czekał na rosół. Gosia, bo tak miała na imię jego weselna partnerka, nie wspominała, że wesele będzie na zadupiu, w rejonie Polski, z którego istnienia Marcin nie do końca zdawał sobie sprawę. Bał się nieznajomości weselnych zwyczajów, postanowił więc naśladować jakiegoś stałego bywalca. Zlustrował wzrokiem stolik zajmowany przez rodzinę Pana Młodego i wytypował pierwszego uśmiechniętego wąsacza. Wuj Waldemar – tak nazywał się ów pan, był starszym bratem ciotecznym ojca Pana Młodego. Nie odpuszczał żadnego wesela w rodzinie i już pod kościołem dał znać, na co najbardziej czeka.

– Orkiestra będzie, mówią. Podobno z samego Opola przyjechali. I wodzirej ma być, znaczy będą zabawy pod wódeczkę – mówił i oblizywał się lubieżnie.

Waldemar był idealny. Wystarczyło, aby Marcin naśladował zachowanie wąsatego wielbiciela weselnych zabaw i brak faux-pas gwarantowany.

Tymczasem Gosia nalewała rosół, krzywiąc się lekko, że nikt nie zadbał o lepszą opcję w menu. Nie jadła mięsa, toteż ciepła woda, która została po kąpieli kurczaków, nie wydawała się dla niej atrakcyjna. Dodatkowo unikała glutenu, więc makaron był trucizną. Marcina nietolerancje pokarmowe traciły na znaczeniu, gdy pokarm był za darmo. Bez problemu zjadł porcję makaronu Gosi i oblizywał się po każdej łyżce, dokładnie jak obserwowany przez niego Wuj Waldemar.

Po rosole były konkrety. Cienki schabowy w grubej panierce, rolada z indyka, jakieś inne mięso zapieczone z żółtym serem oraz fundament piramidy żywieniowej każdego Polaka – ziemniaki. W kilku postaciach.

Wszystko toczyło się według znajomego rozkładu zajęć, a więc popito trochę wódeczki, para młoda zatańczyła pierwszy taniec, a następnie zaproszono na parkiet pozostałych gości. Marcin tylko na to czekał, parę kieliszków zimnej weselnej wódki sprawiło, że jego biodra stały się luźniejsze, a ocena własnych tanecznych umiejętności znacznie wyższa. Zabrał Gosię na parkiet i zdobywał kolejne punkty, które miał zamiar wymienić na nagrodę, gdy wesele się skończy, a oni znajdą się w hotelu.

Weselicho trwało w najlepsze, niektóre panny nie przejmowały się zapisanym w klasyce polskiej literatury zdaniem i pozrzucały buty, aby poczuć większy komfort w tańcu. Marcin tymczasem, udał się na chwilę przerwy, bo przeczuwał, że na stole pojawiła się zimna płyta, a takich okazji nigdy nie odpuszczał. Gosi nie było dane zastanowić się, czy iść z nim, czy też nie – gdy tylko Marcin wypuścił ją z rąk, w ramiona pociągną ją oblizujący się Wuj Waldemar.

– No! Wreszcie z młódką tańczę – powiedział.

Minęły minuty, Marcin nalał sobie zimnej wódki, wypił zadowolony i zaczął przyglądać się srebrnemu talerzowi, na którym wdzięczyły się do niego jajka pokryte z pewnością zdrowym i pożywnym majonezem. Walczył z sobą. Zjadł już sporo i w głowie miał ogromny dylemat. Nikt nie był w stanie mu odpowiedzieć na pytanie, czy później podadzą jeszcze bigos. A co z krokietem? Będzie, czy też nie? Jeśli naje się teraz jajek, a okaże się, że potem przybędzie pyszny, ugotowany trzy dni wcześniej bigos, to co zrobi? A jeśli odpuści jajka w oczekiwaniu na królewską strawę i okaże się, że nic takiego nie nastąpi? Albo gorzej – ktoś poda krem z dyni? Jak żyć? Zamyślił się tak bardzo, że nie zauważył, że zgasło światło. Z zastygnięcia wyrwał go dopiero kobiecy krzyk, który rozległ się kilka sekund później. Po chwili znów stała się światłość, a ludzie komentowali:

– Korki wybiło. Kuchnia wsadziła de volaille do kuchenki mikrofalowej, żeby sobie zjeść co zostało i tego było za wiele. Wszystkie te stroboskopy, całe to nagłośnienie, było tego za dużo. Ale udało się opanować sytuację. Będą podgrzewać na patelni.

Nagle obok znalazła się płacząca Gosia.

– Nie płacz – pocieszał ją Marcin. – To tylko kuchenka mikrofalowa. Będzie dobr…

– Ktoś mnie… Ktoś mnie molestował…

– Jak?

– W tańcu, jak zgasło światło – wyjaśniała zapłakana.

– Ale kto? Wuj Waldemar?

– Nie wiem kto… po nim tańczyłam jeszcze z jego szwagrem i kilkoma innymi wujami.

Marcin nalał sobie zimnej wódeczki, która pobudziła jego komórki mózgowe do pracy.

– Znajdę winnego. Obiecuję – zadeklarował.

– Tylko nie rób z tego afery, nie chcę psuć wesela.

– Spokojnie. Chyba mam plan.

Ciąg dalszy jest tutaj.

Jestem, który nie jestem tak do końca.

Dodaj komentarz:

Twój email nie będzie widoczny.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Site Footer

Sliding Sidebar

Close